Życie z rozstępami. Opowieść naszej czytelniczki.

Życie z rozstępami. Opowieść naszej czytelniczki.

Podobno w pogoni za marzeniami o idealnym wyglądzie współczesna kobieta jest w stanie zainwestować każdą kwotę, aby jak najbardziej zbliżyć się do stereotypowego wyobrażenia o ideale. Jaki jest ideał w 2018 roku? Z pewnością dużo bardziej niedościgniony niż jeszcze 10 lat temu. Nie ma w nim miejsca na cellulit, rozstępy i pryszcze. W pewnych środowiskach implanty piersi czy botox stały się swego rodzaju standardem, jakby kobiecie nie wypadało się starzeć czy przytyć. Jak w tej rzeczywistości mają odnaleźć się osoby, których niedoskonałości na stałe wpisały się w wygląd zewnętrzny? Człowiek, bez względu na płeć, chce się dobrze czuć we własnym ciele, ale czy nie jest przypadkiem tak, że to nam, kobietom, przyszło spełniać dużo bardziej wymagającą rolę? Wczoraj przeglądałam pewną ankietę, przeprowadzoną wśród przechodniów na rynku we Wrocławiu. Pytano o to, czego zażyczyliby sobie od złotej rybki, która mogłaby spełnić ich jedno życzenie. Dokładnie przeanalizowałam odpowiedzi, zawarte w formie tabelki i nie jestem zszokowana faktem, że ludzkie pragnienia są do siebie niesamowicie zbliżone. Wyobrażamy sobie siebie w ciepłych krajach pod palmą, w marmurowej willi na garnku złota albo na jachcie pod błękitną chmurką i do głowy nam nie przychodzi, że jest pewien aspekt, który warunkuje każde to pobożne życzenie. Zdrowie. Bez zdrowia nie byłoby piękna i bogactwa a jeśli nawet, to nie dawałoby to żadnej uciechy, bo naczelnym celem człowieka jest życie. Dziś synonimem piękna są dla nas gwiazdy z Instagrama, których milionowa rzesza fanów każdego dnia rozpływa się w zachwycie nad roznegliżowanymi zdjęciami. Są dla nas synonimem spełnienia, siły, kariery, odwagi... A dla nas piękno kobiety tkwi w jej sile i doświadczeniu, w tym, żeby miała w sobie na tyle determinacji, aby każdy cios od losu traktować jak wyzwanie a nie porażkę.  Pewność siebie i poczucie kobiecości można odnaleźć w każdej kobiecie, zwłaszcza w tej, która doświadczyła w życiu trudu, choroby czy niezczęścia. Dzisiejsza historia Kamili to opowieść o tym, aby nauczyć się cieszyć tym, co dał nam los.

Historia Kamili, 24 lata.
" Moja historia zaczęła się, gdy byłam nastolatką. Mając 16 lat zachorowałam na błoniaste kłębuszkowe zapalenie nerek. Główne objawy choroby to białkomocz, czyli ilość wydalanego białka w moczu przekracza 3,5 g na dobę. Gdy po raz pierwszy trafiłam do szpitala wskaźik ten wskazywał 16 g. Z powodu choroby musiałam przerwać naukę, uczyłm się indywidualnie w domu w czasie przepustki ze szpitala.W sumie moje nauczanie indywidualnie potrwało aż 3 lata. Nauczyciele byli wobec mnie bardzo wyrozumiali, wspierali mnie i robili wszystko, aby ułatwić mi ten piekielnie trudny dla mnie okres. Dodatkowo, w tym samym czasie zostawił nas ojciec, co ja i brat wyjątkowo przeżyliśy. Większość dni spędzałam w szpitalu z mamą u boku, która okazała się moim największym wsparciem i to dzięki niej przetrwałam trudy związane z chorobą. Mama znosiła moje żale, płacz i fochy, była dla mnie jak Anioł Stróż, który całą noc czuwał u boku na twardym szpitalnym krześle. Aby zatrzymać stan zapalny leczono mnie sterydami, to bardzo efektywne leki o wyjątkowo szybkim działaniu ale ich skutki uboczne są ogromne. Patrzyłam, jak każdego dnia moje ciało coraz bardziej się zmienia bo anaboliki mają ogromny wpływ na gospodarkę hormonalną organizmu. Z każdym dniem miałam wrażenie, że coraz mniej przypominam siebie. Puchłam a moja twarz przypominała piłkę, nie poznawały mnie nawet osoby z najbliższego otoczenia. Do szpitala trafiłam jako normalna nastolatka z przeciętną wagą 58 kg, a w ciągu raptem trzech miesięcy przytyłam ok. 20 kg, co było dla mnie chyba najtrudniejsze. Moje ciało pokryło się licznymi rozstępami na brzuchu, udach, rękach, piersiach, kolanach i na zawsze już mnie zmieniły. W tej chwili żyję z chorobą już 8 lat. Każdego dnia marzę o tym, że jeszcze kiedyś bez skrępowania ubiorę dwuczęściowy kostium kąpielowy. Mimo tego, że moje ciało tak bardzo ucierpiało chciałabym, aby każda z kobiet mających podobny problem uwierzyła w to, że można być bardzo szczęśliwym, będąc przy tym tak bardzo niedoskonałym. Są ludzie mający dużo poważniejsze problemy niż rozstępy. Najważniejsze jest życie, zdrowie, to, że możesz pójść o własnych siłach tam, dokąd chcesz, a nie leżysz przykuty do szpitalnego łóżka. Od niedawna zaczęłam również korzystać z masaży i różnych zabiegów kwasami. Wygląd mojej skóry poprawia się, bardzo pomocne okazały się też rozmowy z Panią psycholog, która pomogła mi przez to wszystko przejść. Dziś dziękuję losowi za to, że jestem zdrowa i samodzielna ale przede wszystkim dziękuję moje mamie, bo bez niej by mi się nie udało. Choroba udowodniła mi też czym jest prawdziwa miłość, najpiękniejsze słowa jakie kiedykolwiek usłyszałam: "Córciu, nawet nie wiesz, ile bym dała żeby się z Tobą zamienić, żeby Ci jakoś ulżyć w tym wszystkim". Nie ma chłopaka i nie byłam nigdy w poważnym związku, dlatego nie wiem jak płeć przeciwna reaguje na tego typu zmiany na ciele. Liczę jednak na to, że poznam wkrótce tego jedynego, który pokocha mnie za mój charakter i dobre serce a niedoskonałości na moim ciele potraktuje jako symbol tego, że wiele w życiu przeszłam, dzięki czemu jestem silniejsza."

Jeśli doświadczasz podobnego problemu, nie bój się opowiedzieć o tym w komentarzu. Na blogu jest możliwość wystawiania komentarzy anonimowo. Chcesz, aby Twoja historia została zamieszczona na blogu? Napisz do nas ! p.m.bukowskie@gmail.com
Czuję, że jestem gorsza od innych. Opowieść naszej czytelniczki o zaniżonym poczuciu wartości.

Czuję, że jestem gorsza od innych. Opowieść naszej czytelniczki o zaniżonym poczuciu wartości.

Posty z cyklu "opowieści czytelniczek" bardzo Wam się spodobały a temat braku pewności siebie jest tym, o który najczęściej pytacie. Dzisiejszy wpis to bardzo poruszająca opowieść, w której każdy z nas może odnaleźć cząstkę siebie. Niska samoocena to nie tylko negatywne myśli na temat siebie samego, to ogólne rozgoryczenie, złość i żal do świata. Historia Moniki pokazuje jednak, że można z tym wygrać. Jeśli więc czujesz, że temat może dotyczyć także Ciebie, nie ignoruj tego. Uważnie przeczytaj, ucz się na cudzych błędach i wyciągaj wnioski.

-------------------------------------------------------------------------------------------
Monika, 25 lat, pochodzi ze Słupska.

"Uwielbiałam początek roku szkolnego, plecak i piórnik pachną nowością, książki wyglądają jak na półkach w Empiku a nauczyciele i nowe przedmioty wydają się takie intrygujące. Liceum Ogólnokształcące z oddziałem dwujęzycznym wydawało się świetnym wyborem, mogłam dobrze przygotować się do matury i porządnie nauczyć języka. Miałam 16 lat, kiedy moje problemy z samooceną zaczęły mieć realny wpływ na dokonywane wybory. Już w pierwszym tygodniu szkoły uformowały się w klasie pewne grupki liczące po 4-8 osób. Miałam jedną dobrą koleżankę, siedziałyśmy razem w ławce i razem chodziłyśmy do szkoły, ale ona była akceptowana wśród innych, ja niekoniecznie. Do dziś nie mogę zrozumieć, co tak bardzo nie pasowało im we mnie. Byłam drobną blondynką z błękitnymi oczami, ubierałam się normalnie, dużo uśmiechałam, opowiadałam żarty i byłam miła. Nigdy nie miałam większych problemów z nauką, śmiem nawet powiedzieć, że byłam zdolną uczennicą z dużym potencjałem, zwłaszcza z przedmiotów ścisłych. Mimo to klasa mnie nie lubiła a ja za wszelką cenę próbowałam się innym przypodobać. Dwie uczennice traktowały mnie wyjątkowo podle, nigdy się ze mną nie witały, nie siadały obok w czasie przerwy, często mnie obgadywały. Normalny człowiek w takich sytuacjach odpłaciłby się tym samym, czyli ignorancją, ale nie ja. Na siłę szukałam z nimi kontaktu, specjalnie stawałam obok, próbowałam włączyć się do rozmowy, narzucałam się ze swoją pomocą i towarzystwem. Nie rozumiałam na czym polega różnica między nami ale sądziłam, że to inni są lepsi ode mnie, nigdy na odwrót. Wsparcia od rodziców nie było. Tata nie pracował zawodowo z powodu problemów z kręgosłupem, dorabiał udzielając korepetycji z matematyki, mama była managerem w okolicznym hipermarkecie. To od niej po raz pierwszy usłyszałam, przykre słowa, które wywarły duży wpływ na moją psychikę. Gdy rozlałam zupę mówiła, że jestem taką samą ciamajdą jak ona, kiedy dostałam gorszą ocenę motywowała mnie mówiąc, że skończę jak ona jak się nie wezmę do pracy. Z tatą często się kłócili nie przebierając w słowach i nigdy się nie przepraszali za wypowiedziane wyzwiska. Mama dodatkowo nienawidziła swojej pracy, twierdziła ,że szefowa stosuje wobec nich mobbing a klienci są wyjątkowo podli i wszystkie swoje zawodowe rozterki przynosiła do domu. Starałam się poprawić jej humor robiąc ulubioną szarlotkę albo marchewkowe muffiny. Dziękowała choć komentowała, kiedy ciasto wyszło zbyt suche albo niedokładnie posprzątałam piekarnik. Mama była jak pędząca kolejka górska z kolorowymi wagonikami, jej humor potrafił się zmienić kilka razy w ciągu jednego dnia. Kiedy była szczęśliwa, nie można było wyobrazić sobie lepszego rodzica, ale jak tylko się na coś wściekła przestawała nad sobą panować. W liceum zaczęły się również moje nieudane przygody miłosne. W ciągu trzech lat zauroczyłam się w czterech różnych chłopakach, których z perspektywy czasu określam tym samym typem człowieka. Każdy z nich miał niepełną rodzinę, słabe oceny i niezwykłą łatwość w kłamaniu. Moje relacje rozpadały się jedna po drugiej, ostatni związek tuż przed maturą przeżyłam najmocniej, okazało się, że Damian od kilku miesięcy spotyka się z inną, z Klaudią. Usłyszałam wtedy, że ciągle się o wszystko czepiam a moja figura mu się nie podoba bo mam za szerokie biodra. Bolało.

Na studia wyjechałam do Poznania. Studiowałam handel i marketing na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu. Zmieniłam środowisko, wyjechałam z domu i miałam nadzieję, że w końcu coś się zmieni. Przez chwilę było inaczej ale po pewnym czasie dawne schematy ze szkolnych lat wróciły. Wprowadziłam się do wynajętego mieszkania na Jeżycach, w którym prócz mnie mieszkały jeszcze dwie inne studentki. Były dobrymi koleżankami a ja tą obcą. Układały korzystny dla siebie grafik sprzątania, zajęły największą szafę mnie zostawiając niewielką półkę w przedpokoju, nigdy mnie nie częstowały robiąc obiad a ja za każdym razem oferowałam porcję, kiedy coś przyrządzałam. Pamiętam, że mój dzień sprzątania przypadał zawsze w poniedziałek. Wracałam po weekendzie do mieszkania a w zlewie czekała na mnie sterta garów gromadzonych od kilku dni. Buntowałam się i urządzałam awantury, ale kończyło się to tym, że nie odzywały się do mnie przez kolejne tygodnie. Chyba nie ma nic gorszego niż powrót po ciężkim dniu do domu, w którym czujesz się jak wróg i intruz. Po trzech miesiącach przeprowadziłam się, pomimo korzystnej lokalizacji i ceny poprzedniego mieszkania. Od mamy usłyszałam, że jak zwykle nie umiem się dogadać z równieśnikami a ona musi płacić za to, że jestem nielubiana. Byłam coraz mniej odporna na złośliwości, kąśliwe uwagi i stresujące sytuacje. Powoli stawałam się osobą, której nie lubiłam. Chcąc się przypodobać w grupie, roznosiłam sensacje i opowiastki, bo dziewczyny uwielbiały słuchać plotek. Wszyscy obgadywali więc i ja to robiłam, satysfakcjonowało mnie, że mówi się źle także o innych, nie tylko o mnie. Po powrocie z wykładów czytałam newsy na głupich portalach typu Pudelek, zwłaszcza podłe komentarze internautów. Cieszyły mnie wpadki celebrytów i kompromitujące ich zdjęcia. Swoją zazdrość, frustrację i niepowodzenie w życiu tłumaczyłam sobie tym, że inni na pewno mieli lepszy start, bogatych rodziców, znajomości albo poszli do łóżka z kimś wpływowym. Nieznosiła tego, że koleżanki jeżdżą na narty, do spa albo na sushi, nie lubiłam pięknych kobiet o idealnych sylwetkach i zawsze doszukiwałam się w nich jakichś wad, tylko po to żeby poczuć się lepiej ze sobą. Siedziałam w swoim ciasnym studenckim pokoiku z laptopem na kolanach, obładowana stertą książek przepełnionych marketingowymi treściami, które totalnie mnie nie interesowały i nie widziałam dla siebie perspektyw. Nie miałam pojęcia co chcę robić w życiu, jakiej pracy powinnam szukać i czy w ogóle jest coś, w czym jestem dobra. Nie miałam większej pasji, moim marzeniem było bardziej zjedzenie kolacji w dobrej restauracji lub wyjazd do ciepłych krajów niż przewrotna kariera. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że ja, zwykła szara Monika ze Słupska, mogę mieć własną firmę, zarabiać duże pieniądze, rozwijać się. Wydawało mi się, że to jest zarezerwowane dla innych, przecież ja się nie nadaję. Co może czekać studentkę, która nie wyróżnia się niczym szczególnym, studiuje przeciętny kierunek, którego nawet nie lubi, nie ma oszczędności ani zamożnej rodziny a jej najbliższe plany na przyszłość kończą się na zaliczeniu kolokwium i kupieniu biletu miesięcznego ? W niektóre weekendy dorabiałam jako sprzedawca w kawiarni Starbucks, zarabiałam niewiele ale zawsze miałam parę groszy na swoje potrzeby. Często przyglądałam się z zaciekawieniem uczestnikom śniadań biznesowych, którzy w eleganckich pantofelkach żywo dyskutowali na temat rozwoju nowego projektu.  Kobiety nierzadko były niewiele starsze ode mnie. Zazdrościłam im pomysłu na siebie, jakiegoś celu w życiu, zadbanych paznokci i MacBooka. Po trzech latach studiów, czterech przeprowadzkach i setkach wpisów na Pudelku byłam wciąż w tym samym miejscu. Kręciłam się w kółko, wegetowałam i nic w tym dziwnego, bo nigdy nawet nie podjęłam realnych kroków w celu zmiany swojego życia. Nie wiem, na co liczyłam ... tak naprawdę miałam nadzieję, że wyjadę za granicę, do Norwegii czy Szwecji, tam zarobię jakieś dobre pieniądze, może kogoś poznam i jak za dotknięciem magicznej różdżki, wszystko się odmieni.

O skorzystaniu z pomocy psychologa zdecydowałam tuż po obronie. Byłam w fatalnej kondycji psychicznej, moja pewność siebie, samoakceptacja i poczucie wartości pełzały po ziemi, każdego dnia ginąc pod ciężarem własnych porażek. Praca z psychologiem zajęła mi rok. Był to dla mnie najtrudniejszy rok w życiu, w którym musiałam zmierzyć się ze swoimi własnymi demonami, pogodzić się z dzieciństwem i zaakceptować, że nikt inny tylko ja sama jestem winna większości sytuacji. Trafiłam na wyjątkowego psychologa, który uświadomił mi mechanizmy, o jakich nie miałam pojęcia jako nastolatka. W końcu robię rzeczy tylko dla siebie, nikogo nie chcę uszczęśliwiać. Nie studiuję "dla papierka", żeby rodzice byli zadowoleni, nie zagaduję do ludzi tylko po to, żeby mnie lubili, nie zmuszam się do uśmiechu i nieszczerych wyznań. Czuję, że po raz pierwszy w życiu jestem sobą i w końcu wiem jakim człowiekiem chcę być. Umiem zdefiniować siebie z całym wachlarzem swoich słabości i mocnych stron. Od kilku miesięcy gram na giełdzie. Jak to ? Szara Monika ze Słupska? Odważyłam się, sporo na ten temat czytałam, oglądałam filmy, w końcu spróbowałam. Giełda to trudny temat, ale w końcu robię coś co ma sens, coś w czym jestem dobra. I co najważniejsze- nikomu niczego nie zazdroszczę."

Mam nadzieję, że moja historia pomoże choć jednej osobie zastanowić się nad własnym życiem. 
Pozdrawiam,
Monika.
Metamorphia by Enzzo Barrena.
-------------------------------------------------------------------------------------------------
Poczucie wartości i samoakceptacja przekładają się nie tylko na stosunek Ciebie do siebie samego ale również do innych ludzi. Nikt z nas nie jest z góry skazany na krytyczną samoocenę, jeśli więc czujesz że praca nad sobą jest w stanie pomóc Ci w odnalezieniu szczęścia i spokoju, nie bój się szukać wsparcia. 

Gdzie szukać pomocy? 
Pomocy szukaj w lokalnych gabinetach psychologicznych. Materiały i informacje na temat przykładowych terapii i ceny za wizytę możesz znaleźć na stronach internetowych poniższych placówek:

- PTTPB- Polskie Towarzystwo Terapii Poznawczej i Behavioralnej - niezależne stowarzyszenie naukowe zrzeszające terapeutów pomagających osobom z zaburzeniami psyhicznymi i problemami emocjonalnymi
- Centrum Dobrej Terapii - specjalistyczny ośrodek pomocy psychologicznej, psychoterapeutycznej i psychiatrycznej
- Warszawskie Centrum Psychologiczne
- Dolnośląskie Centrum Psychoterapii


Woda kokosowa, czy warto ją pić?

Woda kokosowa, czy warto ją pić?

Jej cudowny smak i właściwości poznałyśmy stosunkowo niedawno ale już zdążyłyśmy się w niej zakochać. Woda kokosowa! Czym jest, ile kosztuje i dlaczego jest tak popularna? Na te i wiele innych pytań postaramy się odpowiedzieć dzisiejszym wpisem.

Kilka faktów:
1. Woda kokosowa i mleko kokosowe to dwa różne produkty, smakują zupełnie inaczej i mają różny skład, nie należy więc ich mylić.
2. Ma lekko słodkawy smak.
3. Gromadzi się we wnętrzu orzecha kokosowego i jest przezroczystą cieczą pozyskiwaną z jeszcze zielonych kokosów.
3. Smak wody kokosowej różni się w zależności od kraju pochodzenia. Osobiście polecamy wodę z Tajlandii.
4. 500 ml wody kokosowej to koszt w granicach od 6 do 8 zł, można ją znaleźć w większości sklepów spożywczych m.in Żabka, Lidl, Tesco.
5. Skład wody kokosowej jest identyczny jak osocze ludzkiej krwi. Płyn zawarty we wnętrzu orzecha jest idealnie oczyszczony i zasobny w ogrom witamin i minerałów, dzięki czemu w trakcie wojen na Pacyfiku w pierwszej połowie XX wieku żołnierzom przetaczano wodę kokosową.

Dlaczego warto pić wodę kokosową? 
1. Świetnie nawadnia organizm dzięki obecnych w niej elektrolitom. Po intensywnych ćwiczeniach albo w upalny dzień, zamiast po kolorowe napoje pełne chemii, lepiej sięgnąć po wodę kokosową.
2. Ma bardzo mało kalorii, 100 ml to tylko 24 kcal, świetnie więc sprawdzi się dla osób na dietach odchudzających.
3. Zawiera moc potrzebnych witamin jak magnez, potas, wapń, witaminy z grupy B, fosfor.
4. 100 ml wody kokosowej zawiera dwa razy więcej potasu iż dwa banany.
5. Nie zawiera laktozy, glutenu, cholesterolu.
6. Nie zawiera tłuszczu.
7. Idealny napój dla osób w każdym wieku.
8. Zawiera kwas laurynowy, który w organizmie jest przekształcany w monolauryn o właściwościach antybakteryjnych i antywirusowych.
9. Poprawia kondycję skóry, włosów i paznokci.
10. Zawiera bioaktywne enzymy wspomagające metabolizm.

Jeśli nigdy jeszcze nie próbowałeś wody kokosowej to czas najwyższy to zmienić. Albo ją pokochasz i się od niej uzależnisz albo stwierdzisz, że ten specyficzny płyn nie jest dla Ciebie. I pamiętaj, aby zwrócić uwagę na kraj pochodzenia bo od tego będzie zależał jej smak.
Malaga, dzień pierwszy.

Malaga, dzień pierwszy.

Mój pierwszy raz w Hiszpanii! Choć mieszkałam w Portugalii przez rok i wydawać by się mogło, że te dwa państwa są do siebie podobne to według mnie różnice są ogromne w architekturze, zwyczajach, kulturze. Wczoraj około godziny 20.30 wylądowaliśmy w Maladze, lot z Krakowa trwał około 4 godzin. Nasze wakacje potrwają siedem dni, dlatego każdego dnia postaram się wrzucać Wam krótką relację z pobytu na bloga. Malaga położona jest w Andaluzji na wybrzeżu słońca. Ogromny wpływ na charakter miasta miał arabski podbój Hiszpanii zapoczątkowany w VIII wieku,  w wyniku którego muzułmanie opanowali znaczną część Półwyspu Iberyjskiego. Miejska architektura jest tym, co zachwyca w pierwszej kolejności. Barwne fasady kamienic w towarzystwie subtropikalnej roślinności, wąskie uliczki i urokliwe balkony pełne kwiatów są jednym z głównych bohaterów moich fotografii. Plaże ciągną się tu przez 15 km, wszędzie pachnie jedzeniem, zwłaszcza przepysznymi tapasami a gołębie latają w towarzystwie zielonych papug. Ale może zacznę od początku.

Nasz Apartament. Apartamento Carreteria 33.
Nie jestem fanką wakacji all inclusive, cenię sobie wyjazdy na własną rękę, jedzenie obiadów za każdym razem w innym miejscu i funkcjonowanie według własnych zasad a nie tych w góry narzuconych. Przerobiłam obie formy wyjazdów i uważam, że all inclusive często uniemożliwia faktyczne poznanie obcej kuchni i kultury. Zatrzymaliśmy się w apartamencie z wyższym standardem przy Calle Carreteria 33. Znajduje się w stylowej kamienicy i jest w pełni wyposażony, dzięki czemu udało nam się spakować wszystkie potrzebne rzeczy jedynie do bagaży podręcznych. Poza podstawowym wyposażeniem jak ręczniki, środki toaletowe, żelazko, pralka, suszarka czy w pełni wyposażona kuchnia czekał na nas również basen na dachu z widokiem na całą Malagę. Tygodniowy pobyt w apartamencie wyniósł około  1920 zł. Śniadania jemy na miejscu, robimy je sami z hiszpańskich produktów kupionych na targu spożywczym Marcado Central de Atarazanas. Na wyposażeniu mamy też wyciskarkę do soków, dzięki czemu każdego dnia możemy pić pyszne soki z hiszpańskich pomarańczy, które są tu bardzo tanie. 

Targ spożywczy Marcado Central de Atarazanas.
Główny rynek Malagi z XIV wieku, położony w samym jej sercu. Idealnie oddaje specyfikę hiszpańskiej kultury. Mieszają się tu wszystkie możliwe zapachy i smaki, nie radzę więc wybierać się tam na głodniaka bo można zbankrutować :) Malaga przesiąknięta jest kulturą arabską a sama nazwa targu z języka arabskiego oznacza dosłownie "miejsce naprawiania statków". W ciągu całej historii swego istnienia mieściły się tu kolejno klasztor, wojskowe koszary, szpital, szkoła a od 2010 roku, miejsce to stanowi niezwykle ważny punkt handlowy na mapie. Prócz lokalnych rarytasów możecie skosztować tu przepysznych potraw. Obowiązkowy punkt na kulinarnej mapie to paella (potrawa z ryżu z owocami morza, podawana na metalowej patelni z dwoma uchwytami), tapas, czyli przekąski na ciepło lub na zimno, podawane w hiszpańskich barach do napojów, zawsze z chlebem i oliwą w zestawie (grillowane ryby i owoce morza, sardele, smażone warzywa, małe kałamarnice, pikle, oliwki, smażone ziemniaki). Obowiązkowo polecam skosztować tradycyjnego hiszpańskiego napoju alkoholowego Sangrii, czyli połączenia soku, wina i świeżych owoców. Ceny na targu są niskie, jakość produktów świetna a turystów ogrom. Uwaga na rzeczy osobiste, kieszonkowców również nie brakuje!
Tropikalny park, czyli Parque de Malaga.
Cudowna reprezentacyjna aleja powstała pod koniec XIX wieku. Idąc na plażę nie sposób pominąć to niesamowite miejsce pełne tropikalnych roślin z całego świata, fontann, pomników i popiersi. Szczególną atrakcję dla mieszkańców z naszego regionu Europy stanowią przelatujące nad głowami skrzeczące papużki. W oddali widać port, twierdzę murów oraz góry. 

Jak sobie radzić z jesiennym spadkiem motywacji. Sprawdzone sposoby na to, żeby chciało się chcieć.

Jak sobie radzić z jesiennym spadkiem motywacji. Sprawdzone sposoby na to, żeby chciało się chcieć.

Jesień to trudny czas pod każdym względem. Z dnia na dzień robi się chłodno i wietrznie, z szafy wyciągamy grube szaliki a wakacyjne „nicnierobienie” trzeba zamienić na sumienne wykonywanie szkolnych obowiązków. Pamiętam, że jako uczennica gimnazjum czy liceum nie lubiłam tego okresu bo od września do połowy grudnia na nic się nie czeka. Wychodząc rano z domu jest ciemno i zimno, masz sporo szczęścia jeśli akurat nie pada a gęsia skórka towarzyszy nam przez większość dnia. To taki czas, kiedy nie ma w kalendarzu szczególnych wydarzeń. Sylwester, początek wakacji, Gwiazdka, majówka to domena pozostałych miesięcy a jesienią czeka się raczej na ulubiony serial albo gorącą kąpiel po ciężkim dniu niż jakieś spektakularne wydarzenia. Zdjęcia, które wyskakują w wyszukiwarce po wpisaniu hasła „jesień” to klimatyczne obrazki przedstawiające ciepłe swetry, kolorowe liście, dynie, grzyby i jabłka a wszystko to okraszone szarlotką i kubkiem z gorącą herbatą. Bo jesień na zdjęciach to wdzięczny temat ale tę złotą, jaką chcemy sobie wyobrazić, mamy głównie we wrześniu. A co zrobić ze sobą w pozostałe miesiące, gdy złoty kolor zostaje zastąpiony szarym i brązowym? Wraz z końcem września lubią dopaść nas nasze wewnętrzne demony, które odbierają radość z życia i chcą, abyśmy za wszelką cenę czuli się jak ta pogoda za oknem. Ta Netflixowa pogoda nie sprzyja samorozwojowi więc doskonale rozumiemy skąd dziesiątki pytań jakie otrzymujemy, dotyczące tego jak się zebrać w sobie i zacząć działać. Dlatego dziś przygotowałyśmy dla Was krótką listę naszych osobistych porad. Ratują nas w te szare dni i pozwalają zebrać się w sobie.

1. Zmarznięte ciało to nieszczęśliwe ciało. Poczucie komfortu to jeden z ważniejszych elementów zadowolenia, dlatego jesienią stawiamy na wygodę podwójnie. Odpada noszenie spódnic, sukienek, obcasów czy lekkich płaszczy. Musi być ciepło i wygodnie. Pewnie trendsetterki nie byłyby z nas zadowolone ale jesienią stawiamy na bardzo praktyczne rozwiązania bo z doświadczenia wiemy, że zimno pogłębia zdenerwowanie. I choć przychodzi dzień, kiedy chciałoby się założyć sukienkę, botki i lekką skórzaną kurtkę to rzeczywistość jest jaka jest. Na zdjęciu w parku, otoczona bukietem kolorowych liści wyjdziesz przecudownie ale w praktyce przyjdzie Ci biec na tramwaj w deszczu z ciężką torbą na ramieniu. Jeśli więc wiesz, że konkretnego dnia musisz być jak najbardziej produktywna to postaw na wygodę. Ponadto jest mnóstwo praktycznych i stylowych ubrań, jest w czym wybierać.

2. Pogoda Netflixowa. Ochota na tłuste, słone i słodkie jedzenie jest w tym okresie dużo wyższa niż zwykle. Skoro za oknem plucha to najlepszym sposobem na przyjemne spędzanie czasu jest zamówienie pizzy, najlepiej wprost z dostawą do łóżka. Niestety, zła dieta bogata w kalorie a uboga w witaminy i składniki mineralne sprzyja złemu samopoczuciu i demotywacji. Śmieciowe jedzenie pogłębia niską samoocenę, poczucie beznadziejności i podły nastrój jeśli więc czujesz się wyjątkowo bezproduktywnie to paczka chipsów tego nie zmieni. Zadbaj o to, aby Twój dzień dobrze się zaczął. Zjedz odżywcze i zdrowe śniadanie i nad kubkiem kawy przemyśl (nawet pobieżnie) swój dzisiejszy jadłospis. Planowanie posiłków pomoże Ci uniknąć napadów głodu. Skorzystaj z naszych przepisów na smaczne i zdrowe dania, znajdziesz je w zakładce „kitchen”.
Jeśli w trakcie nauki najdzie Cię ochota na słodkie to miej pod ręką słoik z pysznymi fit ciachami albo domowej roboty kulki orzechowe (znajdziesz je w naszej książce Słodko Zdrowe).


Możesz też sięgnąć po gorzką czekoladę. Działa korzystnie na pracę mózgu i ma dobry wpływ na układ krwionośny i serce. Wybieraj tę o wysokiej zawartości kakao.
A taką charakteryzuje się batonik TAK PROSTO z 80% kakao w czekoladzie z suszoną śliwką, który skutecznie zaspokoi ochotę na łakocie..
Baton kosztuje około 3 zł i z pewnością umili Ci późne wieczory spędzone nad książką. Możesz wziąć go ze sobą do szkoły, do pracy czy gdziekolwiek chcesz i z pewnością będzie to o wiele lepszy wybór niż pączek czy drożdżówka.

Dostępny w kilku różnych wariantach smakowych: orzech i kulki zbożowe, żurawina i quinoa oraz śliwka i musli.



3. Rzeczy zapomniane .Piękna pogoda sprawia, że człowiekowi aż się chce ale w tej brzydkiej też można odnaleźć zalety. Jeśli należysz do osób, które chciałyby pochłonąć każdy promień słońca a chwile spędzone w murach są dla nich stracone to nic dziwnego, że aktualny stan rzeczy może przygnębiać. Mała rada: zastanów się nad tym, czego zwykle nie robisz (bo szkoda Ci czasu albo nie chcesz marnować pięknego dnia) i wykorzystaj fakt, że mamy jesień. Każdy z nas ma w domu gry planszowe, gry komputerowe, albumy ze zdjęciami czy puzzle. Zwykle leżą na dnie szafy bo życie ucieka między palcami i jest za krótkie aby znaleźć jeszcze czas na tego typu rozrywkę. Kolejny długi wieczór spędź dla odmiany nad czymś, czego dawno nie robiłeś. Rzeczy zapomniane potrafią dać mnóstwo radości kiedy wraca się do nich po czasie.

4. Coś dla ciała. Dbając o ciało robisz coś również dla swojej duszy. Działa to relaksująco i podnosi samopoczucie dlatego długie i chłodne wieczory to idealny czas na peeling, maskę na włosy czy maseczkę do twarzy. Domowe spa nie tylko pomoże Ci poczuć się piękną ale pomoże się odstresować i przegonić czarne myśli. Dobrym pomysłem będzie też skorzystanie z sauny, łaźni parowej albo groty solnej. W Twoim mieście nie ma takiej możliwości? Nic nie szkodzi. Prywatna wanna w towarzystwie kadzidełek, świec i olejków eterycznych powinna wystarczyć. Włącz nastrojową muzykę, zgaś światło i po prostu się wycisz. Pomaga!

5. Zapisuj. Pamiętasz pamiętniki prowadzone w dzieciństwie? Obiecywałaś sobie, że będzie prowadziła go każdego dnia. W dorosłym życiu to niemożliwe co nie zmienia faktu, że warto mieć swój kalendarz czy notes, będący powiernikiem myśli. Zapisuj w nim swoje plany, ważne daty, zadania dnia codziennego. Dzięki temu będziesz bardziej zorganizowana i gotowa na nowe wyzwania. Prowadzenie takiego kalendarza pomaga w byciu bardziej sumiennym. Wykorzystaj go również do spisywania własnych myśl.


Jesienny powrót do szkoły.

Jesienny powrót do szkoły.

Przez pierwsze kilka dni w nowym roku szkolnym byłam pilną uczennicą. Co wrzesień wmawiałam sobie te same postanowienia: zamierzam sumiennie odrabiać lekcje, dobrze się uczyć i planuję być już grzeczna. Miałam zamiar zrezygnować z symulowania chorób, zamierzałam prowadzić zeszyty i mówiłam sobie, że w tym roku na pewno przeczytam lektury! Będę się pakować dzień wcześniej choćby nie wiem co, nie będę podrabiać zwolnień z wf-u, przyłożę się do języków i zapiszę na korepetycje ZE WSZYSTKIEGO. Każdy miał w klasie taką osobę, której oficjalnie się nie lubiło, choć po cichu każdy próbował uszczknąć z jej `wiedzy` w postaci odpisania zadania, ściągnięcia na sprawdzianie, albo liczyło się na to, że to ona zgłosi się do odpowiedzi. Choć nikt nie chciał nią być to każdemu choć raz przeszła dzika myśl przez głowę: a może i ja zacznę być taki pilny? Patrzysz na jej życie i myślisz sobie `jakie to uczucie mieć same piątki, fory u wszystkich nauczycieli i brak stresu z powodu złych ocen?` Wszelkie próby pozostania NAJLEPSZYM UCZNIEM ŚWIATA zostają obalone po kilku dniach, gdy orientujesz się, że nie masz przez to życia. Więc naukę z chemii porzucasz na rzecz wyjścia na pizzę i kolejny raz liczysz na to, że uda Ci się ściągnąć albo kartkówki nie będzie. Jako ta nastoletnia, krnąbrna dziewczyna miałam często wyrzuty sumienia, w końcu OD TEGO ZALEŻY TWOJA PRZYSZŁOŚĆ. Nie jestem z tego dumna, że wolałam robić metrowe ściągi, których przygotowanie zajmowało mi więcej niż nauka. Zawsze myślałam, że nie zamierzam marnować na to czasu bo i tak do niczego mi się to w życiu nie przyda. Wiedziałam z czego jestem dobra i tego się uczyłam, całą resztę olewałam, z czego również dumna nie jestem. Mówiłam sobie: `po co sobie zaprzątać głowę głupotami skoro dookoła dzieje się życie?`. I wiecie co? Chyba miałam rację. Dziś spotykam tę nastoletnią prymuskę i widzę, że z jej paska na świadectwie i nagrody od burmistrza nie wynika zupełnie nic. Świetlana przyszłość, która tak na nią czekała chyba jednak obrała inny kurs. Zajawki można mieć dwie, trzy, nie da się umieć wszystkiego. Jedyne co mnie ciekawiło od zawsze, to czy nauczyciele bardziej cenią mądrość czy inteligencję?
No i czy widzą gdy się ściąga ;)

Chcesz uzupełnić szafę na jesień? Świetnie się składa ! Skorzystaj z naszego kodu rabatowego a otrzymasz - 40% na koszulki i bluzy i -30% na pozostały asortyment w sklepie American Outlet. Nasz kod to: SIOSTRYBUKOWSKIE 
Wpisz go przy zamówieniu i ciesz się markowi ubraniami w najlepszych cenach.

plecak - American Outlet 409 zł
sweter- American Outlet  349 zł
kurtka- Bershka 199 zł
buty - Nike- 799 zł
spodnie- Superdry 199 zł
czapka- Armani Jeans
Bardzo mało się pocę, czy to normalne?

Bardzo mało się pocę, czy to normalne?

Pewnie większość z Was po przeczytaniu tytułu stwierdzi: nic tylko się cieszyć! Pocenie się jest naturalnym dla naszego ciała zjawiskiem choć wciąż uznawanym za temat wstydliwy. O nadpotliwości mówi się wiele, w końcu plamy pod pachami, krople spływające z czoła czy nieestetyczne ślady na plecach uznawane są za coś obrzydliwego, z czym nie powinniśmy się wychylać. Warto zaznaczyć, że pot sam w sobie jest bezwonny a nieprzyjemny zapach powodują bakterie. Jakiś czas temu jeden z portali plotkarskich opublikował zdjęcia gwiazdy, która podczas ważnego wydarzenia miała na bluzce mokre plamy. Komentarze w stylu: 'ale obleśna', 'fujjjj', 'to jest obrzydliwe' musiały zostać napisane przez ludzi, którzy z pewnością opuścili kilka lekcji biologii w podstawówce. Stres w połączeniu z ciepłem fleszy i reflektorów, tłokiem oraz faktem, że nasza 'obleśna gwiazda' jest odpowiednio nawodniona sprawia, że mokre plamy mogą się pojawić. Na szczęście firmy prześcigają się w tworzeniu coraz to lepszych antyperspirantów, tabletek i sztyftów mających na celu powstrzymanie naszych ludzkich odruchów (co rzecz jasna ma dyskusyjny wpływ na nasze zdrowie i środowisko). Zgodzimy się, że w trakcie spotkania biznesowego, egzaminu czy negocjacji z szefem ludzkie odruchy nie są mile widziane ale trening czy aktywne spędzanie czasu to sytuacje, gdzie pot jest czymś normalnym a nie zawsze tak się dzieje. Dzisiejszego posta zdecydowałyśmy się stworzyć dla wszystkich osób, które pocą się bardzo mało albo wcale. Co to oznacza, czy to normalne i co mówi o naszym organizmie?

Ustalmy kilka faktów.
Termoregulacja skórna ciała pozwala naszemu organizmowi dostosować się do zmiany temperatury otoczenia. Dzieje się tak dzięki temu, że skóra podporządkowana jest pracy naszego mózgu. Ponadto bierze ona aktywny udział w mechanizmach takich jak podgrzewanie i chłodzenie drogą krwi, bierne przewodzenie ciepła przez skórę oraz chłodzenie poprzez pocenie się. Skupmy się na tym ostatnim mechanizmie. Aby organizm pozbył się nadmiaru ciepła musi przetransportować go z wnętrza na zewnątrz. Dlatego też rozszerzają się naczynia krwionośne i zwiększa przepływ krwi niosąc ze sobą ciepło, które nas ogrzewa. Pocenie się chroni przed przegrzaniem oraz udarem cieplnym.

Dlaczego się nie pocę?
Pot umożliwia właściwą termoregulację, czyli zdolność utrzymania optymalnej temperatury ciała. Sprawne działanie gruczołów potowych jest więc bardzo ważne w kwestii prawidłowego funkcjonowania organizmu. A co jeśli się nie pocę? Całkowity brak lub znacząco obniżone wydzielanie potu przez nasz organizm to anhydroza. Pamiętaj jednak, że pocenie się jest kwestią indywidualną. Jeśli więc trenując z przyjaciółką zauważasz, że ona ocieka potem a na Twoim czole pojawiło się raptem kilka kropel nie oznacza wcale, że coś z Tobą nie tak. Kwestia wytrenowania, nawodnienia, ilości gruczołów potowych i konkretnych cech organizmu odgrywa tu istotną rolę ale warto przeanalizować swój przypadek ze specjalistą bo zanik potliwości może nieść za sobą poważne skutki jak np. udar cieplny.

Do zahamowania wydzielania potu może przyczynić się kilka kwestii:
* przebyte choroby prowadzące do uszkodzenia gruczołów potowych lub zaburzenia ich unerwienia (choroby skóry, zaburzona praca tarczycy, cukrzyca, neuropatie, choroby uwarunkowane genetycznie, choroby psychiczne)
* skrajne odwodnienie organizmu
* zaburzony metabolizm

Co mogę z tym zrobić?
Skonsultuj się z dermatologiem i endokrynologiem, jeśli Twoje objawy Cię niepokoją. Warto wykonać szereg badań, przede wszystkim tarczyca i cukier oraz badania hormonalne. Dodatkowo postaraj się dużo lepiej nawadniać. Jedna butelka wody mineralnej zwykłej i jedna butelka wody wysoko zmineralizowanej dziennie znacznie poprawią funkcjonowanie Twojego organizmu.

Dodatkowo, dużym wsparciem może okazać się żel wspomagający wydzielanie potu. Wystarczy zaaplikować go w trakcie treningu smarując powierzchnię ciała warstwą preparatu. Zwiększona produkcja ciepła i potu podczas ćwiczeń przyspieszy osiągnięcie pożądanego efektu. Przed treningiem posmaruj brzuch żelem Sweet Sweat, w talii zaciśnij pas neoprenowy typu sauna a po zakończonym wysiłku przekonasz się, że ilość wylanych potów będzie wielokrotnie wyższa. Żel używany jest przez wielu zawodowych sportowców, między innymi przez Joannę Jędrzejczyk, która zbijając wagę przed walką musi rozprawić się z każdym nadprogramowym gramem tłuszczu. Żel wykonany jest z naturalnych składników może więc być używany bez ograniczeń. Sweet Sweat kosztuje około 110 zł ale jest bardzo wydajny więc spokojnie wystarczy na kilka miesięcy.

Copyright © 2014 siostry bukowskie. , Blogger