poniedziałek, 24 października 2016

List do M.

Gdy na lekcjach języka polskiego w podstawówce czytaliśmy teksty o Bożym Narodzeniu, wyobrażałam sobie rozpalony kominek z wiszącymi wokół skarpetami, na parapecie gruba warstwa puszystego śniegu a na starym fotelu w roku pokoju zwinięty w kulkę, śnieżnobiały kot. Zamykałam oczy i widziałam taką właśnie historię. To nic, że nigdy nie mieliśmy kominka, za oknem padał deszcz a kot napatoczył się dopiero jak dorosłam, w dodatku zwykły pręgowany dachowiec a nie jakiś tam arystokrata. Być może winni mojej dzikiej wyobraźni byli producenci reklam CocaColi albo Kevin Sam w Domu. Moim wyśnionym prezentem była ogromna śnieżna kula wydająca muzyczkę Santa Claus Is Coming to Town albo pozytywka z kręcącą się baletnicą. 1 grudnia odpalałam kalendarz adwentowy i nigdy nie zjadłam wszystkich czekoladek na raz. Chadzałam na roraty z lampionem, pomagałam w pieczeniu pierniczków i bacznie obserwowałam nasze świnki morskie, bo miały przemówić ludzkim głosem. Moje dziecięce wyobrażenia na temat poszczególnych sytuacji budowały mi poczucie szczęścia. Gdy na plastyce naszym zadaniem było namalować jesień, mój rysunek zawsze wyglądał tak samo: żółte i czerwone drzewa, ławka w parku, biegający pies i rzucające się liśćmi dziewczynki. Dzieci nie biorą pod uwagę innych możliwych scenariuszy. Jesień musi być złota, Wigilia biała i brokatowa a w lato trzeba pływać w jeziorze. Chciałabym, aby dawna Patrysia użyczyła mi trochę ze swojego optymizmu i niekończącego się zafascynowania światem. Czasem tęsknię do tej dziecięcej fantazji, która kazała wierzyć, iż Święty Mikołaj odwiedza ludzi na całym świecie, niezależnie od tego czy są dobrzy czy źli.

kamizelka - Selfieroom 229 129 zł
sweter- Selfieroom 55 zł
sneakersy- Deez24 129 89 zł
zegarek- Puma 599 zł
spodnie- Majors 220 zł
top- Endorfina 

Napisała: Pati


Sprawdź nasz najnowszy odcinek na  pt. Wbijamy na chatę naszego widza