Jak sobie radzić z jesiennym spadkiem motywacji. Sprawdzone sposoby na to, żeby chciało się chcieć.

Jak sobie radzić z jesiennym spadkiem motywacji. Sprawdzone sposoby na to, żeby chciało się chcieć.

Jesień to trudny czas pod każdym względem. Z dnia na dzień robi się chłodno i wietrznie, z szafy wyciągamy grube szaliki a wakacyjne „nicnierobienie” trzeba zamienić na sumienne wykonywanie szkolnych obowiązków. Pamiętam, że jako uczennica gimnazjum czy liceum nie lubiłam tego okresu bo od września do połowy grudnia na nic się nie czeka. Wychodząc rano z domu jest ciemno i zimno, masz sporo szczęścia jeśli akurat nie pada a gęsia skórka towarzyszy nam przez większość dnia. To taki czas, kiedy nie ma w kalendarzu szczególnych wydarzeń. Sylwester, początek wakacji, Gwiazdka, majówka to domena pozostałych miesięcy a jesienią czeka się raczej na ulubiony serial albo gorącą kąpiel po ciężkim dniu niż jakieś spektakularne wydarzenia. Zdjęcia, które wyskakują w wyszukiwarce po wpisaniu hasła „jesień” to klimatyczne obrazki przedstawiające ciepłe swetry, kolorowe liście, dynie, grzyby i jabłka a wszystko to okraszone szarlotką i kubkiem z gorącą herbatą. Bo jesień na zdjęciach to wdzięczny temat ale tę złotą, jaką chcemy sobie wyobrazić, mamy głównie we wrześniu. A co zrobić ze sobą w pozostałe miesiące, gdy złoty kolor zostaje zastąpiony szarym i brązowym? Wraz z końcem września lubią dopaść nas nasze wewnętrzne demony, które odbierają radość z życia i chcą, abyśmy za wszelką cenę czuli się jak ta pogoda za oknem. Ta Netflixowa pogoda nie sprzyja samorozwojowi więc doskonale rozumiemy skąd dziesiątki pytań jakie otrzymujemy, dotyczące tego jak się zebrać w sobie i zacząć działać. Dlatego dziś przygotowałyśmy dla Was krótką listę naszych osobistych porad. Ratują nas w te szare dni i pozwalają zebrać się w sobie.

1. Zmarznięte ciało to nieszczęśliwe ciało. Poczucie komfortu to jeden z ważniejszych elementów zadowolenia, dlatego jesienią stawiamy na wygodę podwójnie. Odpada noszenie spódnic, sukienek, obcasów czy lekkich płaszczy. Musi być ciepło i wygodnie. Pewnie trendsetterki nie byłyby z nas zadowolone ale jesienią stawiamy na bardzo praktyczne rozwiązania bo z doświadczenia wiemy, że zimno pogłębia zdenerwowanie. I choć przychodzi dzień, kiedy chciałoby się założyć sukienkę, botki i lekką skórzaną kurtkę to rzeczywistość jest jaka jest. Na zdjęciu w parku, otoczona bukietem kolorowych liści wyjdziesz przecudownie ale w praktyce przyjdzie Ci biec na tramwaj w deszczu z ciężką torbą na ramieniu. Jeśli więc wiesz, że konkretnego dnia musisz być jak najbardziej produktywna to postaw na wygodę. Ponadto jest mnóstwo praktycznych i stylowych ubrań, jest w czym wybierać.

2. Pogoda Netflixowa. Ochota na tłuste, słone i słodkie jedzenie jest w tym okresie dużo wyższa niż zwykle. Skoro za oknem plucha to najlepszym sposobem na przyjemne spędzanie czasu jest zamówienie pizzy, najlepiej wprost z dostawą do łóżka. Niestety, zła dieta bogata w kalorie a uboga w witaminy i składniki mineralne sprzyja złemu samopoczuciu i demotywacji. Śmieciowe jedzenie pogłębia niską samoocenę, poczucie beznadziejności i podły nastrój jeśli więc czujesz się wyjątkowo bezproduktywnie to paczka chipsów tego nie zmieni. Zadbaj o to, aby Twój dzień dobrze się zaczął. Zjedz odżywcze i zdrowe śniadanie i nad kubkiem kawy przemyśl (nawet pobieżnie) swój dzisiejszy jadłospis. Planowanie posiłków pomoże Ci uniknąć napadów głodu. Skorzystaj z naszych przepisów na smaczne i zdrowe dania, znajdziesz je w zakładce „kitchen”.
Jeśli w trakcie nauki najdzie Cię ochota na słodkie to miej pod ręką słoik z pysznymi fit ciachami albo domowej roboty kulki orzechowe (znajdziesz je w naszej książce Słodko Zdrowe).


Możesz też sięgnąć po gorzką czekoladę. Działa korzystnie na pracę mózgu i ma dobry wpływ na układ krwionośny i serce. Wybieraj tę o wysokiej zawartości kakao.
A taką charakteryzuje się batonik TAK PROSTO z 80% kakao w czekoladzie z suszoną śliwką, który skutecznie zaspokoi ochotę na łakocie..
Baton kosztuje około 3 zł i z pewnością umili Ci późne wieczory spędzone nad książką. Możesz wziąć go ze sobą do szkoły, do pracy czy gdziekolwiek chcesz i z pewnością będzie to o wiele lepszy wybór niż pączek czy drożdżówka.

Dostępny w kilku różnych wariantach smakowych: orzech i kulki zbożowe, żurawina i quinoa oraz śliwka i musli.



3. Rzeczy zapomniane .Piękna pogoda sprawia, że człowiekowi aż się chce ale w tej brzydkiej też można odnaleźć zalety. Jeśli należysz do osób, które chciałyby pochłonąć każdy promień słońca a chwile spędzone w murach są dla nich stracone to nic dziwnego, że aktualny stan rzeczy może przygnębiać. Mała rada: zastanów się nad tym, czego zwykle nie robisz (bo szkoda Ci czasu albo nie chcesz marnować pięknego dnia) i wykorzystaj fakt, że mamy jesień. Każdy z nas ma w domu gry planszowe, gry komputerowe, albumy ze zdjęciami czy puzzle. Zwykle leżą na dnie szafy bo życie ucieka między palcami i jest za krótkie aby znaleźć jeszcze czas na tego typu rozrywkę. Kolejny długi wieczór spędź dla odmiany nad czymś, czego dawno nie robiłeś. Rzeczy zapomniane potrafią dać mnóstwo radości kiedy wraca się do nich po czasie.

4. Coś dla ciała. Dbając o ciało robisz coś również dla swojej duszy. Działa to relaksująco i podnosi samopoczucie dlatego długie i chłodne wieczory to idealny czas na peeling, maskę na włosy czy maseczkę do twarzy. Domowe spa nie tylko pomoże Ci poczuć się piękną ale pomoże się odstresować i przegonić czarne myśli. Dobrym pomysłem będzie też skorzystanie z sauny, łaźni parowej albo groty solnej. W Twoim mieście nie ma takiej możliwości? Nic nie szkodzi. Prywatna wanna w towarzystwie kadzidełek, świec i olejków eterycznych powinna wystarczyć. Włącz nastrojową muzykę, zgaś światło i po prostu się wycisz. Pomaga!

5. Zapisuj. Pamiętasz pamiętniki prowadzone w dzieciństwie? Obiecywałaś sobie, że będzie prowadziła go każdego dnia. W dorosłym życiu to niemożliwe co nie zmienia faktu, że warto mieć swój kalendarz czy notes, będący powiernikiem myśli. Zapisuj w nim swoje plany, ważne daty, zadania dnia codziennego. Dzięki temu będziesz bardziej zorganizowana i gotowa na nowe wyzwania. Prowadzenie takiego kalendarza pomaga w byciu bardziej sumiennym. Wykorzystaj go również do spisywania własnych myśl.


Jesienny powrót do szkoły.

Jesienny powrót do szkoły.

Przez pierwsze kilka dni w nowym roku szkolnym byłam pilną uczennicą. Co wrzesień wmawiałam sobie te same postanowienia: zamierzam sumiennie odrabiać lekcje, dobrze się uczyć i planuję być już grzeczna. Miałam zamiar zrezygnować z symulowania chorób, zamierzałam prowadzić zeszyty i mówiłam sobie, że w tym roku na pewno przeczytam lektury! Będę się pakować dzień wcześniej choćby nie wiem co, nie będę podrabiać zwolnień z wf-u, przyłożę się do języków i zapiszę na korepetycje ZE WSZYSTKIEGO. Każdy miał w klasie taką osobę, której oficjalnie się nie lubiło, choć po cichu każdy próbował uszczknąć z jej `wiedzy` w postaci odpisania zadania, ściągnięcia na sprawdzianie, albo liczyło się na to, że to ona zgłosi się do odpowiedzi. Choć nikt nie chciał nią być to każdemu choć raz przeszła dzika myśl przez głowę: a może i ja zacznę być taki pilny? Patrzysz na jej życie i myślisz sobie `jakie to uczucie mieć same piątki, fory u wszystkich nauczycieli i brak stresu z powodu złych ocen?` Wszelkie próby pozostania NAJLEPSZYM UCZNIEM ŚWIATA zostają obalone po kilku dniach, gdy orientujesz się, że nie masz przez to życia. Więc naukę z chemii porzucasz na rzecz wyjścia na pizzę i kolejny raz liczysz na to, że uda Ci się ściągnąć albo kartkówki nie będzie. Jako ta nastoletnia, krnąbrna dziewczyna miałam często wyrzuty sumienia, w końcu OD TEGO ZALEŻY TWOJA PRZYSZŁOŚĆ. Nie jestem z tego dumna, że wolałam robić metrowe ściągi, których przygotowanie zajmowało mi więcej niż nauka. Zawsze myślałam, że nie zamierzam marnować na to czasu bo i tak do niczego mi się to w życiu nie przyda. Wiedziałam z czego jestem dobra i tego się uczyłam, całą resztę olewałam, z czego również dumna nie jestem. Mówiłam sobie: `po co sobie zaprzątać głowę głupotami skoro dookoła dzieje się życie?`. I wiecie co? Chyba miałam rację. Dziś spotykam tę nastoletnią prymuskę i widzę, że z jej paska na świadectwie i nagrody od burmistrza nie wynika zupełnie nic. Świetlana przyszłość, która tak na nią czekała chyba jednak obrała inny kurs. Zajawki można mieć dwie, trzy, nie da się umieć wszystkiego. Jedyne co mnie ciekawiło od zawsze, to czy nauczyciele bardziej cenią mądrość czy inteligencję?
No i czy widzą gdy się ściąga ;)

Chcesz uzupełnić szafę na jesień? Świetnie się składa ! Skorzystaj z naszego kodu rabatowego a otrzymasz - 40% na koszulki i bluzy i -30% na pozostały asortyment w sklepie American Outlet. Nasz kod to: SIOSTRYBUKOWSKIE 
Wpisz go przy zamówieniu i ciesz się markowi ubraniami w najlepszych cenach.

plecak - American Outlet 409 zł
sweter- American Outlet  349 zł
kurtka- Bershka 199 zł
buty - Nike- 799 zł
spodnie- Superdry 199 zł
czapka- Armani Jeans
Bardzo mało się pocę, czy to normalne?

Bardzo mało się pocę, czy to normalne?

Pewnie większość z Was po przeczytaniu tytułu stwierdzi: nic tylko się cieszyć! Pocenie się jest naturalnym dla naszego ciała zjawiskiem choć wciąż uznawanym za temat wstydliwy. O nadpotliwości mówi się wiele, w końcu plamy pod pachami, krople spływające z czoła czy nieestetyczne ślady na plecach uznawane są za coś obrzydliwego, z czym nie powinniśmy się wychylać. Warto zaznaczyć, że pot sam w sobie jest bezwonny a nieprzyjemny zapach powodują bakterie. Jakiś czas temu jeden z portali plotkarskich opublikował zdjęcia gwiazdy, która podczas ważnego wydarzenia miała na bluzce mokre plamy. Komentarze w stylu: 'ale obleśna', 'fujjjj', 'to jest obrzydliwe' musiały zostać napisane przez ludzi, którzy z pewnością opuścili kilka lekcji biologii w podstawówce. Stres w połączeniu z ciepłem fleszy i reflektorów, tłokiem oraz faktem, że nasza 'obleśna gwiazda' jest odpowiednio nawodniona sprawia, że mokre plamy mogą się pojawić. Na szczęście firmy prześcigają się w tworzeniu coraz to lepszych antyperspirantów, tabletek i sztyftów mających na celu powstrzymanie naszych ludzkich odruchów (co rzecz jasna ma dyskusyjny wpływ na nasze zdrowie i środowisko). Zgodzimy się, że w trakcie spotkania biznesowego, egzaminu czy negocjacji z szefem ludzkie odruchy nie są mile widziane ale trening czy aktywne spędzanie czasu to sytuacje, gdzie pot jest czymś normalnym a nie zawsze tak się dzieje. Dzisiejszego posta zdecydowałyśmy się stworzyć dla wszystkich osób, które pocą się bardzo mało albo wcale. Co to oznacza, czy to normalne i co mówi o naszym organizmie?

Ustalmy kilka faktów.
Termoregulacja skórna ciała pozwala naszemu organizmowi dostosować się do zmiany temperatury otoczenia. Dzieje się tak dzięki temu, że skóra podporządkowana jest pracy naszego mózgu. Ponadto bierze ona aktywny udział w mechanizmach takich jak podgrzewanie i chłodzenie drogą krwi, bierne przewodzenie ciepła przez skórę oraz chłodzenie poprzez pocenie się. Skupmy się na tym ostatnim mechanizmie. Aby organizm pozbył się nadmiaru ciepła musi przetransportować go z wnętrza na zewnątrz. Dlatego też rozszerzają się naczynia krwionośne i zwiększa przepływ krwi niosąc ze sobą ciepło, które nas ogrzewa. Pocenie się chroni przed przegrzaniem oraz udarem cieplnym.

Dlaczego się nie pocę?
Pot umożliwia właściwą termoregulację, czyli zdolność utrzymania optymalnej temperatury ciała. Sprawne działanie gruczołów potowych jest więc bardzo ważne w kwestii prawidłowego funkcjonowania organizmu. A co jeśli się nie pocę? Całkowity brak lub znacząco obniżone wydzielanie potu przez nasz organizm to anhydroza. Pamiętaj jednak, że pocenie się jest kwestią indywidualną. Jeśli więc trenując z przyjaciółką zauważasz, że ona ocieka potem a na Twoim czole pojawiło się raptem kilka kropel nie oznacza wcale, że coś z Tobą nie tak. Kwestia wytrenowania, nawodnienia, ilości gruczołów potowych i konkretnych cech organizmu odgrywa tu istotną rolę ale warto przeanalizować swój przypadek ze specjalistą bo zanik potliwości może nieść za sobą poważne skutki jak np. udar cieplny.

Do zahamowania wydzielania potu może przyczynić się kilka kwestii:
* przebyte choroby prowadzące do uszkodzenia gruczołów potowych lub zaburzenia ich unerwienia (choroby skóry, zaburzona praca tarczycy, cukrzyca, neuropatie, choroby uwarunkowane genetycznie, choroby psychiczne)
* skrajne odwodnienie organizmu
* zaburzony metabolizm

Co mogę z tym zrobić?
Skonsultuj się z dermatologiem i endokrynologiem, jeśli Twoje objawy Cię niepokoją. Warto wykonać szereg badań, przede wszystkim tarczyca i cukier oraz badania hormonalne. Dodatkowo postaraj się dużo lepiej nawadniać. Jedna butelka wody mineralnej zwykłej i jedna butelka wody wysoko zmineralizowanej dziennie znacznie poprawią funkcjonowanie Twojego organizmu.

Dodatkowo, dużym wsparciem może okazać się żel wspomagający wydzielanie potu. Wystarczy zaaplikować go w trakcie treningu smarując powierzchnię ciała warstwą preparatu. Zwiększona produkcja ciepła i potu podczas ćwiczeń przyspieszy osiągnięcie pożądanego efektu. Przed treningiem posmaruj brzuch żelem Sweet Sweat, w talii zaciśnij pas neoprenowy typu sauna a po zakończonym wysiłku przekonasz się, że ilość wylanych potów będzie wielokrotnie wyższa. Żel używany jest przez wielu zawodowych sportowców, między innymi przez Joannę Jędrzejczyk, która zbijając wagę przed walką musi rozprawić się z każdym nadprogramowym gramem tłuszczu. Żel wykonany jest z naturalnych składników może więc być używany bez ograniczeń. Sweet Sweat kosztuje około 110 zł ale jest bardzo wydajny więc spokojnie wystarczy na kilka miesięcy.

Jestem uzależniona od jedzenia- opowieść naszej czytelniczki.

Jestem uzależniona od jedzenia- opowieść naszej czytelniczki.

Wiadomości jakie od Was dostajemy nierzadko chwytają nas za serce, ta poniższa jest jedną z nich. Na prośbę autorki maila publikujemy jej opowieść, która może okazać się pomocna dla wielu z Was. Pytań o zaburzenia odżywiania dostajemy tysiące. Jeśli czytając tę historię będziesz miała wrażenie, że czytasz o sobie to znak, że nie powinnaś bagatelizować problemu. Pomoc możesz uzyskać we wskazanych poniżej miejscach.

UZALEŻNIENIE OD JEDZENIA, NIECH MOJA HISTORIA BĘDZIE PRZESTROGĄ.

"Mam na imię Paulina, mam 30 lat i dziś jestem mamą półrocznego Krzysia oraz szczęśliwą żoną. Od ponad 10 lat jestem uzależniona od jedzenia i choć dziś mój nałóg jest w uśpieniu to mam świadomość tego, iż problem będzie dotyczył mnie już do końca życia. To tak jak z alkoholem albo narkotykami, pomimo abstynencji jesteś uzależniony. Problem polega jednak na tym, że alkoholu nie potrzebujesz do życia a jeść trzeba. Niezdrowe podejście do jedzenia zaczęło się u mnie kiedy miałam 20 lat, wtedy wyprowadziłam się z domu rodzinnego na studia do Wrocławia. Wynajmowałam mieszkanie w starym bloku z dwiema koleżankami z liceum, wszystkie trzy studiowałyśmy biotechnologię. Przed rozpoczęciem studiów moja waga była w normie, ważyłam około 59 kg przy wzroście 170 cm. W domu rodzinnym jadłam obiady mamy, nie omijałam zajęć w-fu, po szkole spędzałam czas aktywnie. Na studiach jednak zaczął się alkohol, nauka do późna połączona z nocnym podjadaniem, między zajęciami wrzucałam w siebie drożdżówki i batony a po powrocie do mieszkania fundowałyśmy sobie z dziewczynami wielką porcję makaronu z sosem, obowiązkowo z winem w zestawie. Nasz kierunek był trudny, wiązał się ze stresem i nieprzespanymi nocami więc uczucie zmęczenia i wyeksploatowanie odbijałam sobie w kulinarnych przyjemnościach. Jako studentka nie miałam dużego budżetu, dostawałam stypendium naukowe i dorabiałam w wolnych chwilach udzielając korepetycji, niskiej jakości jedzenie kupowałam w marketach i tanich studenckich barach, co dodatkowo przyczyniło się do przybrania na wadze. W pół roku przytyłam 6 kg i przestałam mieścić się w większość swoich rzeczy. Koleżanki z mieszkania też przytyły więc nigdy nie komentowały tego, jak wyglądam i co jem. A szkoda, bo może wtedy szybciej bym się otrząsnęła. Z dnia na dzień stwierdziłam, że zacznę się odchudzać. Tak po prostu, wstałam któregoś dnia i nie zjadłam śniadania, poszłam na uczelnię i zamiast obiadu w stołówce wypiłam kawę a wieczorem dwie lampki wina. Zaczęłam bardzo dużo czytać na temat zdrowego trybu życia, kupiłam strój i zapisałam się na zajęcia fitness. Centymetry leciały w dół a ja brnęłam w swój pseudo fit styl życia, który w rzeczywistości nie miał nic ze zdrowiem wspólnego. W dwa miesiące zgubiłam wszystkie nadprogramowe kilogramy a każdy kolejny miesiąc odchudzał mnie o kolejny rozmiar. Ignorowałam bóle i zawroty głowy, rezygnowałam ze spotkań towarzyskich aby nie narażać się na pokusy, głód tłumiłam kawą, wodą albo alkoholem. Po dwóch szotach wódki burczenie w brzuchu znikało a ja mogłam spokojnie usnąć. Wiedziałam, że źle robię ale najważniejsze było dla mnie to, jak wyglądam. Lubiłam uwagi pod tytułem "jesteś już za chuda", to mnie tylko nakręcało. Rano piłam kawę, na uczelni zjadałam jabłko albo banana, na obiad owsiankę na chudym mleku, ryż z warzywami albo jakiegoś omleta, kolacji w ogóle. Dziennie około 800-900 kcal, może nawet mniej. W pół roku zgubiłam 12 kg. Gdy któregoś dnia ból głowy był tak okrutny, że nie mogłam pójść na egzamin, zeszłam do sklepiku na dole i kupiłam pączka i butelkę coli. Jeden pączek nie wystarczył, kupiłam trzy następne. Nie przerywałam swojego chorego stylu życia ale raz w tygodniu serwowałam sobie "cheat day" podczas którego zjadałam tyle, że brało mnie na wymioty. Zamawiałam pizzę, którą przegryzałam czekoladą i żelkami, do tego porcja frytek i nuggetsów a wszystko to zalewałam smakowym piwem. Potrafiłam leżeć na łóżku i płakać w myślach nienawidząc siebie. Obiecywałam sobie, że to ostatni raz, że nigdy już tak nie zrobię ale gdy uczucie najedzenia trochę ze mnie zchodziło dobijałam się kanapkami z masłem i kiełbasą, które zagryzałam Snickersem. Coraz mniej trenowałam bo nie miało to dla mnie sensu skoro tego konkretnego dnia już i tak tyle zjadłam. Hasło "od jutra" na stałe wpisało się do mojego słownika. Od jutra już nie jem, od jutra znów ćwiczę, jutro robię sobie detoks, już jutro wszystko się zmieni... Tysiące dzienniczków i pamiętników miało mi pomóc w opamiętaniu się ale nie pomagało. Myślałam tylko o tym, co zjem, obsesyjnie przeglądałam zdjęcia potraw w Internecie i namiętnie oglądałam programy kulinarne podczas których...jadłam. Na siedem dni w tygodniu przez trzy się objadałam a przez cztery pozostałe jadłam bardzo mało. Waga powoli wracała ale nie to mnie smuciło najbardziej. Zaczęłam popadać w stany depresyjne, nie chciało mi się wstawać z łóżka, miałam zaniżone poczucie wartości, nienawidziłam siebie za to co robię, było mi wstyd ale nie mogłam przestać. Czasem wywoływałam wymioty, innym razem łykałam jakieś przeczyszczające środki, potem robiłam sobie "detoks" i tak w kółko. Nigdy nie objadałam się przy ludziach, zawsze w samotności. Zamykałam się w pokoju na klucz, papierki po słodyczach chowałam do plecaka by wyrzucić je idąc rano do szkoły, czasem podjadałam jedzenie moim współlokatorkom. Dobrze się kryłam więc nikt nie wiedział o moim problemie. Ten koszmar trwał ponad trzy lata z różnym natężeniem. Czasem udawało mi się przez cały miesiąc wytrwać bez objadania się po to tylko, aby w kolejnym miesiącu nadrobić wszystko z nawiązką. Bywały miesiące, kiedy trenowałam jak szalona a bywały też takie, które spędzałam z laptopem na kolanach śledząc kolejne seriale. Nie byłam już chuda ale nie byłam też gruba. Stres, złość, smutek odreagowywałam zawsze w ten sam sposób. Każdy powód był dobry do tego, żeby się najeść: sobota, urodziny, święto, dzień wolny... Lubiłam szukać sobie usprawiedliwienia dla swojego zachowania choć w głębi duszy wiedziałam, że dzieje się ze mną coś bardzo złego. Pamiętam, że raz udało mi się wytrwać ponad trzy tygodnie bez ataków obżarstwa, potem poszłam na urodziny znajomych, wypiłam trochę wina, zjadłam tort i wszystko wróciło. Byłam zażenowana sobą a jednocześnie nie umiałam przestać. Rodzice nie wiedzieli o problemie, współlokatorki zajmowały się sobą, nie byłam pod rzadną obserwacją lekarską choć moje włosy, cera, zęby paznokcie i oddech zaczęły być bardzo niepokojące. Pewnego wieczoru weszłam na forum o nałogach i czytając obcą historię miałam wrażenie, że czytam o sobie. Zdecydowałam się napisać do tej dziewczyny z prośbą o pomoc. Dziewczyna ma na imię Klaudia i do dziś pozostajemy w kontakcie wirtualnym, choć nigdy nie spotkałyśmy się na żywo. Wtedy po raz pierwszy dowiedziałam się o kompulsywnym jedzeniu. Za jej namową zwróciłam się o pomoc do poradni zdrowia psychicznego, w której zaczęłam pracę ze specjalistą od zaburzeń odżywiania. Wizyta kosztowała 100 zł, nie miałam wtedy takich pieniędzy więc zdecydowałam się zwrócić o pomoc do rodziców. Zbierałam się na tę rozmowę całymi tygodniami, nie potrafiłam się z tym zmierzyć ale w końcu opowiedziałam mamie o swoim uzależnieniu. Rozmawiałyśmy całą noc na zmianę płacząc i śmiejąc się. Mama zwierzyła mi się, że po urodzeniu mojego brata również przez to przechodziła. Podczas wielomiesięcznej terapii wspólnie z terapeutą udało mi się dotrzeć do źródła moich problemów. Wewnętrzny konflikt jaki ze sobą toczę dziś jest już na dobrej drodze do rozejmu. Rok temu wzięłam ślub. Mąż wie o moim problemie i bardzo mnie wspiera. Jeden niewinny kawałek pizzy czy porcja lodów może wywołać u mnie łańcuch obżerania się, dlatego świadomie zrezygnowałam z jakichkolwiek pokus. Mówi się, że wszystko jest dla ludzi i należy umieć z tego korzystać... pozwolę się z tym nie zgodzić. Nie w przypadku, gdy ma się do czynienia z uzależnieniem. Jedzenie może być jak narkotyk. Dziś nie liczę kalorii, gotuję domowe obiady według zaleceń mojej dietetyk. Razem z mężem odnaleźliśmy wspólną pasję we wspinaczkach górskich a gdy Krzyś trochę podrośnie, zamierzamy wspólnie zdobywać szczyty. Ostatni napad obżarstwa przeżyłam podczas ubiegłych świąt Wielkanocnych. Na szczęście był obok mnie mój mąż, który pomógł mi się opamiętać. Co się stanie, kiedy któregoś dnia zostanę sama w domu z jakimś problemem? Tego nie wiem. Parę tygodni temu spotkałam się z przyjaciółkami w mieście rodzinnym. Poszłyśmy do pizzerii. Jako jedyna zamiast pizzy i piwa z sokiem zamówiłam sałatkę i herbatę. Po wielu pytaniach, próbach namówienia mnie na kawałek i złośliwych uwagach w stylu "Po co się odchudzasz? Przecież męża już masz!" zdecydowałam się odpowiedzieć: "Jestem uzależniona od jedzenia i nie mogę jeść tego, co może rozbudzić we mnie dawne zachowania." Koleżanki zamilkły i patrzyły na mnie jakbym właśnie przyznała, że mam za sobą kilkuletni odwyk narkotykowy. Od tamtej pory żadna z nich nie zaproponowała mi spotkania.

Chciałabym, aby moja historia była przestrogą dla wielu osób, które nie radzą sobie z funkcjonowaniem we współczesnym świecie. Zazdroszczę ludziom, którzy mają zdrowe podejście do jedzenia, mogą wyjść w weekend na kebaba i nie wywoła to w nich napadu obżarstwa. Chcę być zdrowa jak najdłużej bo mam dla kogo, dlatego codziennie ze sobą walczę. Cały czas uczę się panowania nad sobą i mam nadzieję, że któregoś dnia to ja będę panowała nad pokusami a nie one nade mną".

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Sprawdź, czy jesteś uzależniony od jedzenia. Objawy zaburzenia:

1. Zjadasz dużo więcej, niż planowałeś.
2. Jesz, pomimo uczucia sytości, aż do momentu mdłości.
3. Masz poczucie winy po spożywaniu konkretnych produktów.
4. Jesz nadal, pomimo poczucia winy.
5. Jesz nadal, pomimo świadomości jaką szkodę wyrządzasz swojemu organizmowi.
6. Szukasz usprawiedliwienia i powodu, dla którego możesz się najeść.
7. Ukrywasz przed bliskimi fakt jedzenia produktów zabronionych.
8. Wciąż zaczynasz i przerywasz nowe diety. Masz na swoim koncie wiele porażek związanych z przejściem na zdrowy tryb życia.
9. Nie jesteś w stanie zapanować na swoi napadami, nie masz kontroli nad apetytem.
10. Obsesyjnie myślisz o jedzeniu, sprowadzasz jedzenie do największej życiowej przyjemności.

Zagrożenia wynikające z uzależnienia od jedzenia:
* cukrzyca, otyłość, choroby serca, choroby nowotworowe
* zaniżone poczucie wartości, brak wiary w siebie, niska samoocena
* niepohamowane wybuchy złości, agresja wobec siebie i innych, niestabilność emocjonalna
* depresja
* stany lękowe
* choroby układu sercowo- naczyniowego
* niepłodność

WAŻNE: jeśli walczysz z nałogiem na własną rękę ale wszelkie próby pozbycia się niezdrowych nawyków nie skutkują, koniecznie skontaktuj się ze specjalistą. Psychoterapia pomoże Ci przywrócić kontrolę nad czynnością jedzenia. Dzięki takiej terapii nauczysz się rozpoznawać czynności prowadzące do napadów kompulsywnego objadania się oraz utrwalisz w sobie nowe schematy, które pomogą Ci przetrwać moment pojawienia się pierwszych symptomów napadu.

Tutaj możesz odnaleźć pomoc:
1. Anonimowi Jedzenioholicy - Wspólnota AJ. www.anonimowijedzenioholicy.org
Członkowie AJ nie płacą składek ani nie wnoszą opłat, finansują się poprzez własne dobrowolne datki.
2. Miejski/gminny ośrodek zdrowia w Twojej okolicy, specjalista od zaburzeń odżywiania.
3. Lekarz psychiatra, psychoterapeuta lub dietetyk z Twojej okolicy.
Szybki i prosty placek do kawy.

Szybki i prosty placek do kawy.

Wybaczcie jakość zdjęcia ale fotka robiona telefonem a post na szybko - w pociągu. Ciacho wyszło tak pyszne, że nie mogłyśmy się nim z Wami nie podzielić. Proste, smaczne i wykonane z łatwo dostępnych i niedrogich składników. Wszyscy fani kawy powinni być zachwyceni bo placek idealnie komponuje się z popołudniową kawką. Trzeba sobie życie umilać więc koniecznie zapiszcie sobie ten przepis.

Czego potrzebujemy?
- 4 jajka
- szklanka mąki kukurydzianej
- 4 łyżki oleju kokosowego
- łyżeczka sody oczyszczonej
- pół szklanki ksylitolu lub cukru brązowego
- duże jabłko starte na tarce
- 4 łyżki powideł (najlepiej domowej roboty)
- łyżeczka cynamonu

Jak to zrobić?
1. Nastaw piekarnik na 180 st.C.
2. Białka oddziel od żółtek. Ubijaj je stopniowo dodając ksylitol, sodę, olej i żółtka.
3. Powstała masę wylej na blachę wyłożoną papierem do pieczenia.
4. Starte jabłko wymieszaj z cynamonem i powidłami i wyłóż na ciasto.
5. Placka wstaw do piekarnika na około 25 minut.

Przepisy na domowe napoje izotoniczne.

Przepisy na domowe napoje izotoniczne.

O tym, jak ważne jest nawodnienie powtarzamy Wam przy okazji większości wpisów o tematyce zdrowego trybu życia. Fakt, że picie odpowiedniej ilości wody pomaga w utrzymaniu zdrowia i sprawności fizycznej na wysoki poziomie to chyba jedna z najbardziej znanych zasad więc pozwólcie, że uznamy, iż każdy z nas doskonale ją zna i stosuje. Dziś zajmiemy się zagadnieniem napojów izotonicznych. Czym są, jak działają, kiedy je stosować i jakie najlepiej wybierać? Postaramy się rozwiać wszelkie wątpliwości.

W trakcie wysiłku, prócz wody, tracimy także składniki mineralne i witaminy a najlepszym sposobem na ich uzupełnienie są właśnie napoje izotoniczne. Stężenie napoju izotonicznego jest takie samo jak stężenie płynów ustrojowych w naszym organizmie, dzięki czemu nawadniamy się szybko i skutecznie. Głównym składnikiem izotoniku jest woda, sód sprawia, że woda szybko się wchłania, ponadto jest w nim potas, wapń, magnez oraz węglowodany. Te ostatnie to źródło energii, dzięki któremu możemy mieć siłę na dalszy wysiłek. Głównie są to węglowodany łatwo przyswajalne jak glukoza, fruktoza, sacharoza.

Jeśli Twój trening trwa około godziny, butelka zwykłej wody świetnie się sprawdzi. Jeśli natomiast jesteś po długim, kilkugodzinnym wysiłku jak np. mecz piłki nożnej, wspinaczka górska czy maraton lub w ciągu dnia bardzo dużo się pocisz ze względu na wysokie temperatury, Twoje ciało wymaga uzupełnienia nie tylko płynów ale też elektrolitów, węglowodanów i składników mineralnych. Wtedy wybierz napój izotoniczny.

Dostępne w sklepach izotoniki są nie tylko dość kosztowne, ale często sztucznie barwione. Czy Was tez zastanawiają te intensywne kolory? Fuksja, wściekły pomarańcz czy morski błękit to kolory, których powinniśmy raczej unikać na sklepowych półkach (pomijając rzecz jasna owoce i warzywa!) Świetnym zamiennikiem będzie więc domowa wersja takiego napoju. Poniżej nasze ulubione przepisy:

1. CYTRYNOWO- MIODOWY
- 1,5 łyżki miodu ekologicznego
- pół łyżeczki soli
- dwie szklanki ciepłej wody
- sok wyciśnięty z połowy cytryny

2. JABŁKOWO- MIĘTOWY
- 250 ml soku jabłkowego
- pół litra wody ciepłej wody
- 250 ml naparu z mięty
- łyżeczka miodu ekologicznego
- tabletka musująca magnezu
- pół łyżeczki soli

3. POMARAŃCZOWY
- sok wyciśnięty z jednej pomarańczy
- sok wyciśnięty z jednej cytryny
- 1 l ciepłej wody
- 2 łyżki miodu ekologicznego
- pół łyżeczki soli


Moja walka o lepszą cerę.

Moja walka o lepszą cerę.

Doskonale rozumiem osoby mające problemy ze skórą. I wcale nie chodzi tutaj o trzy pryszcze, które wyskakuje przed okresem czy po zjedzeniu tłustego kebaba. Przebarwienia, popękane naczynka, blizny, trądzik czy każdy inny rodzaj zmian związany z tym, że skóra naszej twarzy nie wygląda tak jak powinna to bardzo duży i uciążliwy problem. Jeśli ktoś nigdy nie miał na twarzy żadnej krosty to z pewnością nie zrozumie jak ogromny wpływ na samopoczucie ma stan cery. Do swoich problemów zdążyłam się przyzwyczaić bo ciągnie się to przez ostatnie 10 lat co nie zmienia faktu, że cały czas mam nadzieję na poprawę sytuacji. Wczoraj dodałyśmy na naszego Instagrama @siostrybukowskie zdjęcie `bez makijażu`, chciałam podziękować Wam za wszystkie ciepłe słowa. Miło jest wiedzieć, że temat jest Wam bliski a problem doskonale znany bo czasem mam wrażenie, że jestem ostatnią dziewczyną, której twarz nie wygląda jak z reklamy kremów w magazynie Vouge. Pod tym samym zdjęciem, prócz bardzo serdecznych komentarzy, pojawiają się też wredne z cyklu `zacznij brać jakieś porządne leki`, `idź w końcu do dermatologa`, "wyglądasz słabo, nie pokazuj się taka`. Część z takich komentarzy autorzy usunęli sami po tym, jak czytelniczki zechciały na takie uwagi odpowiedzieć. Gdyby nie fakt, że ilość lekarzy, lekarstw, antybiotyków i maści jakie w swoim życiu przerobiłam, będących równowartością jakichś przyjemnych wakacji w egzotycznym kraju, mogłabym uznać, że jest w tych uwagach sporo prawdy. Jednak nie należę do osób, które bezczynnie przyglądają się jak ich ciało niszczeje. Staram się działać i cały czas walczę z problemem ale ludzki organizm to bardzo skomplikowana maszyna i nie wszystko jest takie oczywiste, jakby przeciętnemu komentującemu mogło się wydawać. Jestem bardzo wyrozumiała w stosunku do osób zmagających się z problemem. Wiem doskonale jak zmiany na buzi potrafią odebrać radość z codziennych chwil a zwykłe wyjście na plażę czy basen wiąże się ze stresem. Nigdy tez nie oceniam kobiet przez pryzmat ilości ich makijażu bo sama doskonale wiem, jak wiele razy dobry podkład uratował mi życie. Nie oceniam ze względu na zabiegi medycyny estetycznej i poprawki chirurgiczne bo każda z nas mierzy się ze swoimi własnymi demonami, z którymi niełatwo jest wygrać. Fakt, że ktoś z czymś przegnie to już indywidualna kwestia ale cieszę się, że żyjemy w czasach gdzie kobieta ma tak wiele możliwości w tej dziedzinie. Dziś długo obiecywany post, o który codziennie pytacie. Przedstawię Wam pokrótce jakie kroki podjęłam w celu zwalczenia problemu.


ZABIEGI W INSTYTUCIE KOSMETYCZNYM BABOR
Jak dotąd odbyłam trzy wizyty w gabinecie kosmetycznym Babor w Warszawie ---> klik!, gdzie pod czujnym okiem magister kosmetolog Agnieszki Bronakowskiej walczymy z moim problemem. Dwie pierwsze wizyty polegały na ręcznym oczyszczeniu twarzy, czyli usunięciu spod skóry wszelkich gródek i zanieczyszczeń. Takie oczyszczanie to bardzo ważny dla naszej skóry zabieg i powinien zostać wykonany tylko i wyłącznie przez wykwalifikowaną osobę, w przeciwnym razie efekt będzie odwrotny. Nie próbujcie wyciskać zmian na własną rękę bo proces ten wymaga odpowiedniego przygotowania. Pierwszym etapem jest dokładny demakijaż, potem usuwana jest warstwa zrogowaciałego naskórka, następnie pod wpływem strumienia pary i  preparatu o właściwościach zmiękczających pory się rozszerzają. Po tych czynnościach kosmetolog przechodzi do ręcznego usuwania zalegających pod skórą treści by na koniec nałożyć krem o działaniu przeciwzapalnym i antybakteryjnym. Cały zabieg trwa około 45 minut do godziny i choć nie należy do relaksujących, warto w niego zainwestować. Po samym zabiegu twarz jest zaczerwieniona i napuchnięta ale gdy opuchlizna zejdzie a ślady się zagoją, stan skóry jest dużo lepszy. Po dwóch zabiegach oczyszczania przyszła pora na kwasy- czyli profesjonalny peeling polegający na złuszczeniu martwej warstwy naskórka. Takie odblokowanie porów i pozbycie się zanieczyszczeń sprawia, że skóra jest dużo czystsza. Takiego oczyszczenia nie da się zrobić samemu w domu, warto więc skorzystać z pomocy wykwalifikowanej osoby.


Swoje pytania odnoście indywidualnych problemów i zabiegów, jakie Instytut Babor mógłby Wam zaproponować kierujcie pod adresem Pani Agnieszki, której wiedza i wieloletnie doświadczenie z pewnością okaże się pomocne w walce z uciążliwymi problemami. Kontakt tutaj ---> klik! 
Instagram: @babor_beauty



BADANIA NIEZBĘDNE DO ZDIAGNOZOWANIA PROBLEMU.
Poza zabiegami kosmetycznymi zdecydowałam się również na dietoterapię w poradni Kułaga Synergy ---> klik!, pod okiem dietetyka klinicznego i sportowego, Pani Agnieszki Kułagi. Zanim przystąpimy do ustalenia konkretnej diety, dostosowanej do potrzeb mojego organizmu niezbędne jest zdiagnozowanie samej przyczyny. W swoich podpowiedziach odnośnie wyleczenia mojego problemu (za które bardzo serdecznie Wam dziękuję) często sugerujecie mi, że właściwym rozwiązaniem byłoby przejście na kurację lekiem Izotek. To jeden z najsilniejszych leków tego rodzaju dostępny na rynku, który już stosowałam. Niestety w moim przypadku efekty uboczne (głównie krwawienie z nosa, bóle stawów, przesuszenie skóry i oczu oraz pogorszenie wyników wątrobowych) były tak silne, że lekarz zalecił przerwanie kuracji. Poza tym zależy mi na pozbyciu się problemu na zawsze a wszelkie kuracje antybiotykowe czy antykoncepcyjne to tylko zamiatanie problemu pod dywan. Po odstawieniu leków problem wracał co oznacza, że coś w moim organizmie dzieje się nie tak. W ustaleniu przeczymy pomogą następujące badania:
- SIBO - czyli badanie pod kątem przerostu bakteryjnego w jelicie cienkim
- badanie DAO - w kierunku nietolerancji histaminy.
- badanie z krwi w kierunku celiakii: p/c transglutaminazie tkankowe IgG i IgA oraz endomysium IgG i IgA.
- badania z krwi: ferrytyna, insulina, B12, krew utajona, lipaza, kalprotektyna, lamblia IgG i IgM.
- hormonalne: prolaktyna, testosteron, androstendion, estradiol, LH, FSH (3-5dc.)
- USG tarczycy

Część z badań wykonałam w centrum diagnostycznym w Warszawie a niektóre z nich robię z tym tygodniu, ze względu na to, że należy je wykonać w określonym dniu cyklu miesiączkowego (progesteron i prolaktyna w 21 d.c a testosteron, androstendion, estradiol. LH, FSH w 3-5 d.c.) Po odebraniu wyników i ustaleniu przyczyny otrzymam od Pani Agnieszki określoną dietę, której zamierzam ściśle przestrzegać. O szczegółach i efektach mojej współpracy z Kułaga Synergy będę Was informować na bieżąco.


Swoje pytania odnoście indywidualnych problemów z cerą, samopoczuciem wagą czy ogólnym wyglądem kierujcie pod adresem Pani Agnieszki, której wiedza i wieloletnie doświadczenie z pewnością okaże się pomocne w walce z uciążliwymi problemami. Kontakt tutaj ---> klik! 
Instagram: @agnieszkakulaga
Co zjeść przed snem?

Co zjeść przed snem?

Znasz to uczucie, kiedy wstajesz rano i już Ci się nie chce? O tym, że sen jest tak samo ważny dla naszego zdrowia co trening i dieta wiadomo nie od dziś. Organizm musi się zregenerować, obniżyć poziom stresu i nabrać sił na kolejny dzień. Jeśli Twój dzień jest intensywny, masz stresującą pracę, trenujesz czy po prostu chcesz budzić się rano w pełni sił to fakt tego, co wrzucasz wieczorem na talerz jest niezwykle ważny. Aby wstawać w pełni sił należy uruchomić pewne mechanizmy, które za to odpowiadają. Na początek jednak przeanalizuj swój sen. Czy jest wystarczająco mocny, czy zapewnia Ci odpowiednią regenerację, czy obniża poziom Twojego stresu? A może należysz do tych osób, które mają problemy z zasypianiem, przed snem przywołują na myśl wszystkie najczarniejsze scenariusze a budząc się rano czują się napuchnięci i zmęczeni?
Na początek ustalmy kilaka faktów:

FAKT 1: Posiłek po treningu jest koniecznością, nawet jeśli trenujesz późno.
FAKT 2: Zalecenie, aby swój ostatni posiłek spożywać o 18.00 to przestarzały mit (chyba, że chodzisz spać po wieczorynce). Jeśli chodzisz spać około 24.00 a wstajesz o 7.30 to ponad 13 godzin nie dostarczasz organizmowi składników odżywczych.
FAKT 3: Podczas snu nasz metabolizm nie zwalnia, przemiana materii w nocy jest jednakowa z tą w ciągu dnia.
FAKT 4: Kluczem do pozbycia się tkanki tłuszczowej jest ujemny bilans w ciągu całego dnia! Głodówka wieczorna nie ułatwi gubienia na wadze.
FAKT 5: Kolację należy zjeść na tyle późno, aby nie czuć głodu w trakcie usypiania i na tyle wcześnie, aby pełny brzuch nie zaburzył jakości snu. Sugerowane jest spożywanie kolacji na 2 godziny przed zaśnięciem.
FAKT 6: Wieczorny posiłek nie jest przyczyną Twoich problemów z wagą. Prędzej jest nią jego jakość, słone przekąski i piwo do późnego filmu czy całodniowy post, który skutkuje niepohamowanym apetytem na wieczór.
FAKT 7: Przed zaśnięciem nie jedz: białego pieczywo, tłustych sosów, smażonych potraw.

Gdy znasz już podstawowe fakty, przejdźmy do konkretów. Określ swój problem i sprawdź, jak możesz sobie pomóc.

I. Moim problemem jest płytki sen. Chcę poprawić jego jakość.
Stres, dużo emocji, bardzo aktywny tryb życia? Pozytywny wpływ na Twój sen będą miały bakterie probiotyczne, obecne w sposób naturalny w naszym organizmie (jako składnik flory jelitowej czy błony śluzowej pochwy) oraz obecne w produktach mlecznych. Konkretnie chodzi o szczep bakterii Lactobacillus. W produktach spożywczych znajdziesz je w jogurcie, kefirze, maślance, kiszonej kapuście, kiszonych ogórkach, serze parmezan, cheddar czy mozzarella. Lactobacillus wpływają na redukcję poziomu kortyzolu, hormonu uwalnianego podczas stresu. Dobrym pomysłem jest również zjedzenie kawałka gorzkiej czekolady, co prowadzi do wzrostu ilości bakterii Lactobacillus w jelitach. Na jakość snu wpływ ma również tryptofan, niezbędny aminokwas, którego nasz organizm nie jest w stanie sam wytworzyć i należy dostarczyć go z dietą. Odpowiada za prawidłowe funkcjonowanie układu nerwowego a jego niedobory powodują gorsze samopoczucie, brak energii, czy depresje. Produkty bogate w ten składnik to jaja, drób, ryby, warzywa strączkowe. Częstą przyczyną problemów z zasypianiem jest natłok myśli. Jak się wyciszyć? Klasyczna meliska czy kłącze kozła lekarskiego (waleriana) to dobre rozwiązania, z pewnością nie zaszkodzą. Dodatkowo zadbaj o to, aby Twój posiłek bogaty był w antyoksydanty zawarte w warzywach czy owocach. Wybieraj te o bardzo intensywnych kolorach  jak żółty, pomarańczowy czy zielony. Dodawaj je do swoich posiłków.
Przykładowe posiłki na dobry sen:
* sałatka z kurczakiem, kiszonym ogórkiem, parmezanem
* galaretka z indyka
* jajka sadzone, plasterki sera, pomidor
* gotowana ryba z warzywami
* gotowana pierś z kurczaka z brokułami
Unikaj:
* kawy
* coli
* alkoholu
*napojów energetycznych
Dodatkowo:
* Suplement, który może pomóc Ci w zasypianiu to kwas gamma-aminomasłowy. Redukuje stres, ułatwia zasypianie, umożliwia głęboki odpoczynek, łagodzi objawy lękowe i rozluźnia. Warto zażyc go bezpośrednio przed położeniem się do łóżka.
*

II. Walczę z nadprogramowymi kilogramami i nie wiem co zjeść przed snem, aby nie poszło mi w boczki.
Osoby będące na diecie redukcyjnej często unikają kolacji, czy posiłku po późnym treningu. To duży błąd a takie zachowania mogą przynieść odwrotny skutek. Co więc jeść późną porą, gdy nadrzędnym celem jest redukcja masy ? Zadbaj o to, aby Twój wieczorny posiłek był bogaty w wapń. Zawartość tego pierwiastka w diecie może doprowadzać do lipolizy (proces rozkładu przebiegający w tkance tłuszczowej). Świetnym rozwiązaniem będzie również wieczorne popijanie zielonej herbaty. Dzięki zawartym w niej katechinom (o czym już pisałyśmy we wcześniejszych postach) może zwiększyć się oksydacja kwasów tłuszczowych a gromadzenie tłuszczu zmniejszyć. Zielona herbata może okazać się dość pobudzająca dzięki zawartości teiny. Dobrym rozwiązaniem będzie zalanie liści i wylanie pierwszego naparu, aby następnie przygotować ten delikatniejszy.
Przykładowe posiłki na sen w trakcie redukcji masy:
* chłodnik na maślance lub kefirze z rzodkiewką i ogórkiem
* twaróg ze szczypiorkiem i cebulką
* serek wiejski z orzechami nerkowca
* pieczona ryba z warzywami
* pieczony kurczak z warzywami
* sałatka ze szpinakiem, roślinami strączkowymi i kurczakiem
* tuńczyk z warzywami
Unikaj:
* jasnego pieczywa i makaronu
* sztucznie słodzonych kefirów, koktajli, jogurtów
* słodkich soków
* dań smażonych
* masła, kabanosów, tłustych wędlin, boczku, wieprzowiny, śmietany

PAMIĘTAJ:
* niedobór snu jest odbierany przez układ odpornościowy jako stresor zewętrzny
*optymalna ilość snu na dobę to 7-8 godzin
* jeśli możesz, śpij przy otwartym oknie
* w przypadku choroby wydłuż swój sen do 10 godzin, co zwiększy odporność Twojego organizmu i przyśpieszy powrót do zdrowia
* na pół godziny przed snem unikaj spoglądania w telefon, laptop, tablet. Dobrym rozwiązaniem będzie delikatne światło żarówki i książka. W ten sposób się wyciszysz i dasz swojemu organizmowi sygnał, że powoli szykuje się do snu.

buty- Sneaker Studio 399 zł
T-shirt- Atnee 119 zł
spódnica- Forever 21 49 zł
pasek - sh
okulary - Bershka - 49 zł
Kilka pomysłów na zdrowe sosy do sałatek.

Kilka pomysłów na zdrowe sosy do sałatek.

Sałatki to zdecydowanie nasz numer jeden jeśli chodzi o letnią kuchnię. W sklepach mamy ogromny wybór świeżych warzyw i owoców a już największym szczęściarzem jest ten, kto po warzywa chodzi do własnego ogródka. My na codzień nie mamy takiego szczęścia, jednak poniższe sałatki zostały przygotowane podczas pobytu w rodzinnym domu, dlatego rzodkiewka, pomidor, szczypiorek czy szpinak pochodzą z ogródka naszej babci. Ekologiczne warzywa smakują wyśmienicie jedyne czego im potrzeba, to smaczny sos. Wypróbuj któryś z naszych sosów i odkryj zupełnie nowy smak świeżych warzyw.

1. Musztardowo-miodowy
 - łyżka musztardy delikatesowej
- płaska łyżka miodu
- 2 łyżki oliwy z oliwek

2. Słodko-kwaśny
- sok z połowy cytryny
- łyżka miodu
- 3 łyżki oliwy z oliwek
- sól i pieprz

3. Jogurtowo-ziołowy
- łyżka jogurtu greckiego
- 2 łyżki oliwy z oliwek
- sól i pieprz
- świeżo posiekany koperek
- świeżo posiekana pietruszka

4. Czosnkowy
- ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę
- sól i pieprz
- dwie łyżki jogurtu naturalnego
- łyżka oliwy z oliwek
- łyżka jogurtu greckiego

5. Bazyliowy
- garść ziaren słonecznika
- ząbek czosnku
- sok z połowy cytryny
- 10 listków świeżej bazylii
- sól, piprz
- 3 łyżki oliwy z oliwek

Całość zblendować.

6. Orientalny
- sok z cytryny
- 2 łyżki syropu klonowego
- 2 łyżki oleju roślinnego
- łyżka pasty tahini
- sól i pieprz

7. Vinegrete
- łyżka octu jabłkowego
- łyżka oliwy
- płaska łyżeczka musztardy
- sól i pieprz

8. Chrzanowy
- dwie łyżki jogurtu naturalnego
- płaska łyżeczka chrzanu
- dwie łyżki oliwy z oliwek
- dwie łyżki soku z cytryny
- sól i pieprz

9. Włoski
- dwie łyżki gęstego przecieru pomidorowego
- łyżka jogurtu greckiego
- łyżka syropu klonowego
- trzy łyżki oliwy z oliwek
- garść posiekanej bazylii
- sól i pieprz
Letnia sałatka z bobem.

Letnia sałatka z bobem.

Witamy wszystkich fanów bobu. To jedno z tych warzyw, na które osobiście z utęsknieniem czekamy przez cały rok. Nie ma nic pyszniejszego, niż świeżo ugotowany z odrobiną masełka. Jeśli jednak znudziło Ci się chrupanie bobu samego w sobie i szukasz pomysłu na jakieś danie, przybywamy z pomocą. Przetestowałyśmy to warzywo w wielu wersjach i zdecydowanie najpyszniej smakuje w wersji sałatkowej. Poniżej przepis na letnią sałatkę, która świetnie sprawdzi się na śniadanie, obiad, kolację czy posiłek po treningu. Do dzieła !

Czego potrzebujemy ?
- 4 łyżki ugotowanego bobu
- 2 łyżki ugotowanego ryżu 
- 2 łyżki ugotowanej soczewicy
- pół świeżego pomidora pokrojonego w kostkę
- trzy drobno pokrojone rzodkiewki
- dwie łyżki skruszonej fety 
- świeży szczypiorek
- sól himalajska do smaku

sos:
- łyżeczka prawdziwego miodu
- łyżeczka łagodnej musztardy delikatesowej 
- łyżka oliwy z oliwek 

Jak to zrobić ?
Wszystkie składniki wymieszaj w dużej misce, dopraw solą wedle uznania. Sałatkę przełóż na duży talerz i oblej sosem, powstałym z połączenia wszystkich składników na sos. 

Sałatka jest przepyszna! Lekka a jednocześnie sycąca i odżywcza. Bez obaw możesz spakować ją do swojego lunchboxa. W przypadku, kiedy planujesz zabrać ze sobą posiłek w pudełku polecamy wykorzystać całe pomidorki koktajlowe, gdyż nie puszczają wody. 

Jak się pozbyć boczków? Cz. 1

Jak się pozbyć boczków? Cz. 1

Boczki, wałeczki, fałdki, jak kto woli. Tkanka tłuszczowa lubi umiejscowić się w taki sposób, aby skutecznie uprzykrzać nam życie. Poza brzuchem i udami to jedno z tych miejsc, które sprawiają nam największe problemy. Jak to się dzieje, że szczupłe dziewczyny mają fałdki i co robić aby się ich pozbyć? Na początek przenieśmy się trochę w czasie. Jako nastolatka nie miałam większych zastrzeżeń do swojej formy, uchronił mnie chyba fakt, że nikt wtedy nie słyszał o zawodach bikini, treningu interwałowym, czy wysportowanych influencerach. Funkcjonowałam raczej jak wszyscy, dużo się ruszałam ale dużo też jadłam, a że "boczki" są moim miejscem krytycznym to i tłuszczyku z roku na rok przybywało. Choć nigdy nie ważyłam dużo więcej niż dziś, moja figura wyglądała zupełnie inaczej. Nikt wtedy nie słyszał o przysiadach ze sztangą czy martwym ciągu a na zajęciach w-f nauczyciele rzucali nam piłkę z hasłem "macie, grajcie!". Wydawało mi się że taka po prostu moja natura a wychodzące ze spodni wałeczki są kwestią budowy ciała. Dodatkowo miałam płaski tyłek, długie i szczupłe ręce oraz nogi i odstający brzuch. Czy lubiłam swoją figurę? Niekoniecznie. Trudno było mi zrozumieć, dlaczego inne dziewczyny, które funkcjonują w ten sam sposób są szczupłe a ja nie czuję się swobodnie. Dziś po tamtych szczupłych dziewczynach nie ma śladu. Bo jako dzieci/nastolatki/młodzież nasze ciała rządzą się innymi prawami a pewne predyspozycje do tycia wychodzą z czasem. Mnie na szczęście w miarę szybko udało się zorientować, że nadmiar tkanki tłuszczowej, zlokalizowany wokół bioder jest oznaką, że gdzieś popełniam błąd. W jednym poście nie uda mi się przekazać Wam moich wszystkich trików, umówmy się więc, że posta podzielimy sobie na trzy części: pośladki; plecy; trening na ogólne spalanie tkanki tłuszczowej. To trzy główne czynniki, które są odpowiedzialne za Twoje "tyły".  A teraz przejdźmy do konkretów.

NA WSTĘPIE
Pamiętaj, że walka z obszarami krytycznymi, czyli miejscami gdzie tkanka tłuszczowa gromadzi się w pierwszej kolejności jest trudna i potrafi zająć kilka lat. Miejsce, w którym tyjesz najszybciej również najwolniej traci nadmierny balast. Znasz to uczucie, kiedy po miesiącu uczciwej walki wydajesz się być drobniejsza choć masz wrażenie, że brzuch ani drgnął? Z boczkami może być podobnie dlatego bądź dla siebie wyrozumiała i cierpliwa.


DIETA
Wydawać by się mogło, że higieniczny tryb życia, zdrowa dieta i aktywność fizyczna to klucz to idealnie wyrzeźbionej sylwetki. Jeśli zdrowo się prowadzisz, a mimo to Twoje tyły wciąż nie wyglądają tak, jak powinny, zacznij od zmiany w diecie. Dieta redukcyjna nie oznacza morderczej głodówki a raczej świadome manipulowanie własnym metabolizmem, polegające na dostarczaniu organizmowi takiej energii, jakiej aktualnie mu potrzeba. Ile powinna trwać? To kwestia bardzo indywidualna, powinna trwać do osiągnięcia założonego celu (zakładając oczywiście, że jest to realny cel, nie wpływający negatywnie na nasze zdrowie). Proces ten nie powinien jednak trwać dłużej niż 3 miesiące. Warto zaznaczyć, że mówimy tutaj o osobach zdrowych i aktywnych, z prawidłową wagą, chcących doszlifować swój wygląd a nie o osobach ze sporą nadwagą czy otyłych, których zbędny balast wynosi 30 kg.  Zdrowe tempo chudnięcia to 0,5-1 kg tygodniowo. Jeśli w trakcie diety redukcyjnej odczujesz spore zmęczenie i spadek sił, wróć na pewien czas do zerowego bilansu kalorycznego, aby później móc ponownie przejść na deficyt. Skorzysta na tym Twoja psychika. Pamiętaj też,że redukcja nie jest tym samym, co odchudzanie.Odchudzanie to przede wszystkim zmiana nawyków żywieniowych i złych przyzwyczajeń. Dotyczy głównie osób, u których świadomość na temat zdrowego trybu życia jest na niskim poziomie a aktywność fizyczna minimalna lub zerowa. Dieta redukcyjna wymaga natomiast pewnego przygotowania i świadomości własnego ciała. Dotyczy osób z prawidłową masą ciała, chcących udoskonalić swój wygląd i uwydatnić mięśnie.


1Indywidualne zapotrzebowanie energetyczne. Punktem wyjściowym diety redukcyjnej jest obliczenie swojego dziennego zapotrzebowania kalorycznego. Redukcja polega na dostarczeniu pomniejszonej dawki energii o 100-400 kcal, w zależności od indywidualnych predyspozycji osobniczych. Jeśli nigdy wcześniej nie liczyłaś jakie jest Twoje dzienne zapotrzebowanie, skorzystaj z bezpłatnych kalkulatorów dostępnych w sieci. Następnie przez kilka kolejnych dni prowadź dziennik, w którym będziesz zapisywać zjadane i wypijane kalorie. Dzięki temu sprawdzisz, czy odżywiasz się zgodnie z normami. Przykładowo, jeżeli Twoja dobowa dawka energii wynosi 2500 kcal, `obcinasz` swój jadłospis o np. 200 kcal. Kalorie należy ograniczać stopniowo, zaczynając od 100-200 kcal na dobę. Jeżeli wyrzuconych kalorii będzie zbyt dużo już na samym początku, najprawdopodobniej skończy się to niekontrolowanymi napadami wilczego głodu, efektem jojo i zaburzaniem metabolizmu. Celem diety redukcyjnej jest bowiem stopniowe spalanie tkanki tłuszczowej, przy jednoczesnym zachowaniu lub polepszeniu tempa przemiany materii.

2Plan żywieniowy. Bardzo istotnym elementem są systematyczne posiłki w zgodzie z określonym deficytem, w odpowiednich odstępach czasu. Uniwersalnym sposobem jest spożywanie 4-5 posiłków dziennie, gdzie obiad będzie stanowił około 30% dobowej dawki energii. W ten sposób unikniesz rozpadu tkanki mięśniowej, czyli katabolizmu. Proces ten zachodzi wtedy, gdy organizm nie otrzymuje odpowiedniej ilości energii lub odstępy między posiłkami są zbyt duże. Korzysta wówczas z własnych zapasów składników odżywczych, w celu podtrzymania życiowych procesów. Ważnym jest fakt, iż dieta redukcyjna nie dyktuje surowych warunków. Generalnie opiera się na podstawowych zasadach zdrowego żywienia z uwzględnieniem większej podaży białka, co w przypadku osób aktywie uprawiających sport jest istotnym elementem budowania masy mięśniowej. Źródłem węglowodanów powinny być produkty pełnoziarniste o niskim indeksie glikemicznym (grube kasze, pełnoziarniste pieczywo, makarony, brązowy ryż). Białko najlepiej przyjmować z chudego mięsa, jaj, twarogu czy ryb a co do tłuszczu w diecie, powinien być związkiem jednonienasyconym pochodzącym z roślin, np. olej lniany, oliwa z oliwek, awokado, nasiona słonecznika, pestki dyni czy orzechy. Tłuszcze pochodzenia zwierzęcego powinny zostać ograniczone (smalec, masło, śmietana, żółty ser, kiełbasa). Poza tym zostało naukowo udowodnione, iż zamiana nasyconych kwasów tłuszczowych na wielonienasycone zmiesza ryzyko choroby niedokrwiennej serca. Ponadto, istnieje wiele produktów spożywczych utrudniających proces redukcji, jak przetworzona żywność czy wysokokaloryczne przekąski. Jeśli jednak, w ramach posiłku cheat meal, masz ochotę na pizzę, burgera czy pączka, możesz sobie na to pozwolić pod warunkiem, że dzienne zapotrzebowanie kaloryczne zgadza się z przyjętymi normami. Na drugi dzień po takim oszukanym posiłku waga może wskazywać więcej, co wiąże się z zatrzymaniem wody. Nie są to jednak dosłowne dodatkowe kilogramy. Z doświadczenia wiemy jednak, że sięgnięcie po niezdrowy produkt może pociągnąć za sobą całą masę innych nadprogramowych kalorii, dlatego też osoby o mniejszych zasobach silnej woli powinny przemyśleć swój wybór. Jeśli jesteś na diecie redukcyjnej mniej niż dwa-trzy tygodnie, zrezygnuj z oszukanych posiłków.

3.  Białko. Białko to przede wszystkim składnik budulcowy, bardzo ważny w przypadku diety redukcyjnej. Wpływa na przemianę materii, poprawia metabolizm, zapobiega katabolizmowi. Głód jest silniej odczuwalny, jeżeli nie spożywa się dostatecznie dużo protein. Dostarczając swojemu organizmowi odpowiedniej ilości białka utrzymujemy apetyt na niższym poziomie, co znacznie ułatwia wytrwanie na diecie. Zakładając, że dana osoba ma zapotrzebowanie kaloryczne na poziomie 2000 kcal, energia z białka powinna stanowić 35 %, z węglowodanów 40 % a z tłuszczu 25 %. W diecie redukcyjnej należy zwiększyć ilość białka, tym samym systematycznie zmniejszając ilość tłuszczu w posiłkach. 

TRENING POŚLADKÓW
Poniżej przygotowałam dla Was zestaw moich ulubionych ćwiczeń na pośladki. Wprowadź je do swojego planu treningowego a w szybkim czasie zauważysz satysfakcjonujące zmiany. Pamiętaj, że obciążenie jest Twoją indywidualną kwestią. Na poniższych zdjęciach prezentuję minimalne obciążenie, będące optymalnym rozwiązaniem dla osoby początkującej. Jeśli masz możliwość- ćwicz na boso!

1. Monster walk (marsz bokiem z mini-band), 3 serie po 10m w prawo/lewo.
Doskonałe ćwiczenie na rozgrzewkę, aktywujące mięsień pośladkowy średni, który pomaga nam w stabilizacji miednicy. 

Wykonanie: stań na szerokość bioder, następnie wypchnij pośladki w tył, aby utrzymać pozycję pochyloną przez całe ćwiczenie. Wywołaj rotację zewnętrzną w biodrach rozciągając kolanami mini-banda i wykonaj krok do boku, następnie wolno dostaw drugą nogę do rozstawu startowego.Trzymaj mocno wciągnięty brzuch i staraj się utrzymywać pionowy piszczel w stosunku do podłoża (kolano nie idzie do przodu). Pamiętaj, że kolano nie może zapaść się do środka podczas żadnego kroku!

2. Wznosy bioder jednonóż. 3 serie po 10 powtórzeń
Ćwiczenie rozgrzewkowe aktywujące pośladek oraz grupę kulszowo-goleniową

Wykonanie: Leżąc na plecach przyciągnij jedno kolano to klatki, płóż na nim ręce, następnie unieś biodro w górę odpychając się stopą od ziemi. Pamiętaj również, o pchaniu kolana do klatki i pchaniu rąk na kolano, dzięki czemu stworzysz większe napięcie w korpusie i aktywujesz mięśnie zginaczy bioder. Zanim zaczniesz unosić biodro, wciągnij mocno brzuch (schowaj żebra), aby utrzymać neutralną krzwiznę kręgosłupa.


3. Wznosy bioder obunóż ze sztangą. 3 serie po 10 powtórzeń
 Ćwiczenie budujące mięsień pośladkowy.

 Wykonanie: w leżeniu na plecach ustaw sztangę na wysokości kolców biodrowych, następnie wypchnij ją do góry biodrami odpychając się stopami od ziemi. Zwróć uwagę, aby nie wychodzić biodrami za wysoko i nie przeprostowywać odcinka lędźwiowego kręgosłupa. Pamiętaj o mocnym zaangażowaniu mięśni brzucha, zwłaszcza gdy biodra są w górze.

4. Martwy Ciąg. 3-4 serie po 8-10 powtórzeń.

Wykonanie: ustaw stopy na szerokość miednicy, wypchnij mocno biodra w tył i złap sztangę tak, aby tworzyła jedną linię z twoimi łopatkami. Mocno złam gryf, wywołując tym samym spięcie w mięśniach górnej części grzbietu oraz brzucha, następnie wciągnij ją na siebie odpychając się nogami od ziemi.Ruch skończ mocnym dopięciem pośladków, następnie opuść sztangę na ziemię trzymając ją jak najbliżej ciała.

5. Przysiad bułgarski. 3 serie po 8-10 powtórzeń na lewą i prawą nogę.

Ćwiczenie budujące pośladkowy większy oraz korzystnie wypływające na mięśnie zginaczy bioder.

Wykonanie: trzymając jedną nogę na podwyższeniu, pochyl delikatnie tułów tak, aby był przedłużeniem nogi zakrocznej. Zacznij powoli schodzić w dół,  trzymając pochylenie tułowia i nie tracąc napięcia w korpusie. Pamiętaj, aby przy wstawaniu używać nogi z przodu i nie pozwalaj, aby kolano zapadło się do środka.

Tyle na dziś, mam nadzieję że udało mi się choć część z Was zmotywować do podjęcia walki. To, co dziś opisałam to oczywiście jedynie cześć potrzebnych informacji. Pozostałymi elementami zajmiemy się wkrótce. Dajcie znać, jeśli coś wydaje się być niejasne, śmiało piszcie! W razie potrzeb możemy też nagrać przydatne filmiki instruktażowe. 
Copyright © 2014 siostry bukowskie. , Blogger