czwartek, 28 sierpnia 2014

O losie podły, o losie zły, ja ofiara, Ty mój kat!

Najpodlejszy humor nie dopada człowieka wtedy, gdy przeżywa stresujące sytuacje. Gdy musisz myśleć za dwóch i działać na podkręconych obrotach nie masz czasu na dywagacje na temat własnego losu. Cieszysz się, że pokonałeś wyzwanie i byle do przodu. Chandra spotyka nas wtedy, gdy każdy dzień zaczyna być podobny i wiesz, że w najbliższym czasie nie czeka Cię magiczna podróż w głąb wnętrza wulkanu ani skok ze spadochronem. Gdy największą radością przewidzianą dla Ciebie na najbliższe kilka dni jest jedzenie lodów przed telewizorem, zaczynasz diagnozować u siebie deprechę. Apatia i przygnębienie wyskakują nagle, jak plastikowy pajac z pudełka. I wtedy to już nawet największe lody nie pomogą. Każdy z nas choć raz przeżył w swoim życiu chwile kiedy nie działo się nic niepokojącego, nie brakowało miłości, przyjaciół ani zapasów w lodówce. Mimo to budzisz się rano i padasz ze zmęczenia choć wczorajszy dzień robiłeś NIC. Poczucie beznadziejności męczy bardziej niż fizyczna praca bo od tego nie można odpocząć. Pamiętam jak mając naście lat kończyłam pracę w sobotę o dwudziestej drugiej, zakładałam dziwne obcasy i szłam na imprezę choć o ósmej trzeba wstać. Byłam zmęczona? Chyba nie skoro nie mogłam się doczekać kolejnego wypadu. W czasie podłych dni leżę odłogiem na łóżku a brudne talerze stawiam na podłogę bo nie mam siły wstać. Jak z tym walczyć? Jedyne co można zrobić to przeczekać. Jeśli coś przychodzi znikąd to tak samo sobie pójdzie. Psycholodzy mówią, że zawsze jest jakiś ukryty powód tylko trzeba go w sobie odkopać. Może i mają rację, moja wersja jest taka, że skoro każdy sprzęt od czasu do czasu potrzebuje resetu to człowiek tym bardziej. Na chwilę wyłączasz się z uczuć i emocji po to, by wkrótce móc poczuć je ze zdwojoną siłą. Na nowo doceniasz to co jeszcze kilka dni temu wywoływało tyle emocji co lecący gołąb. Może biologia wymyśliła nam te `podłe dni` po to, żebyśmy się za bardzo nie przyzwyczajali do radości. Dziś rano w telewizji wypowiadała się babinka z chustą na głowie mówiąc `za moich czasów nie było żadnej depresji, trzeba było ciężko pracować ale w soboty chodziło się na potańcówki! A teraz to się ludziom w dupach poprzewracało. Niech się do roboty wezmą a nie wymyślają sobie ciągle nowe choroby!`
Pani starszej przybijam piątkę a na depresję polecam wyjazd do dziadków na łono natury albo charytatywną pracę w schronisku. Sprawdzone info.
Złota rada? W TE DNI nie myśl o przyszłości, nie snuj planów a kajecik z teorią zawładnięcia światem włóż do szuflady.
Marka Lil Wayne'a dotarła do Polski! 
Wize & ope już dostępne na stronie highflyshop.pl
Bluza: Lulu.li
Spodenki: butik
Słuchawki: highflyshop
Napisała: Pati
Zdjęcia: Marsi
Na zdjęciach: Pati