Jestem w górach, czyli status niedostępny.

Jestem w górach, czyli status niedostępny.

Nie lubię oglądać wiadomości bo złe informacje mnie przygnębiają a nieszczęście innych (zwłaszcza zwierząt) odbieram bardzo osobiście. Może to ogromna ignorancja z mojej strony a może po prostu mechanizm obronny, ale częściej wolę nie wiedzieć niż przytłaczać się negatywnymi faktami. Mama zawsze mówi, że jestem zbyt wrażliwa jak na życie na tej planecie, chyba ma rację choć cecha ta niejednokrotnie pomogła mi w dokonaniu właściwego wyboru. Jesień to szczególnie melancholijny czas, do świąt jeszcze daleko, lato dawno przeminęło a dzień mieli się z nocą. Jeśli mogłabym mieć wybór, to cały październik i listopad chciałabym spędzić w górach. To chyba jedyne miejsce, gdzie pora roku nie gra roli, gdy jest posępnie to unosi się nad lasem piękna mgła a gdy przejrzyście -  widać najwyższe szczyty. Góry najprawdopodobniej zostały stworzone po to, żeby móc uciec od własnych myśli. Plecak wypełniony ciążącymi wątpliwościami zostawiasz u podnóża szczytu, a gdy z niego schodzisz to problemu już nie ma, w trakcie wędrówki znajdujesz najlepsze rozwiązanie.  W górach można też znaleźć samotność w najpiękniejszym tego słowa znaczeniu, można ze sobą rozmawiać, zachwycać się naturą, chłonąć zapach drzew i zbierać grzyby. To ostatnie bywa szczególnie relaksujące a w tym roku leśne runo okazało się szczególnie płonne (co łatwo zauważyć przeglądając tablicę na Facebooku, każdy szanujący się znajomy obowiązkowo zamieszcza tam fotkę pełnego kosza). Czy to przypadek, że cmentarne święto, deszcz i spadające liście zgromadziły się w tym samym czasie? Są jeszcze moje urodziny w listopadzie ale tu też nie ma się z czego za bardzo cieszyć, w końcu perspektywa nadciągającej trzydziestki potrafi zdrowo zadołować. Pamiętam, że mając osiemnaście lat umyśliłam sobie, że przed trzydziechą będę niczym bohaterka mojego ulubionego serialu: ustawiona finansowo, zawsze dobrze ubrana i popijająca kawkę w najpiękniejszych miejscach świata. Z tych wyobrażeń zostało tylko to ostatnie, z wykreśleniem w najpiękniejszych miejscach świata. Mieszkając razem z moją przyjaciółką w akademiku zawsze po zajęciach włączałyśmy przygody Carrie i nie dopuszczałyśmy do siebie myśli, że życie może okazać się mniej barwne niż najnowsze szpilki od Manolo Blahnika. Jeśli zdarzyło Wam się w ostatnim czasie trochę pomarudzić to głowa do góry, nawet ja, czyli największa optymistka jaką znam, zrzędzę dziś jak ta baba z dowcipów. Zdarza się nawet najbardziej pozytywnym tak więc głowa do góry ! A na poprawę ogólnej formy, zamiast tabletek i syropów polecam las.

W weekend wędrowałam po Babiogórskim Parku Narodowym, polecam na jesienny wypad. Nie ma nic lepszego niż gorąca zupa w schronisku albo kanapka jedzona na przydrożnym kamieniu. Razem z grupą przyjaciół stwierdziliśmy, że ucieczka w góry każdemu z nas dobrze zrobi, spakowaliśmy więc najpotrzebniejsze rzeczy i ruszyliśmy z rana w stronę Babiej Góry. W moim plecaku obowiązkowo znalazły się chusteczki higieniczne, przekąska, ciepła czapka i woda. Bez tej ostatniej nie jestem w stanie funkcjonować i  łapię się na tym, że wypijam ponad 3 litry dziennie. Zwolennikom smaków szczerze mogę polecić Borjomi, jedyną wodę jaką znam, która naturalnie ma smak. Słonawa, nasycona kwasem węglowym i dwutlenkiem azotu świetnie gasi pragnienie i ma dobry wpływ na funkcjonowania całego organizmu. Dodatkowo, woda Borjomi rodzi się w wulkanicznych głębinach Gruzji, pokonuje wiele kilometrów, zanim dotrze do powierzchni ziemi, po drodze wzbogacając się o unikalne minerały, a następnie jest wydobywana ze źródeł doliny Borjomi w sposób najbardziej oszczędny — wydobywana jest tylko taka ilość wody, która odnawia się w sposób naturalny. Jeśli ktoś jeszcze nie próbował to warto. Można ją znaleźć w sklepach Carrefour za około 6 zł.


Prawda o nas samych.

Prawda o nas samych.

Podróżując tramwajem w czasach studenckich obserwowałam kobiety, które mogłyby kupić ten tramwaj ze mną w środku, gdyby tylko zechciały sprzedać swoje buty i torebkę.  Nigdy nie czułam się jedną z tych kobiet, wyłamuję się z kręgu wzdychających do metek i nie czuję zdumienia wobec osób ugruntowujących w ten sposób swoją pozycję społeczną. Znam siebie i wiem, że przy nieograniczonych dochodach nigdy nie byłabym w stanie wydać kilku tysięcy złotych na parę butów, które przy dobrych wiatrach zakładałbym raz do roku. Najpiękniejsze i najmodniejsze rzeczy to w dalszym ciągu kawałek skóry, plastiku lub prestiżu, którego lada chwila nie będzie już gdzie manifestować. Jestem kobietą więc utopijna wizja perfekcyjnego wyglądu kusi mnie jak każdą z nas, staram się jednak świadomie nad nią panować. Im jestem starsza tym bardziej cenię sobie przestrzeń życiową, uczę się racjonalnie zarządzać najmniejszymi kwotami i staram się odróżniać realne potrzeby od tych sztucznie wykreowanych.  Próbuję stawiać na rzeczy wielofunkcyjne i ponadczasowe. To trudne i nie zawsze się udaje, pewnie dlatego cały czas mam w szafie ubrania, których nigdy nie założę ale żal jest mi się ich pozbyć. Rzecz warta jest tyle, ile człowiek jest w stanie za nią zapłacić, niestety za nasz konsumpcjonizm z każdym rokiem płacimy coraz więcej. To nie rewolucja przemysłowa doprowadziła naszą planetę do skraju wycieńczenia, my sami to zrobiliśmy. Ile litrów wody i zanieczyszczeń wytworzyliśmy do stworzenia tych wszystkich niepotrzebnych tshirtów, niewygodnych szpilek, nietrafionych prezentów i kosmetyków w złym odcieniu? Zanim kupisz coś nowego zastanów się, czy naprawdę tego potrzebujesz. Może warto zużyć poprzedni krem do końca, książkę wziąć z biblioteki, sukienkę na jednorazowe wyjście pożyczyć od koleżanki a przy pakowaniu pomidorów zrezygnować z plastikowej siatki? Może warto zastanowić się co dzieje się z tymi wszystkimi opakowaniami jednorazowego użytku, kolekcjami które po zakończeniu sezonu znikają ze sklepowych półek, sprzętami elektronicznymi, które raz do roku wymieniamy na lepszy model ? Może wcale nie potrzebujemy tych wszystkich dupereli, tysięcy produktów żywnościowych w kolorach wściekle tęczowych, batoników i chipsów o każdym możliwym smaku, dziesięciu różnych kostiumów kąpielowych?  Elektryczna szczoteczka do mycia twarzy, interaktywne szachy, kremy i tabletki na nieistniejące przypadłości, przydatny gadżet czy niepotrzebny grat? Jeśli chcesz pomóc planecie możesz walczyć z istniejącymi szkodami albo zminimalizować ich poswatanie. Masz jedno ciało i jedno życie i nie wystarczyłoby Ci czasu, gdybyś chciał teraz zużyć wszystko to, co pragniesz mieć. Życzę sobie samej i Wam wszystkim, żebyśmy zdali sobie w końcu sprawę z tego, że nasza planeta umiera bo zabijamy ją my sami. Nauczymy się zaspokajać realne potrzeby a nie żądze, cokolwiek przydarzy się Ziemi, przytrafi się też człowiekowi. A jak idziesz z psem na spacer to za każdym razem podnieś pięć śmieci, to już bardzo dużo.


Wakacyjne pułapki, przez które możesz stracić swoją figurę.

Wakacyjne pułapki, przez które możesz stracić swoją figurę.

Z czego wynikają nasze wahania wagi w ciągu roku i dlaczego ta trudno jest utrzymać wypracowaną formę? Styczeń to zwykle czas naszych noworocznych decyzji, obiecujemy sobie, że ten rok będzie inny, że uda się zrzucić kilka nadprogramowych kilogramów a przyszłego Sylwestra chciałoby się przywitać w sukience mniejszej o dwa rozmiary. Wiosną wdrażamy ostry plan przygotowawczy, regularnie odwiedzamy siłownię, podejmujemy wszelkie możliwe wyzwania zaczynając od tych bez cukru, kończąc na tych z pięcioma treningami w tygodniu. Na początku idzie bardzo gładko, w końcu robi się ciepło i nie trzeba zmuszać się do wyjścia z domu, poza tym presja na bycie fit jest w tym okresie tak duża, że jesteśmy samonapędzającą się maszyną. Nadchodzą upragnione wakacje. Bikini formą straszą nas już od marca, więc kiedy w końcu nadchodzi ten czas żeby pokazać się na plaży, zalewa nas na Instagramie fala półnagich fotek spod palmy. Wszyscy chcą zostać rozliczeni ze swoich wiosennych przygotowań, poza tym piękna opalenizna i włosy rozjaśnione słońcem sprzyjają instagramowym standardom. Lipiec i sierpień to piękny czas, taki beztroski i oderwany od rzeczywistości. W tych dwóch miesiącach chciałoby się zawrzeć cały sens swojego życia, pozostałe pory roku mogłyby nie istnieć. Niestety, nadchodzi wrzesień. Dnie coraz krótsze, noce coraz chłodniejsze i opalenizna coraz bledsza. Któregoś ciepłego dnia, będącego ostatnim podrygiem lata, wkładasz swoje bikini i już nie leży tak ładnie. Wraz z nadejście pierwszych chłodnych dni zaczynamy ukrywać się pod grubymi swetrami, w grudniu kalorii i procentów się nie liczy a w styczniu znów stajemy na wagę. Oczom ukazuje się ta sama nieszczęsna cyferka z przodu, nie pozostaje nic innego jak wpisać na listę postanowień stare i lubiane hasło pod tytułem: "schudnę do lata". Czy przegapiamy ten moment, kiedy przybywają pierwsze dodatkowe kilogramy czy po prostu nasz organizm jest tak skonstruowany, że zimą zawsze ważymy więcej? Obie te odpowiedzi są poprawne jednak według badań, które ostatnio analizowałam, łańcuch przybierania na wadze zaczyna się pod koniec wakacji. Dlaczego to właśnie latem zaczynamy tyć i jak się ustrzec przed wakacyjnymi pułapkami dietetycznymi? W dzisiejszym wpisie postaram się ustrzec Was przed najczęściej popełnianymi błędami żywieniowymi w trakcie lata,.

BŁĄD NUMER 1 
Wyjeżdżasz na długo wyczekiwane wakacje nad morze i wszystkie dotychczasowe zasady przestają obowiązywać. Oczywiście to żaden grzech spędzić upragniony urlop bez jakichkolwiek zakazów i obostrzeń, niestety dwutygodniowa laba to pierwszy punkt zapalny. Wakacje są od tego, żeby odpocząć, zresetować się, zapomnieć o stresie, dietach, pracy i obowiązkach. Na urlopie nie liczymy kalorii, procentów ani nadprogramowych kilogramów. Gorzej po powrocie. Nie chodzi o to, żeby sobie odmawiać, bo każdy z nas potrzebuje odskoczni od rzeczywistości. Z doświadczenia jednak wiem, że ospałe wakacje z brzuchem bolącym od przejedzenia nie są takie przyjemne. Według statystyk Polak na wakacjach zjada dwukrotną dawkę swojej normy kalorycznej. Potrafimy przytyć nawet 3 kg w ciągu jednego pobytu. Nie oszukujmy się, jesteśmy troszkę pazerni, poza tym wszystko takie pyszne, egzotyczne i wliczone w cenę! Trzeba korzystać ale z głową.

DOBRA RADA 
Jak nie przytyć na wakacjach all inclusive?
1. Zaczynaj od potrawy na ciepło, szybciej się nasycisz.
2. Żuj powoli.
3. Chcesz spróbować wszystkiego? Nałóż na duży talerz po łyżce stołowej każdej z potraw. Postaw talerz na środku stołu i pozwól swoim towarzyszom smakować razem z Tobą. Z pewnością nie wszystkie specjały będą w Twoim guście, więc bardzo szybko zaspokoisz swoją kulinarną ciekawość.
4. Siadaj jak najdalej od bufetu, najlepiej na zewnątrz. Mniej bodźców w postaci zapachu będzie do Ciebie docierało. Poza tym dokładka będzie się wiązała z przemaszerowaniem przez całą restaurację a wiadomo- na wakacjach jesteśmy leniwi.
5. Posiłek nakładaj na jak najmniejszy talerz. Najlepiej wybieraj te od przystawek. Im większy talerz weźmiesz tym więcej nałożysz i zjesz.
6. Przyprawiaj papryczką chili lub pieprzem. Ostre dania jemy wolniej i w mniejszych ilościach.
7. Deser? Zamiast kawałka czekoladowego ciasta  wybierz owocową sałatkę, sorbet lodowy albo koktajl.
8. Alkohol to nieodłączna część odpoczynku. Nie trzeba z niego rezygnować. Wybieraj drinki na bazie naturalnych soków i wody gazowanej zamiast słodzonych napojów typu cola, sprite.
9. Najmniej kaloryczny drink? Mojito i Cosmopolitan.
10. Zamiast piwa z sokiem albo likieru pij wino.
11. Wybieraj wina półwytrawne i wytrawne zamiast słodkich typu sherry.
12. Najmniej kaloryczny alkohol to Gin i Whisky, najbardziej kaloryczne jest piwo ciemne pełne, koniak i słodki wermut typu Martini.
13.Co na plażę? Zamiast paczki chipsów czy drożdżówki weź ze sobą batonik zbożowy, paczkę orzechów lub migdałów, borówki, maliny, małe marchewki albo banana.
14. Pamiętaj o wodzie. Pij nawet wtedy, gdy nie jesteś spragniony.
15. Masz ochotę na fast fooda? Pizza, hot-dog, zapiekanka, frytki? Zjedz je w porze obiadowej zamiast na kolację.
16. Zamiast sosów majonezowych i dipów wybieraj ketchup, sos tzatziki lub musztardę.
17. Zamiast panierowanych mięs i ryb smażonych w głębokim tłuszczu wybierz mięso z grilla.
18. Zamiast gofra z bitą śmietaną wybierz mlecznego loda.
19. Zrezygnuj z posypek do lodów, słodkich polew i polew zastygających.
20. Frytki zastąp pieczonymi ziemniakami

BŁĄD NUMER 2
Lato to czas kiedy się cieszymy, bawimy i pijemy. Z badań wynika że w okresie wakacji przeciętny polak co drugi dzień spożywa napój alkoholowy. Uwielbiamy schłodzone piwa smakowe, koktajle na bazie soków owocowych i kolorowe drinki. Wakacje typu all inclusive z barem otwartym przez całą dobę są już swego rodzaju standardem wypoczynku. Niestety, alkohol jest kaloryczny, pobudza apetyt, spowalnia metabolizm, sprzyja utracie samokontroli. Efekt? Widoczny gołym okiem w postaci oponki na brzuchu. Jakie są sposoby na to, żeby pić alkoholu jak najmniej albo wcale?

DOBRA RADA
1. Wybierz wytrawne wino, jest najmniej kaloryczne i dostarcza sporo cennych przeciwutleniaczy.
2. Zadbaj o odpowiednie nawodnienie w ciągu dnia. Odwodnienie i niedobór składników mineralnych są przyczyną tego, że dzień po spożyciu alkoholu towarzyszy nam ból głowy, suchość w ustach i podły humor. Ponadto organizm rekompensuje sobie straty zatrzymując płyny w organizmie, stąd opuchlizna i wyższa waga. Odpowiednie nawodnienie jest kluczem nie tylko do zoptymalizowania skutków wypicia alkoholu ale przede wszystkim do pięknej sylwetki, zdrowia i dobrego samopoczucia Jaką wodę najlepiej wybierać? Najlepiej wzbogaconą o minerały. Naszym ulubieńcem jest w tej kwestii naturalna woda pochodzenia wulkanicznego Borjomi, w której tworzeniu uczestniczą wody głębinowe nasycone minerałami, świeże, słodkie i niskozmineralizowane. Zaliczana jest do jednej z najbardziej wyrafinowanych wód świata, pochodzi z Gruzji, ma wyjątkowe walory smakowe i świetny skład chemiczny. Możesz ją znaleźć w sklepach takich jak Careffour i Tesco za około 6-7 zł.
3. Nie podjadaj podczas picia. Przed planowanym spożyciem alkoholu zjedz pełnowartościowy posiłek, dzięki czemu unikniesz sięgania po tłuste i słone przekąski.
4. Złotą zasadą jest umiar. Sięgając po lampkę wina dla towarzystwa co 2-3 tygodnie nie zaprzepaścisz swojego zdrowia i figury. Jeśli jednak jesteś na dwutygodniowych wakacjach, gdzie alkohol serwujesz sobie codziennie, skutki mogą być smutne. Nie bój się odmawiać, ćwicz swoją silną wolę i naucz się decydować o tym, co jest dla Ciebie najlepsze.

BŁĄD NUMER 3 
Urlop od wszystkiego. Wakacje traktujemy jak czas, kiedy odkładamy na bok wszystkie nasze obowiązki i reguły. Regularne treningi i wizyty na siłowni również odchodzą w zapomnienie, w końcu należy nam się solidny wypoczynek. Wejście w tryb odpoczynku utożsamiamy z leżakiem i piwkiem i nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt, że chcąc wrócić do wcześniejszej formy należałoby po powrocie podkręcić śrubkę. Powrót do rzeczywistości bywa jednak trudny i bolesny, zwykle potrzebujemy kolejnych dwóch tygodni na to, żeby się odkręcić i przestawić na tryb "praca". Jak więc wypoczywać, aby nie zaprzepaścić dotychczasowych starań i nie zapoczątkować lawiny braku motywacji?

DOBRA RADA
1. W trakcie wypoczynku pamiętaj o tym, że podstawą dobrego samopoczucia jest dotleniony mózg. Niezależnie od tego dokąd się wybierasz posatw zwiedzanie. Wytarczy 10 km dziennie.
2. Na terenie Twojego hotelu dostępna jest siłownia albo sauna? Parę minut dziennie wystarczy, aby Twoje mięśnie nie wypadły z obiegu. 15 minut treningu przed śniadaniem skutecznie podkręci Twój metabolizm
3.  Całkowity odpoczynek od ruchu paradoksalnie uczyni Cię jeszcze bardziej zęczonym i zasiedzonym. Miej to na uwadze, kiedy kolejnym razem stwierdzisz, że czegoś Ci się nie chce.
4. Wczasowiczów można podzielić na dwie grupy. Do pierwszej z nich zaliczają się ludzie, którzy mogą wszystko bo są na wakacjach. Cały rok z utęsknieniem czekają na te jedyne dwa tygodnie, kiedy mogą 'odpiąć pasy bezpieczeństwa' i robią wszystko to, na co nie pozwoliliby sobie w dni powszednie. Druga grupa turystów to ludzie, którzy wypoczywają z poszanowaniem swoich dotychczasowych reguł. Z badań dotyczących poziomu szczęścia ludzi wypoczywającaych na wakacjach wynika, że ci pierwsi znacznie częściej się kłócą, po powrocie deklarują dużo większe zmęczenie, doświadczają niemiłych sytuacji w tracie pobytu i przywożą dużo więcej centymetrów w obwodzie niż osoby, które do swojego wypoczynku podchodzą bardziej racjonalnie. Jeśli więc chcesz cieszyć się relaksem psychicznym i fizycznym jeszcze długo po powrocie, odpoczywaj z głową.





Fit Kinder Bueno White bez pieczenia.

Fit Kinder Bueno White bez pieczenia.

Zdecydowanie jedna z najpyszniejszych słodyczy dostępnych na rynku, mowa o Kinder Bueno White ! Niepowtarzalny smak i niestety masa cukru i pustych kalorii. Dlatego dziś przybywamy do Was ze zdrowym zamiennikiem, który skutecznie imituje smak Bueno. Jeśli nie radzisz sobie z ochotą na słodkie, takie fit zamienniki pozwolą Ci zwalczyć zachcianki. Do dzieła !

Czego potrzebujemy?
spód:
- 150 g daktyl
- 1 łyżka oleju kokosowego
- 1 łyżka miodu
- 2 łyżki kakao
- 1/2 szklanki mąki kokosowej
warstwa biała:
- 250 g serka mascarpone
- 100 g serka ricotta
- łyżka masła orzechowego kremowego
- płaska łyżka żelatyny + 50 ml mleka
- 4 łyżki ksylitolu
warstwa czekoladowa:
- 100 g serka mascarpone
- 4 kostki gorzkiej czekolady
- łyżka ksylitolu
na samą górę:
- słodkie kakao do oprószenia
- kilka kostek Kinder Bueno White do ozdoby

Jak to zrobić?
1. Przygotuj spód: daktyle drobno pokrój i zalej wrzątkiem. Odstaw na pół godziny. Po upływie tego czasu odlej wodę. Wymieszaj daktyle z pozostałymi składnikami. Całość zblenduj a powstałą masą wyłóż spód formy. Wstaw do lodówki.
2. Przygotuj warstwę białą: mleko z ksylitolem podgrzej na małym ogniu (nie gotuj), rozpuść w nim żelatynę cały czas mieszając. Powstałą mieszankę dokładniej zmiksuj z pozostałymi składnikami na białą warstwę. Całość wylej na spód i wstaw do lodówki.
3. Przygotuj warstwę czekoladową: czekoladę i ksylitol rozpuść w kąpieli wodnej i wymieszaj z serkiem. Całość wylej na schłodzoną warstwę białą.
4. Na koniec oprósz placek kakao przy użyciu sitka i ozdób kawałkami Kinder Bueno.
5. Ciasto wstaw na całą noc do lodówki.
Tradycyjny paprykarz szczeciński domowej roboty.

Tradycyjny paprykarz szczeciński domowej roboty.

Jako dziewczyny urodzone na pomorzu smak szczecińskiego paprykarza już zawsze będziemy kojarzyły z domem. Powstał w połowie lat 60. XX w. jako pomysł na zagospodarowanie odpadów po wykrawaniu kostki rybnej z zamrożonych ryb. Pierwsze puszki paprykarza zeszły z taśmy produkcyjnej w 1967 r i były eksportowane do 32 krajów.  Obecnie paprykarz szczeciński nie jest produkowany w Szczecinie. Ponieważ nazwa „paprykarz szczeciński” nie była zastrzeżona, podobne wyroby rybne pod tą nazwą produkuje wiele różnych firm na terenie kraju. Krótka lekcja historii za nami, tera przejdźmy do wykonania. Prosty, szybki, smaczny i sycący, nie ma sobie równych w starciu ze sklepowymi wersjami. Przed Państwem przepis na domowej roboty paprykarz szczeciński.

Czego potrzebujemy?
- jedna duża wędzona makrela lub pstrąg
- 5 łyżek koncentratu pomidorowego
- pół woreczka ryżu
- 5 łyżek ketchupu pikantnego dobrej jakości (my wykorzystałyśmy nasz ketchup domowej roboty, przepis tutaj ---> klik!)
- łyżeczka słodkiej papryki
- łyżeczka ostrej papryki
- łyżeczka cukru
- łyżeczka soli
- łyżeczka pieprzu
- pół łyżeczki mielonego ziela angielskiego
- 7 łyżek oleju rzepakowego nierafinowanego
- 2 marchewki
- 2 cebule
- 3 ząbki czosnku

Jak to zrobić?
1. Ryż ugotuj według przepisu na opakowaniu.
2. Cebule obierz i pokrój w drobną kostkę.
3. Marchew umyj, obierz i zetrzyj na tarce z drobnym okiem.
4. Na trzech rozgrzanych łyżkach oleju podsmaż cebulę i przeciśnięty przez praskę czosnek Dodaj marchew oraz oddzieloną od ości rybę. UWAGA - rybę obieraj bardzo dokładnie, fragmenty ości mogą wyrządzić duże szkody w przypadku połknięcia. Całość podsmażaj na małym ogniu około 5 minut, ryba powinna zacząć się rozpadać.
5. Do powstałej masy dodaj pozostałe składniki na paprykarz. Wszystko dokładnie wymierzaj i smaż na małym ogniu jeszcze 5 minut.
6. Jeśli masa okaże się zbyt sucha, możesz dodać więcej ketchupu lub oleju.
7. Gotowy paprykarz odstaw do wystudzenia. Podawaj ze świeżym pieczywem i ogórkiem konserwowym.



Drożdżówki bezglutenowe z jagodami.

Drożdżówki bezglutenowe z jagodami.

Uwielbiamy jagody w każdej postaci. Swój słoik kupiłyśmy na drodze pod lasem i szczerze przyznamy, że to jedne z najsmaczniejszych, jakie jadłam. Jagodzianki chodzą za mną od dawna, niestety te tradycyjne odpadają ponieważ od jakiegoś czasu unikam glutenu, laktozy i cukru (problemy z cerą znów wróciły więc niezbędne jest zastosowanie odpowiedniej dietoterapii). Troszkę kombinowałam, pierwsze mieszanki wylądowały w śmietniku ale w końcu udało mi się stworzyć zjadliwe, bezglutenowe łakocie. Z pozostałych jagód przygotowałam koktajl z bananem na mleku roślinnym. Jeśli brakuje Wam pomysłów na umilenie sobie letniego poranka, polecam skorzystać z przepisu.

Czego potrzebujemy?
- 500 g świeżych jagód
- 250 g mąki kukurydzianej
- 150 g mąki ziemniaczanej
- 50 g mąki kokosowej
- 50 g świeżych drożdży
- 400 ml mleka roślinnego
- 80 ml oleju kokosowego
- 100 g ksylitolu
- szczypta soli himalajskiej

Polewa:
- 80 g ksylitolu
- 1/3 szklanki mleka roślinnego
- sok wyciśnięty z całej cytryny

Jak to zrobić?
1. Piekarnik rozgrzej do 180 st. C.
2. Mleko podgrzej na małym ogniu. Dodaj ksylitol, drożdże, sól, olej i dokładnie wymieszaj.
3. Do powstałego płynu dodaj wszystkie rodzaje mąki i dokładnie wymieszaj.
4. Wyrobione ciasto odstaw w ciepłe i suche miejsce do wyrośnięcia na 30 minut. Przykryj bawełnianą suchą szmatka.
5. Z powstałego ciasta odrywaj kawałki i kształtuj je na dość grube placki. W środku ułóż jagody, zlep i kulaj do osiągnięcia bułeczki. Z góry posyp jagodami dla ozdoby.
6. Powstałe bułeczki ułóż na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.
7. Powstałe jagodzianki polej polewą, powstałą z wymieszania wszystkich składników na polewę.
8. Wstaw do piekarnika na pół godziny.
9. Przed podaniem dokładnie wystudź.


Malinowy sernik na zimno.

Malinowy sernik na zimno.

Lato to idealny czas dla wszystkich fanów malin. Są tanie, łatwo dostępne i przepyszne ! Koniecznie zajdź do warzywniaka wracając jutro z pracy i wypróbuj nasz sposób na sernik na zimno.

Czego potrzebujemy?
spód:
- 4 opakowania herbatników typu Petit Beurre
- 100 roztopionego masła
warstwa różowa:
- dowolna ilość świeżych malin
- 2 opakowania serka homogenizowanego
- 2 opakowania galaretki malinowej bez cukru
- 4 łyżki ksylitolu
warstwa biała:
- opakowanie serka mascarpone
- 200 ml jogurtu greckiego
- opakowanie przezroczystej galaretki bez cukru
- 4 łyżki ksylitolu
na górę:
- 2 opakowania galaretki malinowej bez cukru
- 2 łyżki ksylitolu
- maliny do ozdoby

Jak to zrobić?
1. Wykonaj spód: ciastka dokładnie pokrusz, dodaj rozpuszczone masło. Całość dokładnie wymieszaj i wygnieć dno blachy ( u nas blacha 40 x 25 cm)
2. Warstwa różowa: świeże maliny zblenduj z serkiem homogenizowany. Dwie galaretki malinowe rozpuść w dwóch szklankach bardzo gorącej wody, dodaj ksylitol. Uwaga, woda do rozpuszczenia galaretek nie morze być wrząca. Gdy galaretki ostygną dodaj je do masy z serkiem i malinami. Całość dokładnie wymieszaj i wstaw do lodówki na 15 minut. Gdy masa zacznie delikatnie zastygać wylej ją na spód. Różową masę możesz dodatkowo posypać świeżymi malinami. Całość wstaw do lodówki.
3. Warstwa biała: serek mascarpone wymieszaj z jogurtem greckim. Przezroczystą galaretkę rozpuść w szklance gorącej wody, dodaj ksylitol. Gdy galaretka ostygnie dodaj ją do masy serowo- jogurtowej i dokładnie wymieszaj. Dokładnie wymieszaną białą warstwę wstaw do lodówki na 15 minut. Tężejącą białą warstwę wylej na warstwę różową. Całość wstaw do lodówki na godzinę.
4. Góra: na koniec rozpuść w dwóch szklankach gorącej wody dwie malinowe galaretki, dodaj ksylitol. Odstaw do ostygnięcia na 15 minut a gdy galaretka zacznie tężeć, wylej ją na górę sernika. Posyp malinami. Ciasto wstaw do lodówki na całą noc.



Copyright © 2014 siostry bukowskie. , Blogger