Kilka pomysłów na zdrowe sosy do sałatek.

Kilka pomysłów na zdrowe sosy do sałatek.

Sałatki to zdecydowanie nasz numer jeden jeśli chodzi o letnią kuchnię. W sklepach mamy ogromny wybór świeżych warzyw i owoców a już największym szczęściarzem jest ten, kto po warzywa chodzi do własnego ogródka. My na codzień nie mamy takiego szczęścia, jednak poniższe sałatki zostały przygotowane podczas pobytu w rodzinnym domu, dlatego rzodkiewka, pomidor, szczypiorek czy szpinak pochodzą z ogródka naszej babci. Ekologiczne warzywa smakują wyśmienicie jedyne czego im potrzeba, to smaczny sos. Wypróbuj któryś z naszych sosów i odkryj zupełnie nowy smak świeżych warzyw.

1. Musztardowo-miodowy
 - łyżka musztardy delikatesowej
- płaska łyżka miodu
- 2 łyżki oliwy z oliwek

2. Słodko-kwaśny
- sok z połowy cytryny
- łyżka miodu
- 3 łyżki oliwy z oliwek
- sól i pieprz

3. Jogurtowo-ziołowy
- łyżka jogurtu greckiego
- 2 łyżki oliwy z oliwek
- sól i pieprz
- świeżo posiekany koperek
- świeżo posiekana pietruszka

4. Czosnkowy
- ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę
- sól i pieprz
- dwie łyżki jogurtu naturalnego
- łyżka oliwy z oliwek
- łyżka jogurtu greckiego

5. Bazyliowy
- garść ziaren słonecznika
- ząbek czosnku
- sok z połowy cytryny
- 10 listków świeżej bazylii
- sól, piprz
- 3 łyżki oliwy z oliwek

Całość zblendować.

6. Orientalny
- sok z cytryny
- 2 łyżki syropu klonowego
- 2 łyżki oleju roślinnego
- łyżka pasty tahini
- sól i pieprz

7. Vinegrete
- łyżka octu jabłkowego
- łyżka oliwy
- płaska łyżeczka musztardy
- sól i pieprz

8. Chrzanowy
- dwie łyżki jogurtu naturalnego
- płaska łyżeczka chrzanu
- dwie łyżki oliwy z oliwek
- dwie łyżki soku z cytryny
- sól i pieprz

9. Włoski
- dwie łyżki gęstego przecieru pomidorowego
- łyżka jogurtu greckiego
- łyżka syropu klonowego
- trzy łyżki oliwy z oliwek
- garść posiekanej bazylii
- sól i pieprz
Letnia sałatka z bobem.

Letnia sałatka z bobem.

Witamy wszystkich fanów bobu. To jedno z tych warzyw, na które osobiście z utęsknieniem czekamy przez cały rok. Nie ma nic pyszniejszego, niż świeżo ugotowany z odrobiną masełka. Jeśli jednak znudziło Ci się chrupanie bobu samego w sobie i szukasz pomysłu na jakieś danie, przybywamy z pomocą. Przetestowałyśmy to warzywo w wielu wersjach i zdecydowanie najpyszniej smakuje w wersji sałatkowej. Poniżej przepis na letnią sałatkę, która świetnie sprawdzi się na śniadanie, obiad, kolację czy posiłek po treningu. Do dzieła !

Czego potrzebujemy ?
- 4 łyżki ugotowanego bobu
- 2 łyżki ugotowanego ryżu 
- 2 łyżki ugotowanej soczewicy
- pół świeżego pomidora pokrojonego w kostkę
- trzy drobno pokrojone rzodkiewki
- dwie łyżki skruszonej fety 
- świeży szczypiorek
- sól himalajska do smaku

sos:
- łyżeczka prawdziwego miodu
- łyżeczka łagodnej musztardy delikatesowej 
- łyżka oliwy z oliwek 

Jak to zrobić ?
Wszystkie składniki wymieszaj w dużej misce, dopraw solą wedle uznania. Sałatkę przełóż na duży talerz i oblej sosem, powstałym z połączenia wszystkich składników na sos. 

Sałatka jest przepyszna! Lekka a jednocześnie sycąca i odżywcza. Bez obaw możesz spakować ją do swojego lunchboxa. W przypadku, kiedy planujesz zabrać ze sobą posiłek w pudełku polecamy wykorzystać całe pomidorki koktajlowe, gdyż nie puszczają wody. 

Jak się pozbyć boczków? Cz. 1

Jak się pozbyć boczków? Cz. 1

Boczki, wałeczki, fałdki, jak kto woli. Tkanka tłuszczowa lubi umiejscowić się w taki sposób, aby skutecznie uprzykrzać nam życie. Poza brzuchem i udami to jedno z tych miejsc, które sprawiają nam największe problemy. Jak to się dzieje, że szczupłe dziewczyny mają fałdki i co robić aby się ich pozbyć? Na początek przenieśmy się trochę w czasie. Jako nastolatka nie miałam większych zastrzeżeń do swojej formy, uchronił mnie chyba fakt, że nikt wtedy nie słyszał o zawodach bikini, treningu interwałowym, czy wysportowanych influencerach. Funkcjonowałam raczej jak wszyscy, dużo się ruszałam ale dużo też jadłam, a że "boczki" są moim miejscem krytycznym to i tłuszczyku z roku na rok przybywało. Choć nigdy nie ważyłam dużo więcej niż dziś, moja figura wyglądała zupełnie inaczej. Nikt wtedy nie słyszał o przysiadach ze sztangą czy martwym ciągu a na zajęciach w-f nauczyciele rzucali nam piłkę z hasłem "macie, grajcie!". Wydawało mi się że taka po prostu moja natura a wychodzące ze spodni wałeczki są kwestią budowy ciała. Dodatkowo miałam płaski tyłek, długie i szczupłe ręce oraz nogi i odstający brzuch. Czy lubiłam swoją figurę? Niekoniecznie. Trudno było mi zrozumieć, dlaczego inne dziewczyny, które funkcjonują w ten sam sposób są szczupłe a ja nie czuję się swobodnie. Dziś po tamtych szczupłych dziewczynach nie ma śladu. Bo jako dzieci/nastolatki/młodzież nasze ciała rządzą się innymi prawami a pewne predyspozycje do tycia wychodzą z czasem. Mnie na szczęście w miarę szybko udało się zorientować, że nadmiar tkanki tłuszczowej, zlokalizowany wokół bioder jest oznaką, że gdzieś popełniam błąd. W jednym poście nie uda mi się przekazać Wam moich wszystkich trików, umówmy się więc, że posta podzielimy sobie na trzy części: pośladki; plecy; trening na ogólne spalanie tkanki tłuszczowej. To trzy główne czynniki, które są odpowiedzialne za Twoje "tyły".  A teraz przejdźmy do konkretów.

NA WSTĘPIE
Pamiętaj, że walka z obszarami krytycznymi, czyli miejscami gdzie tkanka tłuszczowa gromadzi się w pierwszej kolejności jest trudna i potrafi zająć kilka lat. Miejsce, w którym tyjesz najszybciej również najwolniej traci nadmierny balast. Znasz to uczucie, kiedy po miesiącu uczciwej walki wydajesz się być drobniejsza choć masz wrażenie, że brzuch ani drgnął? Z boczkami może być podobnie dlatego bądź dla siebie wyrozumiała i cierpliwa.


DIETA
Wydawać by się mogło, że higieniczny tryb życia, zdrowa dieta i aktywność fizyczna to klucz to idealnie wyrzeźbionej sylwetki. Jeśli zdrowo się prowadzisz, a mimo to Twoje tyły wciąż nie wyglądają tak, jak powinny, zacznij od zmiany w diecie. Dieta redukcyjna nie oznacza morderczej głodówki a raczej świadome manipulowanie własnym metabolizmem, polegające na dostarczaniu organizmowi takiej energii, jakiej aktualnie mu potrzeba. Ile powinna trwać? To kwestia bardzo indywidualna, powinna trwać do osiągnięcia założonego celu (zakładając oczywiście, że jest to realny cel, nie wpływający negatywnie na nasze zdrowie). Proces ten nie powinien jednak trwać dłużej niż 3 miesiące. Warto zaznaczyć, że mówimy tutaj o osobach zdrowych i aktywnych, z prawidłową wagą, chcących doszlifować swój wygląd a nie o osobach ze sporą nadwagą czy otyłych, których zbędny balast wynosi 30 kg.  Zdrowe tempo chudnięcia to 0,5-1 kg tygodniowo. Jeśli w trakcie diety redukcyjnej odczujesz spore zmęczenie i spadek sił, wróć na pewien czas do zerowego bilansu kalorycznego, aby później móc ponownie przejść na deficyt. Skorzysta na tym Twoja psychika. Pamiętaj też,że redukcja nie jest tym samym, co odchudzanie.Odchudzanie to przede wszystkim zmiana nawyków żywieniowych i złych przyzwyczajeń. Dotyczy głównie osób, u których świadomość na temat zdrowego trybu życia jest na niskim poziomie a aktywność fizyczna minimalna lub zerowa. Dieta redukcyjna wymaga natomiast pewnego przygotowania i świadomości własnego ciała. Dotyczy osób z prawidłową masą ciała, chcących udoskonalić swój wygląd i uwydatnić mięśnie.


1Indywidualne zapotrzebowanie energetyczne. Punktem wyjściowym diety redukcyjnej jest obliczenie swojego dziennego zapotrzebowania kalorycznego. Redukcja polega na dostarczeniu pomniejszonej dawki energii o 100-400 kcal, w zależności od indywidualnych predyspozycji osobniczych. Jeśli nigdy wcześniej nie liczyłaś jakie jest Twoje dzienne zapotrzebowanie, skorzystaj z bezpłatnych kalkulatorów dostępnych w sieci. Następnie przez kilka kolejnych dni prowadź dziennik, w którym będziesz zapisywać zjadane i wypijane kalorie. Dzięki temu sprawdzisz, czy odżywiasz się zgodnie z normami. Przykładowo, jeżeli Twoja dobowa dawka energii wynosi 2500 kcal, `obcinasz` swój jadłospis o np. 200 kcal. Kalorie należy ograniczać stopniowo, zaczynając od 100-200 kcal na dobę. Jeżeli wyrzuconych kalorii będzie zbyt dużo już na samym początku, najprawdopodobniej skończy się to niekontrolowanymi napadami wilczego głodu, efektem jojo i zaburzaniem metabolizmu. Celem diety redukcyjnej jest bowiem stopniowe spalanie tkanki tłuszczowej, przy jednoczesnym zachowaniu lub polepszeniu tempa przemiany materii.

2Plan żywieniowy. Bardzo istotnym elementem są systematyczne posiłki w zgodzie z określonym deficytem, w odpowiednich odstępach czasu. Uniwersalnym sposobem jest spożywanie 4-5 posiłków dziennie, gdzie obiad będzie stanowił około 30% dobowej dawki energii. W ten sposób unikniesz rozpadu tkanki mięśniowej, czyli katabolizmu. Proces ten zachodzi wtedy, gdy organizm nie otrzymuje odpowiedniej ilości energii lub odstępy między posiłkami są zbyt duże. Korzysta wówczas z własnych zapasów składników odżywczych, w celu podtrzymania życiowych procesów. Ważnym jest fakt, iż dieta redukcyjna nie dyktuje surowych warunków. Generalnie opiera się na podstawowych zasadach zdrowego żywienia z uwzględnieniem większej podaży białka, co w przypadku osób aktywie uprawiających sport jest istotnym elementem budowania masy mięśniowej. Źródłem węglowodanów powinny być produkty pełnoziarniste o niskim indeksie glikemicznym (grube kasze, pełnoziarniste pieczywo, makarony, brązowy ryż). Białko najlepiej przyjmować z chudego mięsa, jaj, twarogu czy ryb a co do tłuszczu w diecie, powinien być związkiem jednonienasyconym pochodzącym z roślin, np. olej lniany, oliwa z oliwek, awokado, nasiona słonecznika, pestki dyni czy orzechy. Tłuszcze pochodzenia zwierzęcego powinny zostać ograniczone (smalec, masło, śmietana, żółty ser, kiełbasa). Poza tym zostało naukowo udowodnione, iż zamiana nasyconych kwasów tłuszczowych na wielonienasycone zmiesza ryzyko choroby niedokrwiennej serca. Ponadto, istnieje wiele produktów spożywczych utrudniających proces redukcji, jak przetworzona żywność czy wysokokaloryczne przekąski. Jeśli jednak, w ramach posiłku cheat meal, masz ochotę na pizzę, burgera czy pączka, możesz sobie na to pozwolić pod warunkiem, że dzienne zapotrzebowanie kaloryczne zgadza się z przyjętymi normami. Na drugi dzień po takim oszukanym posiłku waga może wskazywać więcej, co wiąże się z zatrzymaniem wody. Nie są to jednak dosłowne dodatkowe kilogramy. Z doświadczenia wiemy jednak, że sięgnięcie po niezdrowy produkt może pociągnąć za sobą całą masę innych nadprogramowych kalorii, dlatego też osoby o mniejszych zasobach silnej woli powinny przemyśleć swój wybór. Jeśli jesteś na diecie redukcyjnej mniej niż dwa-trzy tygodnie, zrezygnuj z oszukanych posiłków.

3.  Białko. Białko to przede wszystkim składnik budulcowy, bardzo ważny w przypadku diety redukcyjnej. Wpływa na przemianę materii, poprawia metabolizm, zapobiega katabolizmowi. Głód jest silniej odczuwalny, jeżeli nie spożywa się dostatecznie dużo protein. Dostarczając swojemu organizmowi odpowiedniej ilości białka utrzymujemy apetyt na niższym poziomie, co znacznie ułatwia wytrwanie na diecie. Zakładając, że dana osoba ma zapotrzebowanie kaloryczne na poziomie 2000 kcal, energia z białka powinna stanowić 35 %, z węglowodanów 40 % a z tłuszczu 25 %. W diecie redukcyjnej należy zwiększyć ilość białka, tym samym systematycznie zmniejszając ilość tłuszczu w posiłkach. 

TRENING POŚLADKÓW
Poniżej przygotowałam dla Was zestaw moich ulubionych ćwiczeń na pośladki. Wprowadź je do swojego planu treningowego a w szybkim czasie zauważysz satysfakcjonujące zmiany. Pamiętaj, że obciążenie jest Twoją indywidualną kwestią. Na poniższych zdjęciach prezentuję minimalne obciążenie, będące optymalnym rozwiązaniem dla osoby początkującej. Jeśli masz możliwość- ćwicz na boso!

1. Monster walk (marsz bokiem z mini-band), 3 serie po 10m w prawo/lewo.
Doskonałe ćwiczenie na rozgrzewkę, aktywujące mięsień pośladkowy średni, który pomaga nam w stabilizacji miednicy. 

Wykonanie: stań na szerokość bioder, następnie wypchnij pośladki w tył, aby utrzymać pozycję pochyloną przez całe ćwiczenie. Wywołaj rotację zewnętrzną w biodrach rozciągając kolanami mini-banda i wykonaj krok do boku, następnie wolno dostaw drugą nogę do rozstawu startowego.Trzymaj mocno wciągnięty brzuch i staraj się utrzymywać pionowy piszczel w stosunku do podłoża (kolano nie idzie do przodu). Pamiętaj, że kolano nie może zapaść się do środka podczas żadnego kroku!

2. Wznosy bioder jednonóż. 3 serie po 10 powtórzeń
Ćwiczenie rozgrzewkowe aktywujące pośladek oraz grupę kulszowo-goleniową

Wykonanie: Leżąc na plecach przyciągnij jedno kolano to klatki, płóż na nim ręce, następnie unieś biodro w górę odpychając się stopą od ziemi. Pamiętaj również, o pchaniu kolana do klatki i pchaniu rąk na kolano, dzięki czemu stworzysz większe napięcie w korpusie i aktywujesz mięśnie zginaczy bioder. Zanim zaczniesz unosić biodro, wciągnij mocno brzuch (schowaj żebra), aby utrzymać neutralną krzwiznę kręgosłupa.


3. Wznosy bioder obunóż ze sztangą. 3 serie po 10 powtórzeń
 Ćwiczenie budujące mięsień pośladkowy.

 Wykonanie: w leżeniu na plecach ustaw sztangę na wysokości kolców biodrowych, następnie wypchnij ją do góry biodrami odpychając się stopami od ziemi. Zwróć uwagę, aby nie wychodzić biodrami za wysoko i nie przeprostowywać odcinka lędźwiowego kręgosłupa. Pamiętaj o mocnym zaangażowaniu mięśni brzucha, zwłaszcza gdy biodra są w górze.

4. Martwy Ciąg. 3-4 serie po 8-10 powtórzeń.

Wykonanie: ustaw stopy na szerokość miednicy, wypchnij mocno biodra w tył i złap sztangę tak, aby tworzyła jedną linię z twoimi łopatkami. Mocno złam gryf, wywołując tym samym spięcie w mięśniach górnej części grzbietu oraz brzucha, następnie wciągnij ją na siebie odpychając się nogami od ziemi.Ruch skończ mocnym dopięciem pośladków, następnie opuść sztangę na ziemię trzymając ją jak najbliżej ciała.

5. Przysiad bułgarski. 3 serie po 8-10 powtórzeń na lewą i prawą nogę.

Ćwiczenie budujące pośladkowy większy oraz korzystnie wypływające na mięśnie zginaczy bioder.

Wykonanie: trzymając jedną nogę na podwyższeniu, pochyl delikatnie tułów tak, aby był przedłużeniem nogi zakrocznej. Zacznij powoli schodzić w dół,  trzymając pochylenie tułowia i nie tracąc napięcia w korpusie. Pamiętaj, aby przy wstawaniu używać nogi z przodu i nie pozwalaj, aby kolano zapadło się do środka.

Tyle na dziś, mam nadzieję że udało mi się choć część z Was zmotywować do podjęcia walki. To, co dziś opisałam to oczywiście jedynie cześć potrzebnych informacji. Pozostałymi elementami zajmiemy się wkrótce. Dajcie znać, jeśli coś wydaje się być niejasne, śmiało piszcie! W razie potrzeb możemy też nagrać przydatne filmiki instruktażowe. 
Rozstrzygnięcie konkursu Słodko Zdrowe.

Rozstrzygnięcie konkursu Słodko Zdrowe.

Nawet nie wiecie jakie kłótnie wywołały Wasze zdjęcia, w sensie pozytywnym :) Bardzo trudno było nam zdecydować czyja praca powinna zwyciężyć, jedna siostra miała swoje typy a druga swoje. Poszłyśmy więc na kompromis, trochę się posprzeczałyśmy ale w końcu dało nam się wybrać. Obiecałyśmy, że nagrody powędrują do najbardziej kreatywnych osób. Mamy więc nadzieję, że podzielacie nasz wybór.
MIEJSCE 1 - zapach Michael Kors Sexy Amber + żywność ekologiczna
MIEJSCE 2 - zapach DKNY Be Delicious
MIEJSCE 3 - zestaw kosmetyków marki Maybelline
MIEJSCE 4 - żywność ekologiczna


a teraz zwycięzcy .....




uwaga.............
.
.
.
.
.
.
.


MIEJSCE 4


MIEJSCE 3

MIEJSCE 2

MIEJSCE 1


Dziewczyny, wszystkim Wam bardzo dziękujemy za zaufanie. Wybór był trudny ale to Wy okazałyście się najbardziej kreatywnymi i zwariowanymi czytelniczkami Słodko Zdrowe. Pachnące prezenty wędrują w Wasze ręce, napiszcie do nas koniecznie wiadomość prywatną na Insta @siostrybukowskie <3 div="">
Moje problemy z cerą. Szczera spowiedź.

Moje problemy z cerą. Szczera spowiedź.

Moja pierwsza krosta (bo nie lubię określenia pryszcz, ale nie ma co ściemniać, są to po prostu pryszcze) wyszła mi jakoś w drugiej gimnazjum. Miałam wtedy 15- 16 lat. Od tamtej pory moja cera przeżywa gorsze i lepsze chwile, ale jeszcze nigdy nie było okresu dłuższego niż trzy miesiące, kiedy cieszyłam się czystą buzią bez jakichkolwiek zmian. Odwiedziłam wielu specjalistów, którym z perspektywy czasu chętnie odebrałabym uprawnienia bo "kuracje" na jakie mnie skazywali niejednokrotnie sprawiały, że przechodziłam piekło. Maści wręcz wypalające skórę i zostawiające przebarwienia, kremy, po których stosowaniu cerę miałam tak tłustą, że nie mogłam nawet pomalować oczu bo wszystkie kosmetyki mi się odbijały, kuracje hormonalne, gdzie piersi tak mnie bolały, że nie mogłam ich dotknąć albo miałam okres dzień w dzień przez miesiąc czasu... Mam wrażenie, że wszystkie te nieudolne próby i błędy sprawiły, że moja gospodarka hormonalna jest tak rozregulowana, że już nigdy nie będę miała gładkiej skóry (choć chcę wierzyć, że to się jeszcze zmieni). Pamiętam wizytę u pewnej Pani dermatolog. Za całe 200 zł dowiedziałam się, że muszę odstawić słodycze i tłuste jedzenie, pić więcej wody i jeść warzywa oraz zacząć chodzić bez makijażu. Usłyszała to osoba, która w tamtym czasie byłą wegetarianką, cukier jadła raz w tygodniu w postaci gałki loda i wypijała 3 litry wody dziennie. Sugerowałam Pani Doktor, że swoje rady kieruje do niewłaściwej osoby bo ja to wszystko robię. Usłyszałam, że widocznie za mało, po czym otrzymałam zalecenie zakupu pianek i toników pewnej marki, z którą Pani Doktor współpracowała (nie wiem czy wiecie, ale lekarze często przepisują dany produkt bo zwyczajnie w świecie mają procent od sprzedaży). Oczywiście te marne produkty w niczym mi nie pomogły, Pani Doktor skasowała dwie stówki i poszła do domu a gdy zadzwoniłam po miesiącu powiedzieć, że jej zalecenia nie działają i czy mogłabym prosić o uzupełnienie naszej wizyty to usłyszałam, że oczywiście, za kolejne dwie stówki. Warto dodać, że była to prywatna renomowana przychodnia obok siłowni, do której regularnie chodzę. Podobnych przygód było wiele. Pamiętam, że stresowały mnie wyjazdy klasowe na basen, studniówkowy bal czy zajęcia wfu. Na biwakach spałam w makijażu. Wolałam obudzić się z napuchniętą i obolałą twarzą niż publicznie pokazać się w takim stanie. Najbardziej stresujące były dla mnie publiczne wyjścia, gdzie flesze obnażają każdy mankament. Często miałam wrażenie, że ludzie w rozmowie ze mną nie widzą niczego więcej, poza czerwonymi punktami. Dodatkowym problemem okazał się fakt, że psychicznie nie dźwigałam problemu. Nie wiem czy koś z Was słyszał o trądziku neuropatyczym. Jest to postać trądziku o podłożu psychicznym, kiedy zmiany zaostrzają się dodatkowo przez ciągłe skubanie i rozdraptywanie krost. Wiem, co czują wszystkie osoby żyjące z trądzikiem, wiem jakie mają myśli, jak ciężko jest im o samoakceptację i z jaką zazdrością spoglądają na osoby, które nigdy nie doświadczyły tego problemu. Dziś jestem dużo starsza, inaczej patrzę na sytuację i nareszcie czuję, że chyba nie muszę już się z tym kryć. Chciałabym przekazać swoje słowa wsparcia wszystkim tym, którzy borykają się z własnymi kompleksami. Nieważne czy jest to krzywy zgryz, brzydki nos, nadwaga, rozstępy czy zakola, każdy nasz demon skutecznie odbiera radość z życia. Chciałabym poradzić Wam jak się tym nie przejmować ale dziś jeszcze tego nie wiem. Jak tylko uda mi się znaleźć odpowiedź na pytanie to z pewnością się nią z Wami podzielę. Mogę jedynie powiedzieć, że jestem z Wami, wspieram i rozumiem bo wiem, przez co możecie przechodzić. Ta presja idealnego życia, pięknego Instagrama, nieskazitelnych zdjęć i grubego portfela powoli zaczyna mnie tak irytować, że mam ochotę wykupić ogromny billboard na środku Warszawy z napisem ŻYCIE TAK KURWA NIE WYGLĄDA. Może zrzucimy się razem na taki napis? Bez sensu wydamy pieniądze bo i tak nikt nas nie posłucha ale przynajmniej sobie ulżymy :)


To, co widzicie na zdjęciu powyżej to nie jest najgorszy stan. Powiedziałabym nawet, że jeden z lepszych bo łatwo można ukryć je pod makijażem. Najgorsze są odstające krosty, takich nie ma już jak zapudrować. Mało mam zdjęć prezentujących moją cerę bo zwyczajnie w świecie nie lubię sobie takich robić. Robię je tylko wtedy, gdy muszę wcześniej wysłać lekarzowi albo kosmetolog, nie chcę sobie psuć humoru. Nie zawsze jednak mam taką twarz. Bywają momenty, choć niesamowicie rzadkie, kiedy na twarzy nie ma ani jednej krostki a cera jest wręcz idealna. Zdjęcie poniżej zostało zrobione jakoś ponad miesiąc temu, kiedy moja cera była niczym jak u niemowlęcia. Może słabo widać ale mam tu na sobie jedynie matujący puder. 

Najgorzej goją się blizny ale to już moja wina bo niepotrzebnie rozdrapuję zmiany. Czy chciałabym pozbyć się problemu, mieć cudowną cerę i cieszyć się życiem bez makijażu? Pewnie tak. Czy to sprawiłoby, że byłabym szczęśliwszym człowiekiem. Nie wiem. Myślę, że nie. Kochać siebie i swoje ciało to nie problem, kiedy wyglądasz idealnie. Gorzej jest zaakceptować siebie ze swoimi wadami i niedoskonałościami, nauczyć się z nimi żyć i pogodzić się z tym, że życie nie zawsze sprawiedliwie rozdaje karty w pewnych kwestiach. Ale nie poddaję się, cały czas walczę. w Tym miesiącu robię specjalistyczne badania, które mam nadzieję pomogą mi określić przyczynę i zażegnać problem. Będę informować Was na bieżąco jak się sprawy mają. Zachęcam również do podzielenia się swoją historią w komentarzu. Wszystko przeczytam i postaram się coś poradzić
 w miarę swoich umiejętności psychologicznych :)
Węgry, czyli moja relacja z pobytu w Budapeszcie.

Węgry, czyli moja relacja z pobytu w Budapeszcie.

Biorąc pod uwagę Wasze zainteresowanie tematem podróżowania, wrzucam kolejnego posta na temat mojej małej wycieczki. Jakiś czas temu miałam okazję po raz pierwszy w życiu pojechać na Węgry. Budapeszt to zachwycające miejsce, z resztą przekonajcie się sami. My sami zostaliśmy zachęceni do wycieczki przez znajomych i jedno jest pewne, już chcemy tam wracać.
O stolicy.
Budapeszt, czyli stolica i największe miasto Węgier, przez wiele osób nazywane Paryżem Wschodu, położone nad Dunajem. Formalnie powstało w XIX wieku, w wyniku połączenia ze sobą dwóch miast: Budy i Pesztu. Budapesz od samego początku nas oczarował i nic dziwnego, w końcu jego historyczna część praktycznie w całości została wpisana na światową listę dziedzictwa kulturowego UNESCO. Niestety, mieliśmy tylko dwa dni a to zdecydowanie za mało, aby zobaczyć wszystkie, warte odwiedzenia miejsca. Mam jednak nadzieję, że to co udało mi się zwiedzić zainteresuje Was do tego stopnia, że zdecydujecie się na wyjazd. Historyczną część Budapesztu spokojnie możecie zwiedzić na własnych nogach, bardzo odległe miejsca wymagają już jednak komunikacji miejskiej bądź rowerowej. Możecie w to nie uwierzyć ale w ciągu tych trzech dni zrobiliśmy 90 km (70 km pieszo + 30 km rowerem) po prostu zwiedzając. Trafiła nam się cudowna i bardzo słoneczna pogoda, więc wróciliśmy opaleni jak po tropikalnym urlopie.

Obowiązkowym punktem wycieczki do stolicy powinno być Wzgórze Zamkowe wraz z Zamkiem Królewskim. Idąc na zamek mieliśmy nadzieję, że czeka nas coś w stylu krakowskiego Wawelu. Niestety, został on bardzo zniszczony w trakcie wojny, wobec czego nie zachowały się królewskie apartamenty czy sale balowe, które tak bardzo lubię oglądać. Koniecznym punktem wycieczki jest również Plac Bohaterów, czyli pomnik poległych w I WŚ, Bazylika św. Stefana, Opera Narodowa czy najczęściej spotykany symbol Budapesztu- węgierski Parlament. Już sam budynek Parlamentu zapiera dech w piersiach. To największy i najwyższy budynek w stolicy, który warto zobaczyć w nocy. My zafundowaliśmy sobie nocną wycieczkę statkiem wzdłuż rzeki, dzięki czemu widok na miasto był jeszcze bardziej oszałamiający. Przy Dunaju jest mnóstwo statków wycieczkowych, których różnorodność jest ogromna. Możecie wybrać opcję rejsu z obiadem w cenie, pizzą i piwem, ludowymi tańcami, orkiestrą na żywo czy animacjami. My zdecydowaliśmy się na standardową opcję bez udziwnień, półtorej godziny rejsu to kwota 12,5 euro  od osoby (ok. 53 zł). Jeśli ktoś miałby ochotę wejść do środka Parlamentu to jest taka możliwość, są organizowane wycieczki z przewodnikiem, który oprowadza po salach głosowań. My niestety nie skorzystaliśmy z tej możliwości z powodu braku czasu. To jeden z tych powodów, dla których koniecznie muszę wrócić na Węgry.

W granicach miasta Budapeszt, na Dunaju, leży wyspa św. Małgorzaty. Ma 2,5 km długości i została sztucznie utworzona z trzech leżących obok siebie wysepek. Znajdują się na niej głównie hotele, obiekty sportowe, piękne fontanny i mnóstwo zieleni. Warto odhaczyć to miejsce, szczególnie dla tych, którzy potrzebują wypocząć od miejskiego zgiełku. Na słynną wyspę  można dotrzeć pieszo, statkiem albo rowerem. My odwiedziliśmy ją na rowerze miejskim Donkey Republic. Można go wypożyczyć w wielu różnych miejscach. Koszt to około 35 zł za 6 godzin. Cena jest wyższa niż w przypadku naszych warszawskich rowerów miejskich, jednak standard rowerów Donkey jest nieporównywalny.
Bardzo urzekły mnie hale targowe, na których sprzedawane są świeże warzywa i owoce, przyprawy, sery, pieczywo, wina, pamiątki. Można w nich również znaleźć urokliwe knajpki z jedzeniem czy piekarnie. Polecam każdemu spróbowania węgierskich wypieków, są niepowtarzalne. Nie mam pojęcia jak nazywały się ciastka, które jadłam, ale smakowały wyjątkowo. Hali jest kilka, najbardziej znana jest Centralna Hala Targowa, która z zewnątrz przypomina dworzec.

W końcu kilka słów o wzgórzu Gellerta. To przepiękne, liczące 235 metrów wzgórze, mieści się w samym centrum stolicy. Jego nazwa pochodzi od imienia biskupa misyjnego, który został zamordowany przez pogan właśnie w tym miejscu. Pomnik upamiętniający biskupa znajduje się tuż nad wodospadem i zwrócony jest w stronę mostu Elżbiety. Samo wzgórze to wspaniały punkt widokowy na całe miasto (szczególnie polecam wybrać się tam nocą, skąd widać przepięknie oświetlone mosty czy Parlament). Ważnym elementem wzgórza jest również Pomnik Wolności, powstały po II WŚ. Rzeźba przedstawia kobietę trzymającą w rękach gałązkę- symbol pokoju.
Nasz hotel.
Hotel Gellert to zdecydowanie jedno z najpiękniejszych miejsc, w jakich miałam okazję spać. Budynek w całości jest utrzymany w stylu secesyjnym, powstał w roku 1918 a najlepszą jego atrakcją są słynne na całym świecie łaźnie Gellerta z wodą termalną. Położony jest u samych stóp wspomnianego wyżej wzgórza, jedząc więc poranne śniadanie na hotelowym tarasie towarzyszy Ci widok na Dunaj i wzgórze, zapierający dech w piersiach. Kojarzycie może The Grand Budapest Hotel z Ralphem Fiennes`em? Wszyscy fani tego filmu koniecznie muszą odwiedzić hotel Gellerta, nigdzie nie poczujecie tak klimatu filmu jak właśnie w tym miejscu. Cena za noc w dwuosobowym pokoju waha się w okolicach 500 zł (w zależności od wielkości i usytuowania balkonu). My mieliśmy pokój z widokiem na Dunaj, więc pół nocy spędziliśmy na balkonie, zachwycając się widokiem. Jeśli planujesz wycieczkę do Budapesztu warto jest choć jedną noc spędzić w tym magicznym miejscu. Korzystanie z łaźni jest dużo tańsze dla gości hotelowych ( 9 euro), przepyszne śniadanie z ogromnym wyborem wliczone jest w cenę a doznania estetyczne bezcenne.

Gdzie zjeść lokalne jedzenie tanio i pysznie?
Szczerze polecam restaurację Frici Papa Kifozdeje, serwującą smaczną węgierską kuchnię. Kanjpa obiektywnie nie jest ładna, nie ma w niej stolików na zewnątrz, przypomina raczej bar z tanim i niskiej jakości jedzeniem ale to tylko złudzenie. Gościliśmy w niej dwa razy i za każdym razem było 100 % obłożenie, mieliśmy szczęście że nie przyszło nam stać w długiej kolejce. Zamówiłam gulasz węgierski z ryżem jaśminowym i ogórkiem kiszonym i nawet teraz, na samą myśl o tym daniu, cieknie mi ślinka. Za 5 euro zjesz pyszny, tradycyjny, węgierki obiad. Obsługują w niej przemili starsi panowie, którzy pomimo swojego wieku, dobrze mówią po angielsku więc bez problemu się dogadasz.

Obowiązkowym punktem wycieczki na Węgry jest skosztowanie kurtoszkołacza, czyli tradycyjnego drożdżowego smakołyku, wypiekanego na żywym ogniu. Dziś z łatwością kupisz go pod nazwą kołacz w miejscach turystycznych jak Zakopane czy Międzyzdroje ale nigdzie nie smakuje tak pysznie, jak w Budapeszcie (wiem, bo sprawdziłam). Polecam Wam opcję z cynamonem i kakao albo na słono, z buritto lub kiełbaską.

Lokalny przysmak: langosz. Długo zastanawiałam się, czy faktycznie mam na to ochotę ale stwierdziłam, że póki nie spróbuję to się nie dowiem. Specjał zdecydowanie nie dla mnie, ale warto zawsze zbierać nowe doświadczenia. Smażone na głębokim oleju ciasto jak do pączków, podawane ze śmietaną i startym żółtym serem (w wersji tradycyjnej) lub w wielu innych wariantach, łącznie z nutellą czy owocami. Mnóstwo tłuszczu i kalorii a smak praktycznie żaden. Ale spróbujcie i oceńcie sami. Langosz jest tani i można go dostać w większości barów szybkiej obsługi.


Ceny w Budapeszcie.
Są zbliżone do naszych polskich, szczególnie tych warszawskich czy krakowskich. Wiadomo, niektóre produkty są tańsze u nas a droższe tam i na odwrót, ale generalnie nie odczuwa się większej różnicy. Warto jednak płacić w lokalnej walucie (forint węgierski) ponieważ płacą w euro często kwota jest wyższa.

Jak się tam dostać?
Opcji jest wiele, warto sprawdzać loty w korzystnych cenach bo często można trafić coś atrakcyjnego za grosze. My wybraliśmy się autem z Krakowa, łącznie nie całe 400 km.

Wierny towarzysz.
W trakcie wyjazdu towarzyszył mi mój niezastąpiony kompan wakacyjnych wyjazdów- Semilac. Postawiłam na delikatny manicure z elementami oka, wykonany przy pomocy fuksji i srebra. Do zdobień wykorzystany został czarny żel do zdobień. Pomimo trudnych dla lakieru do paznokci warunków, przez cały swój pobyt cieszyłam się idealnym manicure bez jakichkolwiek odprysków. Szczerze polecam takie rozwiązanie, zwłaszcza dziewczynom, które planują aktywne wakacje. Słona i chlorowana woda czy wysokie temperatury to największy wróg klasycznego lakieru, dlatego jeśli jeszcze tego nie zrobiłaś, koniecznie zastąp go wersją hybrydową. Taki manicure możesz wykonać samodzielnie w domu, wystarczy, że zamówisz sobie domowy zestaw od Semilac. Wszystkie potrzebne informacje znajdziesz tutaj ---> klik! 

To tyle, jeśli chodzi o moją wycieczkę do Budapesztu. Koniecznie dajcie znać czy posta Wam się podobał i czy tego typu wpisy są przydatne. Jestem również ciekawa, kto z Was miał okazję zwiedzić tę stolicę? Dajcie znać w komentarzach. Wybaczcie proszę jakość zdjęć, niestety wszystkie robiłam telefonem ponieważ zapomniałam aparatu ale obiecuję, że poprawię się przy okazji kolejnych relacji.
Copyright © 2014 siostry bukowskie. , Blogger