Jestem w górach, czyli status niedostępny.

Nie lubię oglądać wiadomości bo złe informacje mnie przygnębiają a nieszczęście innych (zwłaszcza zwierząt) odbieram bardzo osobiście. Może to ogromna ignorancja z mojej strony a może po prostu mechanizm obronny, ale częściej wolę nie wiedzieć niż przytłaczać się negatywnymi faktami. Mama zawsze mówi, że jestem zbyt wrażliwa jak na życie na tej planecie, chyba ma rację choć cecha ta niejednokrotnie pomogła mi w dokonaniu właściwego wyboru. Jesień to szczególnie melancholijny czas, do świąt jeszcze daleko, lato dawno przeminęło a dzień mieli się z nocą. Jeśli mogłabym mieć wybór, to cały październik i listopad chciałabym spędzić w górach. To chyba jedyne miejsce, gdzie pora roku nie gra roli, gdy jest posępnie to unosi się nad lasem piękna mgła a gdy przejrzyście -  widać najwyższe szczyty. Góry najprawdopodobniej zostały stworzone po to, żeby móc uciec od własnych myśli. Plecak wypełniony ciążącymi wątpliwościami zostawiasz u podnóża szczytu, a gdy z niego schodzisz to problemu już nie ma, w trakcie wędrówki znajdujesz najlepsze rozwiązanie.  W górach można też znaleźć samotność w najpiękniejszym tego słowa znaczeniu, można ze sobą rozmawiać, zachwycać się naturą, chłonąć zapach drzew i zbierać grzyby. To ostatnie bywa szczególnie relaksujące a w tym roku leśne runo okazało się szczególnie płonne (co łatwo zauważyć przeglądając tablicę na Facebooku, każdy szanujący się znajomy obowiązkowo zamieszcza tam fotkę pełnego kosza). Czy to przypadek, że cmentarne święto, deszcz i spadające liście zgromadziły się w tym samym czasie? Są jeszcze moje urodziny w listopadzie ale tu też nie ma się z czego za bardzo cieszyć, w końcu perspektywa nadciągającej trzydziestki potrafi zdrowo zadołować. Pamiętam, że mając osiemnaście lat umyśliłam sobie, że przed trzydziechą będę niczym bohaterka mojego ulubionego serialu: ustawiona finansowo, zawsze dobrze ubrana i popijająca kawkę w najpiękniejszych miejscach świata. Z tych wyobrażeń zostało tylko to ostatnie, z wykreśleniem w najpiękniejszych miejscach świata. Mieszkając razem z moją przyjaciółką w akademiku zawsze po zajęciach włączałyśmy przygody Carrie i nie dopuszczałyśmy do siebie myśli, że życie może okazać się mniej barwne niż najnowsze szpilki od Manolo Blahnika. Jeśli zdarzyło Wam się w ostatnim czasie trochę pomarudzić to głowa do góry, nawet ja, czyli największa optymistka jaką znam, zrzędzę dziś jak ta baba z dowcipów. Zdarza się nawet najbardziej pozytywnym tak więc głowa do góry ! A na poprawę ogólnej formy, zamiast tabletek i syropów polecam las.

W weekend wędrowałam po Babiogórskim Parku Narodowym, polecam na jesienny wypad. Nie ma nic lepszego niż gorąca zupa w schronisku albo kanapka jedzona na przydrożnym kamieniu. Razem z grupą przyjaciół stwierdziliśmy, że ucieczka w góry każdemu z nas dobrze zrobi, spakowaliśmy więc najpotrzebniejsze rzeczy i ruszyliśmy z rana w stronę Babiej Góry. W moim plecaku obowiązkowo znalazły się chusteczki higieniczne, przekąska, ciepła czapka i woda. Bez tej ostatniej nie jestem w stanie funkcjonować i  łapię się na tym, że wypijam ponad 3 litry dziennie. Zwolennikom smaków szczerze mogę polecić Borjomi, jedyną wodę jaką znam, która naturalnie ma smak. Słonawa, nasycona kwasem węglowym i dwutlenkiem azotu świetnie gasi pragnienie i ma dobry wpływ na funkcjonowania całego organizmu. Dodatkowo, woda Borjomi rodzi się w wulkanicznych głębinach Gruzji, pokonuje wiele kilometrów, zanim dotrze do powierzchni ziemi, po drodze wzbogacając się o unikalne minerały, a następnie jest wydobywana ze źródeł doliny Borjomi w sposób najbardziej oszczędny — wydobywana jest tylko taka ilość wody, która odnawia się w sposób naturalny. Jeśli ktoś jeszcze nie próbował to warto. Można ją znaleźć w sklepach Carrefour za około 6 zł.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 siostry bukowskie. , Blogger