Jestem uzależniona od jedzenia- opowieść naszej czytelniczki.

Wiadomości jakie od Was dostajemy nierzadko chwytają nas za serce, ta poniższa jest jedną z nich. Na prośbę autorki maila publikujemy jej opowieść, która może okazać się pomocna dla wielu z Was. Pytań o zaburzenia odżywiania dostajemy tysiące. Jeśli czytając tę historię będziesz miała wrażenie, że czytasz o sobie to znak, że nie powinnaś bagatelizować problemu. Pomoc możesz uzyskać we wskazanych poniżej miejscach.

UZALEŻNIENIE OD JEDZENIA, NIECH MOJA HISTORIA BĘDZIE PRZESTROGĄ.

"Mam na imię Paulina, mam 30 lat i dziś jestem mamą półrocznego Krzysia oraz szczęśliwą żoną. Od ponad 10 lat jestem uzależniona od jedzenia i choć dziś mój nałóg jest w uśpieniu to mam świadomość tego, iż problem będzie dotyczył mnie już do końca życia. To tak jak z alkoholem albo narkotykami, pomimo abstynencji jesteś uzależniony. Problem polega jednak na tym, że alkoholu nie potrzebujesz do życia a jeść trzeba. Niezdrowe podejście do jedzenia zaczęło się u mnie kiedy miałam 20 lat, wtedy wyprowadziłam się z domu rodzinnego na studia do Wrocławia. Wynajmowałam mieszkanie w starym bloku z dwiema koleżankami z liceum, wszystkie trzy studiowałyśmy biotechnologię. Przed rozpoczęciem studiów moja waga była w normie, ważyłam około 59 kg przy wzroście 170 cm. W domu rodzinnym jadłam obiady mamy, nie omijałam zajęć w-fu, po szkole spędzałam czas aktywnie. Na studiach jednak zaczął się alkohol, nauka do późna połączona z nocnym podjadaniem, między zajęciami wrzucałam w siebie drożdżówki i batony a po powrocie do mieszkania fundowałyśmy sobie z dziewczynami wielką porcję makaronu z sosem, obowiązkowo z winem w zestawie. Nasz kierunek był trudny, wiązał się ze stresem i nieprzespanymi nocami więc uczucie zmęczenia i wyeksploatowanie odbijałam sobie w kulinarnych przyjemnościach. Jako studentka nie miałam dużego budżetu, dostawałam stypendium naukowe i dorabiałam w wolnych chwilach udzielając korepetycji, niskiej jakości jedzenie kupowałam w marketach i tanich studenckich barach, co dodatkowo przyczyniło się do przybrania na wadze. W pół roku przytyłam 6 kg i przestałam mieścić się w większość swoich rzeczy. Koleżanki z mieszkania też przytyły więc nigdy nie komentowały tego, jak wyglądam i co jem. A szkoda, bo może wtedy szybciej bym się otrząsnęła. Z dnia na dzień stwierdziłam, że zacznę się odchudzać. Tak po prostu, wstałam któregoś dnia i nie zjadłam śniadania, poszłam na uczelnię i zamiast obiadu w stołówce wypiłam kawę a wieczorem dwie lampki wina. Zaczęłam bardzo dużo czytać na temat zdrowego trybu życia, kupiłam strój i zapisałam się na zajęcia fitness. Centymetry leciały w dół a ja brnęłam w swój pseudo fit styl życia, który w rzeczywistości nie miał nic ze zdrowiem wspólnego. W dwa miesiące zgubiłam wszystkie nadprogramowe kilogramy a każdy kolejny miesiąc odchudzał mnie o kolejny rozmiar. Ignorowałam bóle i zawroty głowy, rezygnowałam ze spotkań towarzyskich aby nie narażać się na pokusy, głód tłumiłam kawą, wodą albo alkoholem. Po dwóch szotach wódki burczenie w brzuchu znikało a ja mogłam spokojnie usnąć. Wiedziałam, że źle robię ale najważniejsze było dla mnie to, jak wyglądam. Lubiłam uwagi pod tytułem "jesteś już za chuda", to mnie tylko nakręcało. Rano piłam kawę, na uczelni zjadałam jabłko albo banana, na obiad owsiankę na chudym mleku, ryż z warzywami albo jakiegoś omleta, kolacji w ogóle. Dziennie około 800-900 kcal, może nawet mniej. W pół roku zgubiłam 12 kg. Gdy któregoś dnia ból głowy był tak okrutny, że nie mogłam pójść na egzamin, zeszłam do sklepiku na dole i kupiłam pączka i butelkę coli. Jeden pączek nie wystarczył, kupiłam trzy następne. Nie przerywałam swojego chorego stylu życia ale raz w tygodniu serwowałam sobie "cheat day" podczas którego zjadałam tyle, że brało mnie na wymioty. Zamawiałam pizzę, którą przegryzałam czekoladą i żelkami, do tego porcja frytek i nuggetsów a wszystko to zalewałam smakowym piwem. Potrafiłam leżeć na łóżku i płakać w myślach nienawidząc siebie. Obiecywałam sobie, że to ostatni raz, że nigdy już tak nie zrobię ale gdy uczucie najedzenia trochę ze mnie zchodziło dobijałam się kanapkami z masłem i kiełbasą, które zagryzałam Snickersem. Coraz mniej trenowałam bo nie miało to dla mnie sensu skoro tego konkretnego dnia już i tak tyle zjadłam. Hasło "od jutra" na stałe wpisało się do mojego słownika. Od jutra już nie jem, od jutra znów ćwiczę, jutro robię sobie detoks, już jutro wszystko się zmieni... Tysiące dzienniczków i pamiętników miało mi pomóc w opamiętaniu się ale nie pomagało. Myślałam tylko o tym, co zjem, obsesyjnie przeglądałam zdjęcia potraw w Internecie i namiętnie oglądałam programy kulinarne podczas których...jadłam. Na siedem dni w tygodniu przez trzy się objadałam a przez cztery pozostałe jadłam bardzo mało. Waga powoli wracała ale nie to mnie smuciło najbardziej. Zaczęłam popadać w stany depresyjne, nie chciało mi się wstawać z łóżka, miałam zaniżone poczucie wartości, nienawidziłam siebie za to co robię, było mi wstyd ale nie mogłam przestać. Czasem wywoływałam wymioty, innym razem łykałam jakieś przeczyszczające środki, potem robiłam sobie "detoks" i tak w kółko. Nigdy nie objadałam się przy ludziach, zawsze w samotności. Zamykałam się w pokoju na klucz, papierki po słodyczach chowałam do plecaka by wyrzucić je idąc rano do szkoły, czasem podjadałam jedzenie moim współlokatorkom. Dobrze się kryłam więc nikt nie wiedział o moim problemie. Ten koszmar trwał ponad trzy lata z różnym natężeniem. Czasem udawało mi się przez cały miesiąc wytrwać bez objadania się po to tylko, aby w kolejnym miesiącu nadrobić wszystko z nawiązką. Bywały miesiące, kiedy trenowałam jak szalona a bywały też takie, które spędzałam z laptopem na kolanach śledząc kolejne seriale. Nie byłam już chuda ale nie byłam też gruba. Stres, złość, smutek odreagowywałam zawsze w ten sam sposób. Każdy powód był dobry do tego, żeby się najeść: sobota, urodziny, święto, dzień wolny... Lubiłam szukać sobie usprawiedliwienia dla swojego zachowania choć w głębi duszy wiedziałam, że dzieje się ze mną coś bardzo złego. Pamiętam, że raz udało mi się wytrwać ponad trzy tygodnie bez ataków obżarstwa, potem poszłam na urodziny znajomych, wypiłam trochę wina, zjadłam tort i wszystko wróciło. Byłam zażenowana sobą a jednocześnie nie umiałam przestać. Rodzice nie wiedzieli o problemie, współlokatorki zajmowały się sobą, nie byłam pod rzadną obserwacją lekarską choć moje włosy, cera, zęby paznokcie i oddech zaczęły być bardzo niepokojące. Pewnego wieczoru weszłam na forum o nałogach i czytając obcą historię miałam wrażenie, że czytam o sobie. Zdecydowałam się napisać do tej dziewczyny z prośbą o pomoc. Dziewczyna ma na imię Klaudia i do dziś pozostajemy w kontakcie wirtualnym, choć nigdy nie spotkałyśmy się na żywo. Wtedy po raz pierwszy dowiedziałam się o kompulsywnym jedzeniu. Za jej namową zwróciłam się o pomoc do poradni zdrowia psychicznego, w której zaczęłam pracę ze specjalistą od zaburzeń odżywiania. Wizyta kosztowała 100 zł, nie miałam wtedy takich pieniędzy więc zdecydowałam się zwrócić o pomoc do rodziców. Zbierałam się na tę rozmowę całymi tygodniami, nie potrafiłam się z tym zmierzyć ale w końcu opowiedziałam mamie o swoim uzależnieniu. Rozmawiałyśmy całą noc na zmianę płacząc i śmiejąc się. Mama zwierzyła mi się, że po urodzeniu mojego brata również przez to przechodziła. Podczas wielomiesięcznej terapii wspólnie z terapeutą udało mi się dotrzeć do źródła moich problemów. Wewnętrzny konflikt jaki ze sobą toczę dziś jest już na dobrej drodze do rozejmu. Rok temu wzięłam ślub. Mąż wie o moim problemie i bardzo mnie wspiera. Jeden niewinny kawałek pizzy czy porcja lodów może wywołać u mnie łańcuch obżerania się, dlatego świadomie zrezygnowałam z jakichkolwiek pokus. Mówi się, że wszystko jest dla ludzi i należy umieć z tego korzystać... pozwolę się z tym nie zgodzić. Nie w przypadku, gdy ma się do czynienia z uzależnieniem. Jedzenie może być jak narkotyk. Dziś nie liczę kalorii, gotuję domowe obiady według zaleceń mojej dietetyk. Razem z mężem odnaleźliśmy wspólną pasję we wspinaczkach górskich a gdy Krzyś trochę podrośnie, zamierzamy wspólnie zdobywać szczyty. Ostatni napad obżarstwa przeżyłam podczas ubiegłych świąt Wielkanocnych. Na szczęście był obok mnie mój mąż, który pomógł mi się opamiętać. Co się stanie, kiedy któregoś dnia zostanę sama w domu z jakimś problemem? Tego nie wiem. Parę tygodni temu spotkałam się z przyjaciółkami w mieście rodzinnym. Poszłyśmy do pizzerii. Jako jedyna zamiast pizzy i piwa z sokiem zamówiłam sałatkę i herbatę. Po wielu pytaniach, próbach namówienia mnie na kawałek i złośliwych uwagach w stylu "Po co się odchudzasz? Przecież męża już masz!" zdecydowałam się odpowiedzieć: "Jestem uzależniona od jedzenia i nie mogę jeść tego, co może rozbudzić we mnie dawne zachowania." Koleżanki zamilkły i patrzyły na mnie jakbym właśnie przyznała, że mam za sobą kilkuletni odwyk narkotykowy. Od tamtej pory żadna z nich nie zaproponowała mi spotkania.

Chciałabym, aby moja historia była przestrogą dla wielu osób, które nie radzą sobie z funkcjonowaniem we współczesnym świecie. Zazdroszczę ludziom, którzy mają zdrowe podejście do jedzenia, mogą wyjść w weekend na kebaba i nie wywoła to w nich napadu obżarstwa. Chcę być zdrowa jak najdłużej bo mam dla kogo, dlatego codziennie ze sobą walczę. Cały czas uczę się panowania nad sobą i mam nadzieję, że któregoś dnia to ja będę panowała nad pokusami a nie one nade mną".

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Sprawdź, czy jesteś uzależniony od jedzenia. Objawy zaburzenia:

1. Zjadasz dużo więcej, niż planowałeś.
2. Jesz, pomimo uczucia sytości, aż do momentu mdłości.
3. Masz poczucie winy po spożywaniu konkretnych produktów.
4. Jesz nadal, pomimo poczucia winy.
5. Jesz nadal, pomimo świadomości jaką szkodę wyrządzasz swojemu organizmowi.
6. Szukasz usprawiedliwienia i powodu, dla którego możesz się najeść.
7. Ukrywasz przed bliskimi fakt jedzenia produktów zabronionych.
8. Wciąż zaczynasz i przerywasz nowe diety. Masz na swoim koncie wiele porażek związanych z przejściem na zdrowy tryb życia.
9. Nie jesteś w stanie zapanować na swoi napadami, nie masz kontroli nad apetytem.
10. Obsesyjnie myślisz o jedzeniu, sprowadzasz jedzenie do największej życiowej przyjemności.

Zagrożenia wynikające z uzależnienia od jedzenia:
* cukrzyca, otyłość, choroby serca, choroby nowotworowe
* zaniżone poczucie wartości, brak wiary w siebie, niska samoocena
* niepohamowane wybuchy złości, agresja wobec siebie i innych, niestabilność emocjonalna
* depresja
* stany lękowe
* choroby układu sercowo- naczyniowego
* niepłodność

WAŻNE: jeśli walczysz z nałogiem na własną rękę ale wszelkie próby pozbycia się niezdrowych nawyków nie skutkują, koniecznie skontaktuj się ze specjalistą. Psychoterapia pomoże Ci przywrócić kontrolę nad czynnością jedzenia. Dzięki takiej terapii nauczysz się rozpoznawać czynności prowadzące do napadów kompulsywnego objadania się oraz utrwalisz w sobie nowe schematy, które pomogą Ci przetrwać moment pojawienia się pierwszych symptomów napadu.

Tutaj możesz odnaleźć pomoc:
1. Anonimowi Jedzenioholicy - Wspólnota AJ. www.anonimowijedzenioholicy.org
Członkowie AJ nie płacą składek ani nie wnoszą opłat, finansują się poprzez własne dobrowolne datki.
2. Miejski/gminny ośrodek zdrowia w Twojej okolicy, specjalista od zaburzeń odżywiania.
3. Lekarz psychiatra, psychoterapeuta lub dietetyk z Twojej okolicy.

31 komentarzy:

  1. Pracuje w szpitalu psychiatrycznym, przy którym funkcjonuje poradnia zdrowia psychicznego. Cały czas widzę, że zaglądnięcia tam dla wielu wiąże się z wstydem. A nie powinno. Nie ma się czego wstydzić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznanie się do swoich problemów, słabości czy uzależnień to wbrew pozorom spora odwaga. Niełatwo jest spojrzeć prawdzie w oczy ale jeśli choć jedna osoba po przeczytaniu tego posta zdecyduje się poczynić jakieś kroki w kierunku leczenia, będzie to dla nas motywacja do tego, aby publikować więcej takich wpisów.

      Usuń
  2. Ja też przez to przechodziłam/ przechodze ale nadal nie poddaje się i walczę. Jestem tego świadoma

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno jest walczyć z samym sobą i zwykle trzeba ponieść kilka lub kilkanaście osobistych porażek, aby w końcu wygrać. Trzymamy kciuki za Ciebie!

      Usuń
  3. Brawo Paulina ! najwazniejsze to sie nie poddawac :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ucieszyło nas, kiedy bohaterka sama poprosiła o opublikowanie swojej historii. Wierzymy, że na jej przykładzie sporo młodych dziewczyn wyciągnie jakieś wnioski dla siebie.

      Usuń
  4. wszystko się zgadza od 3 do 8 punktu.. Mam się martwić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto uświadomić sobie, że ma się z czymś problem, wtedy dużo łatwiej jest z nim walczyć. Jeśli czujesz, że Twój stosunek do jedzenia jest niezdrowy a większość z objawów typowych dla zaburzenia występuje w Twoim przypadku dobrze zrobisz idąc z tym do specjalisty. Nie warto oszczędzać na zdrowiu! Uzależnienie od jedzenia to bardzo wstydliwy problem ale udając się do odpowiedniej placówki przekonasz się, że taki osób jest coraz więcej. Trzymamy za Ciebie kciuki <3

      Usuń
  5. Niestety też mam ten problem... Ataki zdarzają się ostatnio rzadko, ale muszę bardzo uważać na to co jem. Dzień bez kontrolowania kalorii, wyjście na miasto, niewinne fastfoody, a później tydzień obżerania się. Następnie 2-3 tygodniu jedzenie zdrowo "aż do przesady", a potem znów atak. I tak co schudnę to przytyję, psychika coraz bardziej zniszczona, a ja wciąż zagubiona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli historia podobna jak u naszej bohaterki - życie na ciągłym rollercoasterze napędzanym walką z własnym uzależnieniem. Nie podawaj się i bądź silna a jeśli czujesz, że problem ewidentnie Cię przerasta to nie lekceważ go, udaj się z tym do specjalisty. Powodzenia !

      Usuń
  6. Wyglada na to ze u mnie rowniez sie wszystko zgadza :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymamy za Ciebie kciuki i mamy nadzieję, że uda Ci się wygrać z problemem. W internecie funkcjonują również fora dla osób cierpiących na kompulsywne objadanie się. Takie rozmowy bywają bardzo pomocne. Jeśli więc budżet nie pozwala Ci na udanie się do specjalisty, możesz zacząć od dzielenia się swoimi problemami na tego typu forach.

      Usuń
  7. Ja już walczę z tym 2 rok... mam wszystko tak samo... najgorsze jest to ze się ukrywam, teraz znowu przytyłam i łapie mnie depresja, i zanik miesiączki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zanik miesiączki, stany depresyjne i skoki wagi to bardzo poważny problem, postaraj się przełamać i udać ze swoim problemem do specjalisty. Nie bagatelizuj sprawy bo może ona mnieć poważny wpływ na Twoje dalsze życie. Trzymamy za Ciebie kciuki i mamy nadzieję, że wygrasz tę walkę.

      Usuń
  8. WSZYSTKO CO PRZECZYTAŁAM TO MOJA HISTORIA. SERIO. CZUŁAM ŻE CZYTAM O SOBIE, A NIE O KIMŚ INNYM...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bądź więc „mądrzejsza” od naszej bohaterki i nie zwlekaj tak długo jak ona. Jest wiele osób, które mogą Ci pomóc, przełam się a zobaczysz, że dasz radę wygrać. Trzymaj się ciepło !

      Usuń
  9. Czytając tę historię miałam wrażenie, czy czytam o sobie samej MASAKRA. Mój problem trwa już 5 lat i na codzień nikt nawet się tego nie domyśla bo uchodzę za wysportowaną dziewczynę, dużo ćwicze a w necie wrzucam swoje przepisy. Wstyd mi się przyznać do tego publicznie że mam taki problem bo się boję odrzucenia społecznego i że ludzie uznają mnie za wariatkę. Wszystko co przeczytałam zgadza się w 1000 % u mnie z tą tylko różnicą że mąż bohaterki wie o jej problemie a mój facet nie. Ukrywam to przed nim a nie jest to super trudne bo nie mieszkamy razem. Może gdybym odważyła się powiedzieć chociaż jednej osobie to byłoby mi łatwiej z tego wyjść. Fajnie dziewczyny że poruszacie takie tematy, myślę że dużo jest osób z takim samym problemem i dobrze gdy jak najwięcej osób przeczyta ten wpis!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niech więc pierwszym krokiem do podjęcia walki z uzależnieniem będzie zwierzenie się swojemu facetowi. Wsparcie drugiej osoby w takich sytuacjach bywa bezcenne i może okazać się kluczowe. Bądź dzielna !

      Usuń
  10. Mam ten sam problem.... Rok temu schudłam 30 kilo w skutek załamania jakie mnie dopadło w tamtym czasie w rok wszystko wróciło... Plus nadwyżka mam dokładnie to co jest wypunktowane... I nie wiem jak sobie z tym poradzić...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Konsultacja ze specjalistą pomoże Ci dojść do źródła problemu. Zaburzenia odżywiania to problemy natury psychicznej, jeśli więc uda Ci się ustalić co jest ich przyczyną to nauczysz się sobie z tym radzić. Specjaliści w trakcie terapii uczą swoich pacjentów schematów reagowania na bodźce, które mogą wywołać kompulsywne jedzenie.

      Usuń
  11. Chciałabym powiedzieć że to mnie nie dotyczy ale jak czytam to wszystko się zgadza. Smutne ze zdrowa i ładna dziewczyna jaką jestem nie moze sie cieszyć w pełni życiem. Nigdy nie myślałam że będę tak bardzo cierpieć z powodu chorej relacji z jedzeniem. Dziewczyny mega dziękuję za ten wpis ! Fajnie że publikujecie takie opowieści innych ludzi bo to bardzo pomaga i podnosi na duchu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Często nie doceniamy tego co mamy bo sen z powiek spędzają nam nasze braki, urojone kompleksy i niedoskonałości. Same cały czas uczymy się tego, aby cieszyć się tym, co mamy bo większość problemów psychicznych wiąże się z niezadowoleniem z siebie.

      Usuń
  12. Niestety, ale opisany problem jest również dobrze mi znany. Zaczęło to się jeszcze jak miała naście lat, ale wtedy nie zdawałam sobie sprawy, że jest coś takiego jak kompulsywne objadanie się i uzależnienie od jedzenia. W dalszym ciągu towarzyszą mi kompulsy, a w tym roku mam wrażenie, że się nawet nasiliły - pojawiają się za często.. Skutkiem tego wszystkiego jest zaniżenie własnej wartości, ponieważ chciałabym schudnąć z 5 kg, a nawet jak uda mi się schudnąć 2 kg, odżywiając się zdrowo, to dopada mnie po pewnym czasie wilczy głód i objadam się przez tygodnie co skutkuje przybraniem z 4 kg na wadze. Zatem bilans jest niekorzystny. Jednakże, cały czas mam nadzieję, że kiedyś uda mi się poskromić napady obżarstwa i będę mieć normalny stosunek do jedzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedzenie to najprostszy sposób szybkiego choć chwilowego zadowolenia a tak naprawdę efekt jest później odwrotny od zamierzonego. Jedzeniem staramy się zagłuszyć braki w naszym życiu: brak miłości, spełnienia, zadowolenia z siebie, poczucia bezpieczeństwa. Przyczyn kompulsywnego jedzenia może być wiele dlatego warto skonsultować się ze specjalistą, który pomoże w rozpoznaniu indywidualnego przypadku.

      Usuń
  13. Dziękuję za ten wpis. Również cierpię na to zaburzenie, właściwie to od dziecka... każde święta, urodziny czy zwykła impreza weekendowa są dla mnie okazją by najzwyczajniej w świecie się nażreć. Gdy dopada mnie ból z przejedzenia i wyrzuty sumienia to zawsze obiecuję sobie że to już ostatni raz i od jutra koniec! Dieta! Moja waga całe życie lata ze skrajności w skrajność, aktualnie w ciągu ostatnich 2 lat doszło ok. 15kg i niestety padł rekord 80kg. Nie umiem się zebrać by sobie pomóc i wrócić do normalnej wagi a przede wszystkim do jedzenia z umiarem. Staram się, ale zawsze po kilku miesiącach czy nawet latach normy wracam na źle tory.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli czujesz, że jedzenie przejęło kontrolę nad Twoim życiem a szczytem przyjemności jaki możesz na dzień dzisiejszy osiągnąć jest zamknięcie się w pokoju i jedzenie to problem jest poważny. Skoki wagi to tylko jeden ze skutków. Warto popracować nad problemem i uwolnić się od niego bo zdrowe ciało jest możliwe tylko wtedy, gdy nasza psychika jest zdrowa. Jeśli czujesz, że nie umiesz zabrać się za siebie to nie bój się szukać pomocy u specjalistów. Życzymy powodzenia i wierzymy, że Ci się uda <3

      Usuń
    2. Dziękuję, chodziłam już do psychologa, byłam nawet u psychiatry, na jakiś czas mi to naprawdę pomogło, ale widzę że ostatnie 2 lata to totalny brak kontroli - staram się teraz sama poukładać w głowie dużo czytam o wpływie jedzenia na życie i zdrowie oraz zapisałam się na boks, uprawiam jogę w domu. Mam nadzieję że rozprawę się z tym "draniem"! ;) dziewczyny jesteście super, pokazujecie prawdziwe problemy współczesnej młodzieży (tak mam 27 lat ale nadal czuję się jak 18 haha) - powyższy temat, jak i poruszany przez Pati trądzik, pozdrawiam Was <3

      Usuń
  14. W moim przypadku zaczęło się najpierw od anoreksji. Kiedy kazano mi przytyć na początku się buntowałam. Potem zauważyłam, że większe porcje nie wpływają w znaczący sposób na mój wygląd. Wpadłam z jednej skrajności w drugą... Porcje zwiększały się i zwiększały. Nie było limitu. Nie było śniadania, obiadu, kolacji. Był ciąg jedzenia ponad miarę. Pączek za pączkiem. Kiedy kończyłam jeść kanapkę, zaczynałam robić kolejną. Byłam zdolna zjeść cały duży chleb za jednym razem. Pomimo bólu brzucha i uczucia sytości. Dalej tak mogę. Efekt yoyo jest u mnie na porządku dziennym. Od 8 lat. Potrafię praktycznie nic nie jeść w bieżącym tygodniu, a w kolejnym obżerać się jak świnia. Mam świadomość moich problemów z odżywianiem. Będą częścią mojego życia do końca. Próbuję sobie radzić z tym sama, ale zawsze przegrywam. Od dzisiaj zaczynam ostatni raz. Jeśli mi się nie uda zgłoszę się o pomoc. Trzymajcie kciuki!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anoreksja, bulimia i uzależnienie od jedzenia nierzadko się ze sobą przeplatają ale należą do jednej grupy zaburzeń odżywiania, będących wynikiem problemów psychicznych. Spróbuj po raz ostatni pokonać chorobę. Ustal sobie konkretne zasady, stwórz listę produktów zabronionych, trzymaj się swoich ustaleń i kontroluj własne zachowania. Wierzymy, że jesteś w stanie to zrobić. Jeśli jednak i tym razem problem okaże się silniejszy to podejmij decyzję o leczeniu. Warto szukać pomocy. Trzymamy kciuki, obiecujemy !

      Usuń
  15. Cześć, czytam te objawy i mam wrażenie że to mam, nigdy bym nie powiedziała że to tak się nazywa ta choroba, kiedyś byłam dużo grubsza, schudłam później wyjechałam na studia tak jak autorka listu, przytyłam waga zaczęła wracać znalazłam chłopaka który mówił o może zjemy pizze nie byłoby w tym nic złego gdyby nie była to 3 w nocy.. Koło się zataczalo, wcześniej przed studiami kiedy tak schudłam znalazłam super pomysł, wymioty i ćwiczenia, cudowne wtedy myślałam, mogę jeść co chce i chudnac... Na studiach też do tego wróciłam znowu schudłam, później zaczęłam się glodzić, teraz jets okej ale też mam napady wymiotne kiedy za dużo zjem.. Ciągle oglądam filmiki przepisów, mukbang jak ludzie jedzą, to obsesja, radzę sobie bo radzę ale wahania nastrojów przez te sprawy zostały do dziś i raczej nie łatwo będzie z nich wyjść.. Piszę to żeby Was przestrzec dziewczyny przed walką o chora wersję siebie, bo konsekwencje tego będziecie ciągnąć przez całe życie, jak ja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaburzenia odżywiania mogą mieć wiele różnych wcieleń zaczynając od skrajnego odchudzania się a kończąc na obżeraniu się w samotności. Są wynikiem jakichś niezaspokojonych potrzeb i warto udać się do kogoś, kto pomoże nam to zrozumieć. Dla Ciebie również nie jest za późno, leczyć można się w każdym wieku i w każdym wieku warto. Trzymamy za Ciebie kciuki i pozdrawiamy.

      Usuń

Copyright © 2014 siostry bukowskie. , Blogger