poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Fajne masz usta, idziemy do mnie?

Mamy XXI wiek, gdzie wszystko jest dmuchane, plastikowe albo wysoko kaloryczne. Dlatego cenimy sobie naturalność. Na pytanie `jaka powinna być Twoja dziewczyna` słyszę `śliczna ale naturalna`. Wokół mitycznej NATURALNOŚCI krąży sto tysięcy wersji. Czym ona jest? Chodzi o to, żeby nie używać pudru, nie malować paznokci, nie oblewać się perfumami, może nie golić nóg i nie wyrywać brwi? A może chodzi o to, żeby to robić ale tak, żeby nikt tego nie widział? A może o to, żeby robić ale nie przesadzić? Nie nadmuchać ust za bardzo, nie wstawiać implantów za dużych, nie zagęszczać włosów? Nie wiadomo jak to dokładnie jest, trudno sprecyzować. Nie znam kobiety, która byłaby naturalna, każda z nas coś ze sobą robi. I dobrze. Przepraszam, nie każda! Miałam kiedyś znajomą, którą nie usuwała włochów spod nosa. Jej problem polegał na tym, że te meszek był czarny i bardziej przypominał wąsa, takiego męskiego. Panowie, czy to jest naturalność? Jeśli tak, to mogę podać namiary na tę koleżankę. Nie przepadała również za depilacją, bo mówiła, że ją swędzi i że nie ma czasu. Jeszcze naturalna czy już obleśna? Inna kumpela otwarcie mówi, że na starość się ponaciąga i pierwszy hajs wydaje na poprawę konturów twarzy. Za każdym razem spotyka się z tekstem `jak to? chcesz sobie zrobić operację plastyczną?!`. Z jednej strony chcemy wyglądać jak z okładki z drugiej otwarcie krytykujemy zabiegi, które poniekąd to umożliwiają. Jak sobie wstrzykniesz za dużo to możesz bardziej przypominać ufo, ale jak nie ogolisz nóg to nikt się nie zachwyci na Twój widok mówiąc `o booże, patrzcie na tą kobietę, jest taka naturalna!` Może słówkiem klucz jest umiar. Granica wbrew pozorom jest dość cienka pomiędzy zrobioną a przesadzona. Ciężki ten nasz kobiecy los.


Napisały siostry obie.
Zdjęcia: Pati.
Na zdjęciach: Marsi.