Jeśli coś jest głupie ale działa, to nie jest głupie.

Jedną z najbardziej znienawidzonych przeze mnie rad ze strony internetowych trenerów mentalnych czy innych nauczycieli życia jest zalecenie brzmiące: „Wprowadź radykalne zmiany w swoim życiu!". Nie wiem, jak bardzo trzeba nie znać się na ludzkiej naturze aby wierzyć, że odcięcie „narkotyku” poprzez amputację to świetny pomysł. Z pewnością funkcjonują gdzieś ludzie o szalenie mocnej osobowości i silnej woli, jednak większość z nas wraca do toksycznych byłych, cierpi z powodu efektu jojo, nawracającej depresji czy życiowego nieporządku. Moje zalecenie to wprowadzanie stopniowych zmian i sporo mi zajęło pogodzenie się z faktem, że nie należę do pożądanej przez społeczeństwo grupy, która powie sobie „stop” i po prostu przestaje. Gdy uczyłam się zjężdżać z górki na rolkach, to nie puszczałam się ze szczytu "na krechę”, tylko stopniowo obniżałam wysokość. Kiedy wiedziałam, że dana relacja jest toxic, sukcesywnie zwiększałam dystans. Gdy nie umiałam odmówić sobie alko na studiach, to zamiast dwóch drinków, wypijałam jednego. Stopniowe wygłuszanie bodźców nie skazuje nas na taki stres, daje czas do przyzwyczajenia się do sytuacji i zaakceptowania jej. Nie umiem działać pod presją, nawet jeśli narzucam ją sobie sama, dlatego obiecując sobie „już mu nigdy więcej nie odpiszę” łapałam się na tym, że co chwilę sprawdzałam telefon z nadzieją, że może przyszła ta niechciana wiadomość. Żałosne, wiem. Myślę, że każdy ma po prostu własne tempo zmian a najważniejsze jest to, aby były to zmiany na stałe, a nie tylko na moment. To tylko taka moja filozofia, ale dzielę się nią, bo może takich mnie jest trochę więcej. U mnie rzeczy nie dzieją się z dnia na dzień, ale się dzieją. Akceptuję to, że jestem wolna, ale lubię fakt, że w ten sposób unikam stresu. A najważniejszym filarem zdrowia jest minimalizowanie źródła stresu. Jeśli więc coś jest głupie ale działa, to nie jest głupie.

Supermoce.

Ciężko jest dbać o ciało, mając zmącony umysł. Dziś więc trochę o tym drugim. Cechy charakteru, które przejawiamy jako osoby dorosłe wynikają zazwyczaj z tego, czego doświadczaliśmy w dzieciństwie. Jeśli tata mówi Ci, że woda to nic strasznego i uczy Cię pływać- wierzysz. Jeśli mama uczy Cię szacunku do zwierząt- kochasz je. A jeśli za dzieciaka nieustannie słyszysz, że inni są lepsi, jesteś za słaby, znów dostałeś dwójkę, bo Ty to jak zwykle, bo inni tacy a Ty taki, bo Ty jesteś niezdarą po mamusi i nieukiem po tatusiu- wierzysz. Rodzice przekazują nam supermoce albo przekonania dysfunkcyjne i ciężko jest ich za to winić, w końcu sami też mają swoją własną historię. Warto jednak pamiętać, że w momentach kiedy czujesz się ze sobą źle, wydaje Ci się, że jesteś niewystarczający, za głupi, za gruby, za biedny, sam nie wiesz czego chcesz, kręcisz się w kółko i nie rozwijasz, podczas gdy wszyscy Twoi znajomi już są daleko przed Tobą to tak naprawdę wzmacniasz tylko prawdy, które ktoś kiedyś Ci ofiarował. Nikt z nas nie myśli o sobie źle bez wcześniej zasianego ziarna niepewności. To, co podpowiada Ci rozum jest wypadkową pozbieranych po drodze doświadczeń i nie zawsze jest prawdą. Rozum też kłamie a pielęgnowanie toksycznych przekonań to zaciskanie pętli na swojej pewności siebie i przyczynianie się do stanów depresyjnych. Nad zdrowiem psychicznym pracuje się tak samo jak nad ciałem, stopniowo, regularnie i z ogromną wyrozumiałością wobec własnej historii. Pamiętaj o tym następnym razem, kiedy znów uznasz się za zbyt mało wartościową osobę jak na dzisiejsze, chore czasy.

Wzorowa uczennica.

Szkoła wypuszcza uczniów w świat z ogromnym apetytem na życie i każdemu z nas wydaje się wówczas, że najlepsze dopiero przed nim. I słusznie. Marzymy o karierze, podróżach za wielką wodę i wypasionej chacie a trójka na szynach z testu o budowie komórki eukariotycznej wydaje się nie mieć żadnego znaczenia. Bo nie ma. Jako dziewiętnastolatka mogłabym przypuszczać, że piątkowe uczennice i laureatki szkolnych konkursów ruszą na Uniwersytet Harvarda, będą pracowały przy szczepionce na Covid albo chociaż poprowadzą Koło Fortuny za publiczne pieniądze. Bo tak się właśnie rysuje synonim sukcesu w głowie nastolatka. Tymczasem nic z powyższych się nie wydarza. I nie dlatego, że piątkowe uczennice nie są wystarczająco dobre, po prostu ich miejsce zajmują te trójkowe. Bo w szkole zapomnieli nauczyć nas, że tak naprawdę to nic nam się nie należy, czerwony pasek nie gwarantuje przyszłości, a w życiu można godnie żyć niezależnie od tego, czy ściągasz na kartkówce o wydalaniu i osmoregulacji. Nie jest to sprawiedliwe i wolałabym, żeby życie skonstruowano tak, że tylko ciężka praca gwarantuje Ci pewien standard. Byłoby to z pewnością łatwiejsze do zaakceptowania a porażka lżejsza do przełknięcia. Mieliśmy w liceum nauczyciela, który uwielbiał rzucać tekstem „jak się nie będziesz uczyć, to skończysz kopiąc rowy !". To było ponad dziesięć lat temu, więc wtedy taka poprawność polityczna nie istniała (całe szczęście). Jako trzydziestolatka nie zgadzam się z nim kompletnie. Wcale nie dlatego, że można skończyć kopiąc rowy niezależnie od stopnia za odmianę przez przypadki, ale dlatego, że posiadanie pewnej, konkretnej pracy to w dzisiejszych czasach luksus. Bo to życie odmienia nas przez przypadki, jest nieprzewidywalne, niesprawiedliwe i nie tak barwne jak wtedy, gdy tańczysz na połowinkach w rytm Bad Romance Lady Gagi. W tej całej niesprawiedliwości jest jednak jeden plus, w każdym momencie szala może się przechylić. Jedyne co trzeba robić, to codziennie się o to starać. Dlatego czasem lepiej jest mieć trójki, bo piątka rozleniwia, a trójka uczy kombinować.

Dlaczego zawsze mi się wydaje, że jestem niewystarczająco dobry ?

Nie powinno się diagnozować samych siebie, pokuszę się nawet o stwierdzenie, że robienie tego w stosunku do siebie nijak się ma do obiektywizmu. Mimo to zrobię to bo uważam, że ja z dawnych lat to już nie jest ta sama osoba, która aktualnie pisze te słowa. Osobę tamtą i tę łączy jednak w dalszym ciągu ta sama przypadłość, a mianowicie zawsze mi się wydaje, że jestem niewystarczająco dobra. Niełatwo się funkcjonuje, kiedy sam siebie sabotujesz na każdym kroku. Tu nie chodzi wcale o kompleksy, też je mam, ale to nie to. Chodzi o to, że cały czas żyjesz w przekonaniu, że czas działa na Twoją korzyść i potrzebujesz go więcej, żeby w końcu zdecydować się na pewne kroki. Życie w przeświadczeniu, że najlepsze jeszcze przed Tobą jest tak samo motywujące jak i wyniszczające, bo nie pozwala czerpać pełną piersią z tego, co tu i teraz. Zauważyłam, że my, Polacy, uwielbiamy odpowiadać na każde pytanie " aaa, jeszcze zobaczymy jak to będzie" (oczywiście z odpowiednim wytchnieniem). To takie nasze narodowe słowa obronne, każące rozmówcy przypuszczać, że być może prowadzą właśnie dialog z przyszłym producentem ropy naftowej w Arabii Saudyjskiej. Z jednej strony chcesz wierzyć, że najlepsze jeszcze przed Tobą a z drugiej ciągle masz wrażenie, że jesteś niewystarczająco dobry. Obie te cechy niejako wzajemnie się wykluczają, ale ludzka natura chyba taka bywa: sprzeczna i sabotująca swoje własne pomysły. Dlatego wraz z Nowym Rokiem życzę nam wszystkim, żebyśmy sami dla siebie byli któregoś dnia wystarczający. Kiedyś wstanę rano i powiem sobie: " to ja, już nic więcej z tego nie wycisnę", ale jeszcze nie dziś !
Zdjęcia wykonano w https://www.apartamentyskisun.pl/

Fil Milka Chco Snack.

Właściwie to nie taka fit, bo w przepisie wykorzystałam czekoladę Milka, która fit zdecydowanie nie jest. Ale ciężkie czasy nastały, trzeba sobie jakoś życie umilać i mam nadzieję, że mi to wybaczycie. Poza tym największym fit freakom polecam zastąpienie jej gorzką wersją. Ja, póki co, nie liczę kalorii i modlę się, aby z najbliższych dni wyjść bez depresji albo jakiegoś załamania nerwowego. Powyższy przysmak idealnie się sprawdza w roli lekarstwa. Nawet nie samo jedzenie, co przygotowywanie. Polecam takie antydepresanty.

Czego potrzebujemy?
spód: 
- 8 łyżek mąki kokosowej
- 2 łyżki ksylitolu
- 4 łyżki oleju kokosowego
- 4 łyżki masła orzechowego
- 4 łyżki jogurtu greckiego
biała masa: 
- 250 g serka mascarpone
- 250 g serka ricotta
- 200 g jogurtu greckiego
- woreczek ugotowanej kaszy jaglanej
- 6 łyżek ksylitolu
- dwie płaskie łyżeczki żelatyny + 50 ml mleka
masa czekoladowa:
- dwie tabliczki mlecznej czekolady milka
- łyżka mleczka kokosowego (część biała, stała)

Jak to zrobić?
1. Przygotuj spód. Wszystkie składniki na spód przełóż do dużej miski i dokładnie połącz. Wyklej powstałą masą dno tortownicy. U nas średnica ok. 24 cm. Wstaw do lodówki.
2. Przygotuj białą masę. Żelatynę rozpuść w podgrzanym na małym ogniu mleku. Mieszaj tak długo, aż żelatyna całkowicie się rozpuści, nie może być grudek. Pozostałe składniki na białą masę dokładnie wymieszaj w dużej misce, dodaj roztwór z żelatyny. Całość blenduj tak długo, aż masa będzie bardzo gładka (nie może być kawałków kaszy). Jeśli wyda Ci się zbyt mało słodka, możesz dodać więcej ksylitolu. Powstałą masę przelej na wyklejony spód. Wstaw do lodówki na pół godziny.
3. Przygotuj masę czekoladową. Gdy ciacho delikatnie stężeje z góry, możesz zacząć przygotowywać czekoladową masę. Jeśli jednak biała masa wciąż jest w stanie płynnym, odstaw do lodówki i poczekaj jeszcze trochę, w przeciwnym razie masa czekoladowa nie utrzyma się. W rondelku na małym ogniu rozpuść mleczko kokosowe, dodaj połamaną w kostki czekoladę i rozpuść ją, cały czas mieszając. Gdy czekolada przestygnie, wylej ją na górę ciasta.
4. Całość wstaw do lodówki na całą noc.



Proteinowa jaglanka z musem bananowo - cytrynowym.

Ostatnio mamy sporo wolnego czasu. Właściwie to narzekamy wręcz, że nie wiemy co ze sobą zrobić ! W tygodniu "zwykłym" zazwyczaj poranki wyglądają tak, że walczy się rano o każdą minutę, ale ostatnio bywa wręcz odwrotnie. Zacznij pozytywnie i pożywnie dzień i zamiast klasycznych kanapek czy omleta zaserwuj sobie taką jaglankę. Jej przygotowanie wymaga nieco więcej czasu, ale to akurat masz :) Mus bananowo-cytrynowy jest kwaśny i słodki jednocześnie, świetnie uzupełnia smak owsianki. Zamiast cukru dodałam białko serwatkowe o smaku czekolady od Sante (cena: 54,90 zł)  - link tutaj ! Jest kompozycją koncentratu białek serwatkowych WPC oraz izolatu białek serwatkowych WPI. Świetnie uzupełnia zbilansowaną dietę w najwyższej jakości białko, ma pyszny kremowy smak oraz idealnie się rozpuszcza i nie pieni.


Czego potrzebujemy do przygotowania dwóch porcji jaglanki ?

jaglanka:
- 80 g kaszy jaglanej, ugotowanej na mleku
- miarka odzywki białkowej (u nas Go On Nutrition o smaku czekolady)
- płaska łyżeczka cynamonu
- łyżka masła orzechowego (u nas Go On Nutrition Peanut Butter Smooth)
- sok z połowy cytryny
- łyżeczka miodu

mus bananowy:
- dwa bardzo dojrzałe banany (wybierz te jak najczarniejsze, dzięki czemu będą najsłodsze)
- sok z połowy cytryny
- łyżka mleczka kokosowego (część stała, ta biała)

do ozdoby:
- świeże owoce
- orzechy
- płatki kokosowe

Jak to zrobić?
1. Kaszę ugotuj na mleku, według przepisu na opakowaniu.
2. Ugotowaną kaszę przełóż do sitka, aby delikatnie odsączyć nadmiar mleka.
3. Kaszę przełóż do miski i dodaj pozostałe składniki na jaglankę. Dokładnie wymieszaj.
4. Przygotuj mus: zblenduj składniki na mus na gładką masę.
5. Jaglankę i mus przełóż do miseczki, ozdób świeżymi owocami i bakaliami.


Tajska, gęsta zupa kokosowa z krewetkami.

Przepis dla fanów wyrazistych smaków, coś innego, nieco orientalnego. W klasycznym przepisie jest dużo więcej oreintalnyhc przypraw, ciężko jest niestety dostać je w lokalnych marketach. Mój przepis jest więc uproszczony i okrojony ale w smaku przepyszny. Warto sobie zapisać :)


Czego potrzebujemy?
- dwie puszki dobrej jakości mleka kokosowego (u mnie Real Thai)
- 450 g białych krewetek (u mnie z Biedronki za około 26 zł za opakowanie)
- 1,5 litra bulionu mięsno-jarzynowego
- 1 duża cebula
- 2 papryczki chilli
- 6 cm korzenia świeżego imbiru
- 6 ząbków czosnku
- 200 g pieczarek
- słoiczek trawy cytrynowej w zalewie, do wykorzystania przy gotowaniu bulionu(ok. 340 g, swoją kupiłam w Lidlu za 6 zł)
- łyżka cukru brązowego
-przyprawy: sól, pieprz, curry, świeża kolendra
- 2 łyżki oleju kokosowego
- sok z dwóch limonek
 
WAŻNE:
Podstawą tej zupy jest porządny bulion. Jeśli chcesz, aby Twoje danie miało odpowiedni smak, zapomnij o kostkach rosołowych, niskiej jakości mięsie czy oszczędzaniu na warzywach. Wywar musi być intensywny. Swój zrobiłam na żeberkach wieprzowych, dużej ilości włoszczyzny, mięsie wołowym, z dodatkiem suszonych grzybów. Nie ma możliwości, żeby rosół się nie udał, trzeba jednak pamiętać o tym, że podstawą jest dobre mięso. Kupując kurczaka w markecie nie liczmy na to, że będzie zupa wyjdzie smaczna. Bulion powinien powoli dochodzić na małym ogniu, aby z mięsa wyciekło jak najwięcej soków. Do gotującego się bulionu należy dodać trawę cytrynową odcedzoną z zalewy. W ten sposób nadamy bulionowi bardziej egzotycznego, cytrynowego posmaku. Do dużego gotującego się garnka wrzucamy też liście laurowe, ziele angielskie, ziarenka pieprzu, jałowiec i lubczyk. A jakie warzywa najlepiej wybrać? U mnie seler, por, pietruszka, marchew, cebula, rzepa.

Pamiętaj też, że o smaku Twojej zupy przesądzi mleko kokosowe. Zrezygnuj z kupna takiego, które ma w składzie całą tablicę mendelejewa a ekstrat z kokosa wynosi w granicach 50-70 %. Nie kupuj mleka marki Blue Dragon, Grace, Thai Coco, Bon Asia. Najlepsze i najłatwiej dostępne na rynku to mleko marki Real Thai.


Jak to zrobić? 

Trzy godziny wcześniej wyciągnij krewetki z zamrażarki i odstaw do całkowitego rozmrożenia.

1. Przygotuj duży garnek. Drobno posiekaj cebulę, czosnek, imbir, papryczki chilli i podsmaż w dużym garnku na oleju kokosowym.  Dodaj drobno posiekane pieczarki i gotuj pod przykryciem na małym ogniu przez kilka minut, aż pieczarki znacznie zmniejszą swoją objętość (około 6-7 minut).
2. Całość zalej zimnym bulionem oraz mlekiem kokosowym. Zblenduj na gładką masę. Zupę najlepiej przecedzić przez durszlak dwa razy, aby pozbyć się niezblendowanych kawałów imbiru oraz czosnku.
3. Dokładnie wymieszaj i gotuj przez 15 minut.
4. Do gotującej się zupy dodaj przyprawy, cukier oraz sok z limonki.

Celowo nie podaję ilości przypraw, osobiście bardzo lubię pikantne dania, dlatego dodaję dużo ostrych przypraw, ale tę kwestię pozostawiam Waszym podniebieniom.

5. Do zupy dodaj krewetki i całość gotuj jeszcze pięć minut na małym ogniu.
6. Zupę możesz podawać z makaronem ryżowym, ryżem, świeżą limonką, świeżym szczypiorkiem albo posiekaną kolendrą.

Zupa będzie dużo smaczniejsza na drugi dzień a pływajcie w niej krewetki nabiorą smaku. Babcia używała terminu, że się "przegryzie". Cokolwiek to oznacza, tak się właśnie stanie :)



Copyright © 2014 siostry bukowskie. , Blogger