Słoneczna Sycylia.

Każdy z nas ma takie miejsce, które pamięta ze szkolnych podręczników i do którego marzy mu się pojechać. Przez cały okres szkolny uwielbiałam pierwszy rozdział historii naszej kultury jakim jest epoka starożytności i choć rzymskiego koloseum jeszcze nie widziałam, to swoje zainteresowanie tematem uważam za w pełni zrozumiałe. W szkole uczono nas o greckiej kolonizacji i wojnach punickich pomiędzy Republiką Rzymską a Kartaginą, a o mafii sycylijskiej nakręcono niejeden film. Siłą rzeczy każdy z nas jest w stanie za pomocą skojarzeń powiedzieć kilka sensownych zdań na temat tego bogatego historycznie regionu. Sycylia, czyli największa wyspa Morza Śródziemnego z siedzibą w Palermo. Kojarzymy ją z czynnym wulkanem Etna, Syrakuzami, caponatą, pistacjami i pizzą sycylijską. Choć mnie było dane poznać jedynie mały strzępek tej magicznej wyspy to mam nadzieję, że skutecznie zachęcę Was do podróżowania w tym kierunku. Wyprawa na Sycylię była decyzją spontaniczną. Bilety kupiliśmy z dnia na dzień, hotele rezerwowaliśmy intuicyjnie i nawet nie zdążyliśmy zapatrzeć się w porządny przewodnik. Mimo tak pochopnych wyborów śmiało mogę stwierdzić, że to jedno z najpiękniejszych miejscem, jakie dotąd zwiedziłam.

TAORMINA
Po wylądowaniu w Katanii wypożyczyliśmy auto i ruszyliśmy w kierunku naszego miejsca docelowego, oddalonej o 55 km Taorminy. Do celu prowadzą powykręcane i strome serpentyny, ale towarzyszące widoki w stu procentach rekompensują komfort jazdy. Ta niewielka miejscowość położona na zboczach góry Monte Tauro jest kwintesencją Sycylii i każdego roku ściąga miliony turystów z całego świata, głównie za sprawą filmowego krajobrazu. Wyobraź sobie stromą, wiszącą nad turkusowym morzem skałę. Na skale tej mieści się urokliwe miasteczko, pełne kwiatów ogrody, dzika roślinność i majestatyczne budowle sprzed naszej ery. To właśnie jest Taormina. Zatrzymaliśmy się w Residence Terra Rossa, czyli wakacyjnych apartamentach z basenem i widokiem na bajkową Wyspę Piękną (Isola Bella), nazywaną też perłą morza jońskiego. Ta maleńka, bezludna wyspa z niewielkim pałacem i ogrodami sprawiła, że swój każdy poranek rozpoczynałam od zachwycania się krajobrazem. W końcu sam Goethe pisał o Taorminie, że to "największe dzieło sztuki i kultury". Poranna kawka z widokiem na budzące się do życia wybrzeże rekompensowała mi fakt, że nasze hotelowe śniadanie (w ogóle!) nie uwzględniało warzyw. Przyzwyczajona do swoich zwyczajów musiałam na te trzy dni przestawić się na rogaliki z dżemem i czekoladą, popijane sokiem pomarańczowym.

Historyczna część miasta, czyli górna część Taorminy, skupiona jest wokół głównej ulicy Corso Umberto, będącej pomieszaniem różnorodnych stylów. Mamy tu budynki z czasów arabskich, pamiętające panowanie Normanów czy późniejsze zabudowania gotyckie i barokowe. Do zabytkowej części miasta dostajesz się po przekroczeniu kamiennej bramy Porta Messina (brama mesyńska) a wychodzisz mijając bramę katańską (Porta Catania). Zabytki, które koniecznie trzeba odhaczyć przekraczając próg kamiennej bramy to Pałac Corvaja, kościół św. Katarzyny Aleksandryjskiej i oczywiście Plac IX Kwietnia (Piazza IX Aprille), będący jednocześnie tarasem widokowym na Etnę i wybrzeże. Ruszając dalej dojdziesz do Placu Katedralnego wraz z Katedrą św. Mikołaja i barokową fontanną. Jednak bezapelacyjnym numerem jeden na liście zabytków obowiązkowych jest Teatr Antyczny, mieszczący się przy Via Teatro Greco. W dużej części zbudowano go z cegły, co wskazywałoby na to, że powstał w czasach rzymskich ale jego układ zgodny jest z kanonami greckiej architektury. To drugi co do wielkości obiekt tego typu na Sycylii ale malownicze widoki, jakie rozpościerają się za tylną ścianą sceny czynią go najpiękniejszym. Widownia antycznego teatru w dużym stopniu odczuła upływający czas, za to mury prezentują się świetnie. Teatr zachował doskonałą akustykę, w związku z czym po dziś odbywają się tam koncerty, spektakle i festiwale. Wąskie uliczki historycznego miasta przeplatają się ze sklepikami z pamiątkami i drogimi butikami. Możemy tu kupić sycylijski symbol jakim jest kolorowa, ceramiczna głowa Maura (Testa Di Moro) albo klapki Chanel z najnowszej kolekcji. Historia przeplata się ze snobizmem, klasyka z luksusem a gustowne pamiątki z przaśnymi, chińskimi fartuszkami z motywem nagiej kobiety.

Urokliwe plaże, lazurowe wody Morza Jońskiego, historyczne budowle i dymiąca Etna w tle to wrażenia warte każdej ceny. Wiedzą o tym właściciele restauracji, knajp i hoteli, co wiąże się z wyśrubowanymi cenami. Zwabieni muzyką na żywo do Caffe Wunderbar przy Placu IX Kwietnia, za jedno espresso zapłaciliśmy 11 euro. Później się okazało, że rozsiedliśmy się w jednej z najdroższych miejscówek w Taorminie. Jeśli więc nie należysz do grona tych turystów, którzy mogą sobie pozwolić na wydawanie bez liczenia to radzę sprawdzić ceny zanim zasiądziesz w urokliwej knajpce. W dolnej części miasta, skupionej wokół plaży, zjesz taniej i wcale nie gorzej. Polecam Ristorante Da Giovanni, gdzie za 11 euro dostaniesz przepyszny makaron w towarzystwie bajkowego widoku na magiczną wysepkę. Jeśli marzy Ci się drink na leżaku z widokiem na morze, trzeba za to (niestety) dodatkowo zapłacić. W Polsce przywilej  korzystania z barowych leżaków jest zwykle wliczony w cenę, w Taorminie płacisz dodatkowe 7 euro od osoby. Idąc do włoskiej restauracji nie zapominaj również o zwyczaju płacenia coperto, o czym pisałam już relacjonując Wam wyjazd do Toskanii.

Średnie ceny w Taorminie:
pizza - 10 euro
drink Aperol Spritz - 7 euro
kawa - 2.5 euro
duże piwo - 5 euro
makaron z owocami morza - 12 euro
Tiramisu - 6 euro

BASEN WENUS 
Pogoda delikatnie pokrzyżowała nam plany i zamiast wygrzewać się na leżaku przy basenie musieliśmy odbyć podróż w stronę słońca. Pogoda w Taorminie w trakcie drugiego dnia naszego pobytu nie zapowiadała się ciekawie, trzeba więc było uruchomić aplikację w telefonie i znaleźć takie miejsce, gdzie moglibyśmy spokojnie rozkoszować się pięknem Sycylii. Cóż, takie uroki wyspy. Raz słonce a raz deszcz. W tym momencie sprawdza się opcja podróżowania autem z wypożyczalni, jesteś niezależny i gotów do drogi o każdej porze. Naszym celem było Capo Milazzo, przylądek wysunięty w Morze Tyrreńskie. Po spędzeniu około półtorej godziny w aucie przywitało nas parzące słońce i bezchmurne niebo. Dumnie z siebie rozsiedliśmy się w pobliskiej knajpce i zamówiliśmy Aperolka. Ku naszemu zdumieniu okazało się, że kelnerką w tym barze jest dziewczyna z Polski. Wykorzystaliśmy więc okazję, chcąc dowiedzieć się jak najwięcej na temat wartych odwiedzenia punktów i tym oto sposobem znaleźliśmy się w najpiękniejszym miejscu, w jakim kiedykolwiek byłam. Wyobraź sobie oddzieloną od morza wąskim fragmentem skał lagunę, gdzie woda jest krystaliczna i niemalże gorąca. Po dnie chodzą małe kraby, co jakiś czas przepływają ławice kolorowych rybek a całość otacza egzotyczna zieleń w postaci kwitnących oleandrów, opuncji i ogromnych agaw. To właśnie jest Basen Wenus (Piscina di Venere). Wydrążony w skale naturalny basen to bez wątpienia sceneria, która mogłaby posłużyć do nakręcenia filmu w stylu "Niebiańska Plaża". Sama droga do tego miejsca jest niezwykła. Mijasz wydrążony w skale kościół, gaje oliwne a na koniec kamienne schody, otoczone stromym klifem. W podróży towarzyszą Ci skrzeczące mewy i wygrzewające się w słońcu jaszczurki a w tle widać wyspę wulkaniczną. Mityczna Afrodyta wyłoniła się z morskiej piany na na Cyprze, może jej rzymska odpowiedniczka przyszła na świat właśnie w okolicach Piscina di Venere? Tego nie wiem, ale myśląc o narodzinach bogini piękna i miłości mam przed oczami scenerię, jaką widziałam właśnie w Basenie Wenus.

PODSUMOWUJĄC
Jeśli mogłabym wybierać, to swoją pierwszą w życiu podróż do Włoch rozpoczęłabym właśnie od zwiedzenia Sycylii. Piękny, słoneczny region, w którym czas płynie wolniej. Nie będę się rozwodzić nad plusami bo zdjęcia powyżej mówią same za siebie. Minusy? Zdecydowanie ceny. Przygotuj się za to, że idąc do restauracji wydasz średnio dwa razy tyle, ile wydajesz w polskiej restauracji. Ponadto pogoda jest dość zmienna. Z parzącego upału w ciągu jednej godziny może zrobić się pochmurnie i deszczowo, ale takie uroki wyspy. Jadąc na Sycylię koniecznie weź ze sobą: kapelusz przeciwsłoneczny, porządny aparat i delikatny luz w walizce, żeby można było przywieźć ze sobą przepyszne wino, oliwki albo suszone pomidorki.




1 komentarz:

  1. Niesamowite zdjęcia :) nie wiedziałam że w Taorminie są w miarę normalne ceny, ależ niestety Sycylia nie jest opcją budżetową...
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 siostry bukowskie. , Blogger