czwartek, 29 maja 2014

Bajka przez telefon. Na placu lizbońskim, pewnego razu.

O tym, że związki zmieniają ludzi wiem nie od dawna. Zaangażowanie się w druga osobę rzadko pozostawia Twój charakter obojętnym. Możemy więc piąć się w górę bo ktoś nas czyni lepszym, albo stać się mentalnym wrakiem i cieniem własnej osoby. Oba przypadki przeżyłam osobiście, oba uważam za ciekawe doświadczenie, pierwszy polecam, przed drugim wystrzegam. Dziś opowiem anegdotkę zasłyszaną podczas zgromadzenia na głównym placu lizbońskiej ludności podczas sobotniego meczu.
Była sobie para, właściwie to nadal jest. Poznali się dość dawno, są razem od roku. Ona przed związkiem? Niska, filigranowa dziewczyna z zabawnym poczuciem humoru i długimi ciemnymi włosami. On- wysoki, dobrze zbudowany, niepokonany w pokera, pasjonat kuchni indyjskiej. Rok później staje przede mną ten sam pasjonat kuchni, z tym, że bez śladu mięśnia, w pogiętej koszuli z wymęczona cerą. Ni stad ni zowąd zaczyna opowiadać o tym jak to razem z Klaudią wynajmują mieszkanie, ona pracuje w jakiejś drogerii, on zajmuje się tłumaczeniami. W wolnych chwilach kłócą się i wypominają dawne sympatie sprzed lat. Klaudia za każdym razem wspomina gorącą blondynkę, z którą on pięć miesięcy temu całował się po pijaku w pobliskim klubie oraz sąsiadkę z naprzeciwka, którą podobno on pożera wzrokiem gdy mijają się na klatce. On ma jej za złe, że za dużo przytyła i ciągle marudzi. Kłócą się o rozlane mleko w lodówce, niezgaszone światło, bałagan w szafie, brudne talerze w zlewie. Dwie połowy meczu słuchałam o cudzym związku i prawdę mówiąc ciekawiło mnie to bardziej niż to, co widziałam na telebimach. A teraz wisienka na torcie tej całej opowieści: ostatnio zorganizowali domówkę, zaprosili skromną grupę znajomych, pili bez okazji, jedli chipsy i pizzę. Podobno atmosferka sprzyjała,wszyscy dobrze się bawili, do czasu aż totalnie pijana Klaudia wpadła na pomysł, że zapuka do drzwi ich sąsiadki prosząc, aby ta zakładała mniej skąpy strój gdy idzie rano biegać po parku. I zrobiła to dodając "wiem, ze robisz to tylko po to, żeby Michał się na ciebie gapił".
Nie odezwałam się ani razu, pozwoliłam mu mówić. Zadałam tylko jedno, kluczowe pytanie. To po co Wy razem jesteście? BO SIĘ KOCHAMY.
Jeśli tak wygląda miłość to już wiem dlaczego jestem sama.
Bez puenty i zbędnych komentarzy pozostawiam Was z moja opowieścią, garstką zdjęć i Marsi w roli głównej.


Na zdjęciach: Marsi
Napisała: Pati