poniedziałek, 2 czerwca 2014

O paleniu głupa i innych przestępstwach świata współczesnego.

Nienawidzę miejsc o nadętym charakterze, restauracji, gdzie kelner obsługuje Cię jakbyś był Panem jego losu, ekskluzywnych sklepów, w których sprzedawczyni lustruje wzrokiem każdy centymetr Twojego ubrania. Nie lubię miejsc na pokaz i wystawnych wesel, na których gościom wydaje się, że są ważniejsi niż para młoda. Gdy mam wyjść wieczorem, wolę raczej iść do zatłoczonego pubu, usiąść w kącie z piwem w plastikowym kubku i gadać głupoty niż zgrywać głupka przy świecach z lampką wina. Nie jestem romantyczna i nigdy nie będę. Jeśli kiedyś jakiś koleś wyjedzie mi na kolanach z pierścionkiem ukrytym w pudełku w kształcie serca to wybuchnę śmiechem. Właściwie nie wiem czy to kwestia `romantyzmu`. Może raczej tego, że z niewiadomych przyczyn ludzie mają w sobie nieuzasadnioną potrzebę pokazania się. Zwykle drzemie ona w tych, którzy na owo `pokazanie się` nijak zasługują. Miałam kiedyś znajomego, który co niedziele siadał na tarasie jednej z najbardziej znanych restauracji na warszawskim rynku. Nic nie jadł, zamawiał szklankę czegoś tam, po prostu siedział. I długo tam siedział. Czasem brał komputer i udawał, że pracuje. Nie wiem, może pracował. Jak się go zapytałam po co to robi to sam nie wiedział jak odpowiedzieć. Mnie to się wydaje, że chyba ego go trochę swędziało i w ten sposób je sobie łechtał. Jaki jest sens udawania, że stać Cię na coś na co Cię nie stać i kogo tak właściwie chce się oszukać? Może zbyt prosta i biedna ze mnie dziewczyna, żeby zrozumieć ten nowobogacki LAJFSTALJ. A tak poza tym to wydaje mi się, że niezależnie od stanu portfela ludzie najbardziej swobodnie czują się w  miejscach, które nie wymagają od nas niczego. I w takim miejscu właśnie przebywam. Jem rogala z czekoladą. Mam się dobrze.


Na zdjęciach: Pati
Napisała: Pati
Zdjęcia: Marsi.