wtorek, 3 czerwca 2014

Giń jeśli jesteś ładniejsza.

Ostatnio polubiłam rozkminianie kobiecych problemów. Bo polubiłam kobiety. Bo widzę jak bardzo wszystkie jesteśmy do siebie podobne. Możemy się nienawidzić ale mimo wszystko łączą nas te same przypadłości. Jedną z nich jest porównywanie się. Patrzysz na ładną dziewczynę i wcale nie `podziwiasz` jej super przemyślanej stylówki czy pięknych gęstych włosów tylko zastanawiasz się czy jest ładniejsza/ chudsza od Ciebie. I to nie chodzi o to, że baby to podłe zazdrośnice, które są szczęśliwe dopóki innej mają gorzej. Takie po prostu jesteśmy. Mamy w sobie syndrom księżniczki, która lubi być najpiękniejsza na balu. Nie wiem, czy da się tego pozbyć, to chyba naturalne. Spotykałam się kiedyś z kolesiem, który bezczelnie oglądał się za innymi gdy stałam obok. Nie zależało mi na nim szczególnie, właściwie to w ogóle. Spotkaliśmy się może ze dwa razy i rozwiązaliśmy współpracę. Ale sam fakt tego, że wcale nie ukrywał się z tym, że wokół tyle ładniejszych sprawiał, że byłam dla niego niemiła i nie śmiałam się z jego żartów nawet jeśli były śmieszne. Lubimy czuć się najpiękniejsze dla swoich `wybranków`. Taki jest sens bycia w związku. Chodzi o to, żeby znaleźć kogoś przy którym czujesz się najpiękniejsza, idealna, super kobieca, seksowna nawet w pidżamie. Z doświadczenia wiem, że wszelkie zabiegi pod tytułem chudnięcie/ kupowanie najwyższych obcasów/spędzanie godzin na siłowni DLA FACETA kończy się rozstaniem. Nigdy nie będziemy najzgrabniejsze, najwyższe, najzabawniejsze, pięknych kobiet wciąż przybywa. Są więc dwie opcje: 1. kupić pistolet maszynowy i odstrzelić ładniejsze, 2. pogodzić się z konkurencją i cieszyć się sobą u boku kogoś, kto również się tym cieszy. Z rozsądku radzi się wybierać opcję numer dwa. Ale jesteśmy kobietami, więc to uzi to chyba nie taki zły pomysł ....

`dajesz dajesz, bo przecież dla takich chwil noc trwa. dziś nie mogę zasnąć, zasnąć dziś nie mogę`



Na zdjęciach: Marsi
Napisała: Pati